Cały czas świata


Autor : Liz Nickles
Liczba stron : 174
Wydawnictwo : Libros

„Umieranie odbywa się tak szybko, kiedy już się zacznie. Przypomina powódź, woda zaczyna od strużki, a potem pędzi w kierunku tamy, która może ją powstrzymać tylko do pewnego czasu. Na początku powstają maleńkie przecieki, później tama pada. I nie ma znaczenia, gdzie jesteś, ani kim jesteś”

Książka pani Liz jest trochę inna wersją popularnej powieści Nicholas’a Sparks’a „Jesienna Miłość”. Jednak tutaj miłość kwitnie na statku opływającego wspaniałe greckie wyspy. Kim jest główna bohaterka i jak się tam znalazła? Otóż główna bohaterka nazywa się Nicole „Nicki” McBain. Właśnie ukończyła college, dostała się na staż w prestiżowej kancelarii prawniczej, planuje iść na Uniwersytet, ma wspaniałego chłopaka Tima oraz cudownych przyjaciół Erica i Emily. Jak sama powiedziała jej najlepsza przyjaciółka „Nicki była pierwsza ze wszystkim”. Bohaterka była bardzo szczęśliwa. Ale los zawsze śle nam kłody pod nogi. W dniu rozdania dyplomów w collegu mdleje. W szpitalu dowiaduje się że ma raka mózgu. Cały jej świat staje na głowie. Ale Nicki nie chcę umierać w szpitalu, walczyć o każda kolejną godzinę życia. Chce czerpać z życia jak najwięcej podczas ostatnich swoich dni. Razem z przyjaciółmi postanawiają wyruszyć w rejs po wspaniałych, uroczych, tajemniczych wyspach greckich. I tam całe życie jej się odmienia. Poznaje Michaela Schustera. Na początku chłopak ją denerwuje, ale Nicki nie zdąży się obejrzeć, gdy zakochuje się w fotografie. Jednak choroba postępuje. Czy prawdziwa miłość wygra? Skoro jest to romans, odpowiedź jest oczywista. Jednak szczegółów Wam nie zdradzę.

Na początku książka bardzo mnie wciągnęła. Przez pierwsze kilka rozdziałów nie mogłam się oderwać. Autorka w sposób bardzo przejmujący opisała przeżycia osoby chorej na raka. Jednak potem się to zmieniło. Kiedy bohaterowie wyruszyli w rejs, powieść zaczęła mi się dłużyć. Czytałam ją cały tydzień. Na końcu, miałam ochotę przeskoczyć te kilka stron, do tych decydujących, ostatnich. Jednak powiedziałam sobie nie! Zawsze czytam całą książkę, nawet jakby była najgorsza, staram się doczytać ją do ostatniej kartki. Jednak czasami się dziwie, kto wydał coś takiego. Nie ubliżając wydawcy i autorom, niektórzy naprawdę talentu do pisania nie posiadają. Jednak „Cały czas świata” nie należy do tych powieści, bo pomimo wszystkiego jest w niej coś magicznego. Każda dziewczyna, która przeżyła prawdziwą, głęboką miłość to zrozumie.

Jednak nic co pięknie nie trwa wiecznie. Nicki umiera, jednak nie zostawia swoich bliskich samych. W ostatnim rozdziale, to ona nadal jest narratorem, przedstawia  dalsze życie swojej rodziny, przyjaciół i Micheala. Mnie osobiście oczarowało ostatni akapit .

„Więc widzisz, stąd wiem o miłości, śmierci i o ważnych rzeczach w zyciu. Kiedyś zastanawiałam się, jak to wszystko się ułoży i kiedy ja i Michale znów będziemy razem, ale już się nie zastanawiam. Mamy dla siebie cały czas świata”.

Wspaniale byłoby przeżyć  z osobą którą się kocha, ten cały czas świata. Tak samo uważa Nicki, która tam w niebie, czeka na swojego Micheala.
Wszystko w powieści ma swoje plusy i minusy. Charaktery bohaterów są bardzo wyraźnie zarysowane na tle powieści.  Jednak akcja rozwija się bardzo powoli, w pewnym momencie bardzo nudzi. Jednak na ostatnich stronach można uronić kropelkę łzy. Bo razem z Nicki przeżyliśmy ostatnie chwile jej życia. 

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Ciekawe, chętnie przeczytałabym tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń