2012 - Biblioteka pod Marcepanem

sobota, 29 grudnia 2012

Klątwa Tygrysa [6]

                                                                       
Autor : Colleen Houck
Wydawnictwo : Otwarte
Wydanie : I
Ilość stron :  349

Nota od wydawcy : Magnetyczne oczy tygrysa. Pradawna klątwa, którą może zdjąć tylko ona. Namiętność silniejsza niż strach. Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom. Czy poświęcą wszystko w imię miłości?

Jak widać nota od wydawcy nie zdradza zbyt dużo, co idzie na plus. Tak samo jak okładka, która przyciąga czytelnika i go magnetyzuje. 

Klątwa Tygrysa jest to pierwsza część sagi autorstwa pani Houck. Aż trudno pojąć że odrzuciło ją większość wydawnictw. Teraz niech plują sobie w brodę. Bo dzisiaj powieść jest jedną z najchętniej czytanych opowieści na świecie. Colleen Houck jak sama przyznaje, postanowiła napisać Klątwę tuż po przeczytaniu Zmierzchu

Cała historia opowiada o Kelsey Hayes, która poszukuje pracy na wakacje, aby trochę dorobić. I znajduje ją – w cyrku, jaka dziewczyna od wszystkiego. „Zaprzyjaźnia” się tam z tygrysem. Nawet czytuje mu Szekspira.  Gdy Ren zostaje sprzedany i ma udać się w podróż do Indii, Keley bez chwili wahania godzi się towarzyszyć przyjacielowi. W podróży towarzyszy jej, przez pewien czas, pan Kadam. Jednak zaraz po przyjeździe do Indii dziewczyna dowiaduje się że nie będzie to taka zwyczajna wycieczka. 


Autorka przeniosła nas do wspaniałego świata, do Indii. Bez problemu wprowadza do powieści elementy mitologii, którą mało kto zna. I to na jej podstawie kreuje całą historię, co bardzo mi się spodobało. 

Powieść czyta się szybko, można powiedzieć ze jednym tchem. Jednak historia jest trochę banalna. Mało kto może uwierzyć w autentyczność tej historii. Lecz czy właśnie nie to przyciąga nas do takich książek? To właśnie dzięki właśnie takim powieściom czytelnicy mogą oderwać się do rzeczywistości, wczuć się w postać głównej bohaterki i z razem z nią przeżywać wszystkie fantastyczne przygody.


Jedną rzeczą, jaka nie przypadła mi do gustu, była postać głównej bohaterki, czyli Kelsey.  Zwykła nastolatka, przeciętna, spotyka wspaniałego mężczyznę, chłopaka, zakochuje się w nim… Każdy z nas zna ten schemat, bo nie raz spotkał się z nim w wielu innych powieściach.  Teksty Kelsey są banalne, niekiedy bardzo śmieszne i nie pasuję mi do dorosłej już dziewczyny. Momentami bohaterka robi z siebie „biedną, nieszczęśliwa” i wmawia to wszystkim naokoło, chociaż wcale tak nie jest. W innym momencie zachowuje się jak rozpieszczona samrkula, która wszystko może, co też do niej nie pasuje, bo jej rodzice zginęli, gdy ta była małym dzieckiem. 

Jednak pomimo głównej bohaterki książka bardzo mnie oczarowała i pochłonęła.  Z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce wpadną kolejne części przygód Rena i Kelsey.

piątek, 28 grudnia 2012

Halo, Wikta! [5]

Autor: Katarzyna Pisarzewska
Wydawnictwo : Świat książki
Wydanie: I
Ilość stron : 127. 
Pani Pisarzewska  studiowała socjologię na UW. Jest bardzo utalentowana. Pisze nie tylko poeiwści, ale także dialogi do filmów. Pracowała jako ankieter, socjolog, kwiaciarka. Angażuje się w działalność 
Powieść „Halo Wikta!” otrzymała główną nagrodę w konkursie na powieść współczesną dla kobiet Klubu Świata Książki i miesięcznika Elle. 
Czy myślałaś kiedykolwiek ze w wyniku wypadku stracisz pamięć? I co wtedy? Obudzisz się i nie pamiętasz nic. Co gorsza, w lustrze widzisz wychudzoną kobietę która ani trochę nie przypomina Ci samej siebie. I właśnie przed takim problemem staje Lena. Nie poznaje swojego męża, gospodyni, przyjaciółki. Jednak nie poddaje się tylko idzie na przód i zmienia wszystko w swoim życiu. Przy okazji dowiaduje się ze jest córką i żoną mafiosa.  Lena nawet nie zauważa nawet kiedy jej życie które starała się naprostować, zbudować od nowa staje na głowie. I okazuje się że życie w świecie gdzie główną rolę odgrywają mafiosi  nie warto zachodzić nikomu za skórę, zwłaszcza kochance męża.. 
Książka jest pełna  absurdalnego humoru. W powieści nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji. Czytelnik nie spodziewa się co wydarzy się w następnej cenie. Czytać zaczęłam tuż po Wigilii, aby nie zasnąć czekając na Pasterkę. I nie mogłam się od niej oderwać.  Płakałam ze śmiechu.  Przygody Leny były fascynujące, wciągające i zarazem zabawne. Lepszej lektury na wieczór nie można sobie wyobrazić. Z czystym sercem polecam powieść i obiecuje że nie będziecie się nudzić! 
Autorka lekkim piórem, fabułą, oraz humorem zachęca nas coraz bardziej do zagłębiania się w lekturze.  I pomimo naiwności powieści, czyta się ją od deski do deski, niejednokrotnie wracając  co do ciekawszych fragmentów. 



niedziela, 23 grudnia 2012

Dallas Schulze "Ślubny Kontarkt" [4]





Dallas Schulze jest Amerykanką. W dzieciństwie marzyła o tym, aby zostać króliczkiem playboy’a, ewentualnie fizykiem nuklearnym. O wyborze jej kariery zawodowej zdecydowała miłość do książęk. Na swojej liście ma około 30 powieści. I jedną z nich jest właśnie Ślubny kontrakt

Nie przepadam za typowymi romansami, harlequinami  i dlatego niechętnie sięgnęłam po tą książke. Pewnie bym jej nie wzięła, ale to bibliotekarka poleciła mi „Ślubny Kontrakt” jako miłą, lekką lekturę na popołudnie, wieczór, ranek. Typowe i zarazem nie typowe romansidło.
Cała historia opowiada o Cat Lang,  zwykłej, dziewczynie, która nienawidzi swoich kręconych, rudych włosów. I jest zakochana w narzeczonym swojej przyrodniej siostry, Devon o dość polskim nazwisku Kowalski. I nie widzi ona szans na spełnienie swojej miłości, aż do czasu gdy dowiaduje się że jej siostra postanawia zerwać z Lukiem i wyjechać do Veegas aby wziąć ślub z poprzednim chłopakiem/ Bo podobno stara miłość nie rdzewieje . Zdradza siostrze że jej małżeństwo było zwykłym układem. Luka Quaintina zmusił do tego dziadek, a Devon podkusiły pieniądze młodego przedsiębiorcy.  Młoda panna Kowalski prosi siostrę aby przekazała jej byłemu narzeczonemu list z wyjaśnieniami. I wtedy rozpoczyna się cały galimatias. Luke nie ma pojęcia ze jego młoda żona jest w nim zakochana, a sprawy komplikują się w momencie gdy Cat oznajmia że spodziewa się dziecka. Na domiar złego do miasta wraca Devon, której nie odpowiadało życie na farmie.
Jak wspomniałam, do lektury podeszłam z dystansem. Zaczęłam ją czytać do poduszki, jako „usypiacz”, jednak wcale tak nie mnie nie podziałała. Powieść wciągnęła mnie i nie  mogłam nawet na chwilkę jej odłożyć.  W pewnym momencie nawet uroniłam kilka łez, gdzie do tej pory udało mi się to tylko przy „Jesiennej miłości” Nicholasa Sparksa. Autorka porusza w niej i problem odnalezienia swojej prawdziwej seksualności. Nie wstydzi się opisać scen, który przyprawia czytelnika o pewien dreszczyk. Są sceny przy których nie sposób się uśmiechnąć.



sobota, 3 listopada 2012

Stefan Żeromski - Przedwiośnie [3]


Stefan Żeromski jest jednym z najbardziej znanych polskich pisarzy. Dziecisństwa nie miał szczęśliwego – powstanie odcisnęło wielkie piętno na jego rodzinie.  W czasie zaborów pracował guwerner, następnie jako zastępca bibliotekarza w Muzeum Narodowym Polskim w Szwajcarii. Związał się tam z odłamem polskiej emigracji, co radyklanie wpłynęło na jego poglądy. Po powrocie do Polski pracował w ordynacjii Zamoyskich. Żeromski głownie, w swoich powieściach, poruszła problemy społeczno narodowe, problemy chłopów, które na tamte czasy były problemami bardzo bliskimi ludziom

Do Przedwiośnia podchodziłam sceptycznie z dwóch. Pierwszy : znam już jedną powieść tego pisarza, a mianowicie „Ludzi Bezdomnych”, których męczyłam przez ¾ wakacji. Kto czytał ten wie o czym mówię. Dlaczego? Tamta powieść jest przytłaczająco nudna i osobiście mi dłużyła się jak’’ flaki z olejem.  A drugi powód to sam fakt że „Przedwiośnie” jest lekturą, których nikt nie lubi czytać. Taki polski, uczniowski stereotyp, który mówi o tym ze lektura szkolna jest nudna. I niestety ja w to wierze, chociaż nie raz już się na tym zawiodłam .
Do „Przedwiosnia” podeszłam z lekkim sceptyzmem ale … pozytywnie się zawiodłam. Książka przedstawia historię Cezarego Baryki, Polaka, wychowanego w Rosji, więc inaczej patrzącego na ojczyznę po odzyskaniu Niepodległości. Chłopak, pomimo młodego wieku (bo miał bodajże 20 lat?) przeżył rewolucje, zaginięcie ojca, śmierć matki. W ogarniętym chaosem Baku był zdany sam na siebie. Podjął pracę która na trwale zmieniła jego zdanie o rewolucji. Został grabarzem.  Po cudownym, bo tak można to nazwać, odnalezieniu ojca postanowili oboje  wyruszyć do Polski. Seweryn Baryka umiera w czasie podróży. Cezary do ojczyzny wraca sam i jest przerażony tym co zobaczył.  A zobaczył biedę, nędzę, demoralizacje, dzieci które zbierały pył węglowy, aby trochę ogrzać się w zimie. Dostrzegał to, czego inni nie dostrzegali. Dlaczego? Bo wychowany był na wolności, rodzice nie wpajali mi mentalności umęczonego Polaka i na całą sytuacje patrzył obiektywnie, czego nie potrafiły elity.
Wracając do fabuły : Cezary zatrzymuje się u ukochanego matki z młodości, bierze udział w wojnie bolszewickiej. Dużo czasu spędza w Nawłoci u swojego przyjaciele Hipolita. I właśnie tam wdaje się w romans z piekną Laurą. Związek z góry skazany jest na niepowodzenie. Laura ma narzeczonego, a w Cezarym kochają się dwie ‘mieszkanki’ Nawłości : Karolina i Wanda Olszańaka, uzdolniona w kierunku muzycznym, ale głupia o czym narrator mówi wprost.
Żeromski powieść napisał językiem prostym, komunikatywnym, jednak wymagającym pewnego skupienia. Na plus działa szybka akcja, która cały czas toczy się do przodu. Czasami tygodnie opisane są w 3, 4 zdaniach. Nie brakuje romansu, intryg, zabójstwa, rewolucji… W książce ciągle coś się dzieję, nie ma zastoju, czytanie nie dłuży się w nieskończoność. Nie raz przy czytaniu lektury miałam ochotę rzucić ją w bok, i zabrać się za coś ciekawszego, jednakże w tym przypadku tak nie było. Powieść była dla mnie bardzo, ale to bardzo miłym zaskoczeniem.  I pewnie wrócę do niej po kilku latach, tak jak teraz już wracam do „Lalki” czy „Zbrodni i Kary”, powieści także godnych uwagi.
Książka podzielona jest na 3 części. Pierwsza opowiada o osach Cezarego w Baku, druga o jego życiu w Nawłoci a trzecia to ta część jego zycia gdy wrócił do Warszawy. I ta ostatnia część zasługuje na minus i to ogromny. Przemęczyłam się, zwłaszcza gdy czytałam te wszystkie ‘koncepcje dla niepodległej’. Nigdy nie interesowałam się polityką i może w tym tkwi przyczyna. Jednak ta część odejmuje jakiś urok „Przedwiośniu”
Ocena 4,5/6

czwartek, 25 października 2012

Nicholas Sparks - 'Noce w Rodanthe" [recenzja 2]
Autor : Nicholas Sparks
Tytuł : Noce w Rondathe
Wydawnictwo: Słówko
Data wydanie: 2003
Ilość stron: 208
ISBN: 83-87834-09-2


Od dawna uwielbiam twórczość Nicholasa Sparksa. Moja przygoda z jego powieściami zaczęła się od „Jesiennej miłości”. Pamiętam do tej pory jak czytając, nawet nie zauważyłam jak się popłakałam. 
 „Noce..,” to jedna z mniej popularnych książek pisarza. Jednak nie odstaje ani trochę od „Jesiennej miłości” „Pamiętnika” czy „Twój na zawsze”.  
Historia przedstawiona jest jako opowieść starszej kobiety, która  przedstawia historię swojej prawdziwej miłości, o której nikt nie wiedział. I to jest zaskakujące. Nie podzieliła się z nikim swoimi przeżyciami, wszystko nosiła w sercu. Adrienne, która trzy lata wstecz rozstała się z mężem zostaje poproszona przez najlepszą przyjaciółkę, aby ta popilnowała pensjonatu, znajdującego się na niezwykłej wyspie Rodanthe. Tam poznaje byłego chirurga Paula Flannera, który w ciągu tych kilku dni, zmienia jej życie o 180 stopni. Adrienne poznaje smak prawdziwej miłości, dotyka uczuć których nigdy nie zaznała i wydaje się ze jest najszczęśliwszą kobieta na świecie. Jednak Paul musi wyjechać do syna . Obiecuje wrócić za rok, jednak Adrienne nie doczekuje jego powrotu. 
„Noce…” zaczęłam czytać w sobotni poranek, a przed południem książka była już skończona. Uśmiechałam się przez łzy i długo nie mogłam psychicznie oderwać się od tej powieści. Ciągle wracałam myślami do Adrienne i próbowałam postawić się w jej sytuacji.  Jej postać jest prawdziwym wzorem do naśladowania dla osób w jakiś sposób skrzywdzonych przez los. W tej książce zaskakuje mnie wszystko. Pod koniec łzy same napływają do oczu. Czytelnik jest pełny podziwu dla bohaterki, że wytrzymuje to wszystko co zesłał jej los. Bo kto by się mógł pozbierać po ogromnej stracie, która spotkała Adrienne? Na pewno nie ja. Czytając poznajemy bohaterkę jaką osobę powierzchownie słabą, cichą, jednak z drugiej strony odważną, dzielną, odpowiedzialną. Przez tyle lat ukrywała przed dziećmi i przed całym światem swoje prawdziwe „ja”, swoje uczucie.  A gdy w końcu postanowiła je wyznać… No właśnie. Ta scena jak najbardziej mnie zaskakuje. W czasie swojej opowieści była spokojna i pomimo łez historia była przedstawiona od a do z. 
Ksiązka jest idealna… na każdą chwilę, jak wszystkie opowieści Sparksa. Pomaga oderwać się od rzeczywistości, w pewien sposób odstresować, zapomnieć…  I z czystym sercem wystawiam 6/6.
Jutro zabieram się za film iii… zobaczymy jak to wyjdzie :)


wtorek, 23 października 2012

Listy do Julii




Jeżeli szukasz filmu który rozgoni wieczorne, ranne, popołudniowe lenistwo on jest idealny dla Ciebie. Film jest w stylu słodkiej komedii romantycznej, która, oczywiście musi skończyć się szczęśliwie. Nie jest z gatunku tych bardziej ambitniejszych dzieł , jednak nie należy też do tych sztucznych, słodkich i przereklamowanych.
Film opowiada o młodej dziewczynie Sophie, która wraz ze swoim narzeczonym postanawia wybrać się się w podróż przed/po ślubną do Werony. Marzeniem Sophie jest napisanie książki, która okazałaby się bestsellerem.. Jednak na miejscu jej narzeczony woli spędzać czas na zwiedzaniu winnic, spotkaniach z właścicielami restauracji. Gdzie Sophie samotnie udaje się pod balkon Julii Kapuletti, widzi zapłakane kobiety piszące listy i zostawiające przyczepione do ściany. Po pewnym czasie listy są przez  tzw.   ‘sekretarki Julii” . Sophie jest tym wszystkim zafascynowana. Gdy znajduję list, który tkwił w ścianie 50 lat, postanawia na niego odpisać. Nie spodziewa się ze ‘kobieta z listu’ za jej radą przyjedzie do Włoch żeby… znaleźć dawnego ukochanego ! Vanessie będzie towarzyszyć nieprzyjemny wnuk… który. I w tym tkwi cała tajemnica. Żeby dowiedzieć się co będzie dalej, należy obejrzeć film.
Film kończy się szczęśliwie, jest dosyć przewidywalny, ale idealny na poprawę humoru.   Możemy wcielić się w postać Sophie i wraz z nią przeżywać poszukiwania dawnego ukochanego Vanessy, co wcale nie będzie takie łatwe jak wszystkim się wydaje.





niedziela, 21 października 2012

Joanna Chmielewska - (Nie)boszczyk mąż [recenzja 1]
Joanna Chmielewska- (Nie)boszczyk mąż
Autor : Joanna Chmielewska
Tytuł: (Nie)Boszczyk mąż
Opis na okładce: "Jeść albo nie jeść - oto jest pytanie?! (Nie)Boszczyk mąż wprowadza nas w zawiłości zbrodni... gastronomicznej. Perypetie studentki prawa, jej świetnie gotującej ciotki i łasego nie tylko na pieniądze wuja wikłają się w przezabawny splot obyczajowo-romansowo-kryminalny."

Od zawsze podobała mi się twórczość Chmielewskiej, jednakże, nie upatrywałam specjalnie jej powieści. Książkę poleciła mi bibliotekarka, jako przyjemną lekturę na piątkowy wieczór. Po przeczytaniu pierwszej strony : wpadłam ! Książka wciągnęła mnie do tego stopnia że nie byłam w stanie zrobić nic, dopóki nie przeczytałam ostatniego wyrazu.
"(Nie)Boszczyk mąż" to opowieść o Malwinie, zonie biznesmena, która nie chcąc dopuścić do rozwodu postanawia go zabić. Jednakże, na osobę nie grzeszczącą inteligencją, jej pomysły są wręcz komiczne. Malwina ucieka się do różnych sposobów : chcę by męża zabili bandyci, którzy ukradli by mu samochód, postanawia otruć go ziołami obcego pochodzenia. I może by jej się udało, gdyby nie rezolutna siostrzenica Justynka, która kontroluje całą sytuacje.
Książka jest lekturą, naprawdę godną polecenia. Przy książce można uronić niejedną łzę - ze śmiechu !


@templatesyard