Niosąca radość

źródło: lubimyczytac.pl

Autor : Krzysztof Czarnota
Ilość stron : 220
Wydawnictwo : Olivia Dobre Książki

Nota od wydawcy : Bohater powieści przypomina ślepca, który nie potrafi zobaczyć tego, co najważniejsze w życiu, choć znajduje się to w zasięgu reki. Wciągnięty w tryb robienia kariery zatraca z wolna siebie. Dopiero nazbyt dramatyczne, ale znaczące zdarzenie, uruchamia lawinę, która przywraca bohaterowi wzrok. Zaczyna on dostrzegać barwy życia i znajdować szczęście w najzwyklejszych rzeczach. To książka o przebudzeniu i znalezieniu wartości w najprostszych, codziennych sprawach.

Po powieść sięgnęłam bo wielu osobom znajomym bardzo się podobała. Zachwalali ją i powtarzali że powieść przekazuje uniwersalne wartości w sposób lekki i przyjemny dla duszy, tak że nawet człowiek z ubogą duszą zrozumiałby. Jednak pomimo tych wszystkich zachęt „Niosąca radość” długo czekała na swoją kolej. Ale w końcu powiedziałam sobie iż tak nie może być. Muszę to przeczytać. I tak spędzałam kilka godzin, z tą magiczną, jak się później okazało powieścią?
Kim jest główny bohater? Nazywa się Wojtek i pracuje w telewizji. Idzie przez życie, jak mu się wydaje, leciutko i bez stresów. Szybkie samochody, lekkie romanse, ekskluzywne wakacje i znajomi z show – biznesu. Czego więc chcieć więcej? Nic, tak przynajmniej wydaje się Wojtkowi do czasu, aż wracając do Warszawy potrąca psa. Niby nic, zwykłe zwierzę, pałętało się pod kołami. Jego wina. Bohater odjeżdża. Ale coś w nim drgnęło, poruszyło bardzo zatwardziałą skorupę na sercu. Po chwili namysłu i spierania się z samym sobą, wrócił po psa, jak się później okazało, była to suczka. Zawiózł ją do lecznicy. I postanowił o tym zapomnieć. Czy szło mu dobrze? Raczej nie. Bo w końcu, ku uciesze swojej i pani weterynarz bierze suczkę do siebie i nadaje jej imię Pointa. Pies odmienia jego życie. To dzięki niej poznaje uroki życia o jakich zapomniał. Miasto zaczyna go męczyć, tęskni za lasem, gdzie razem z Pointą odpoczywają, biegają i cieszą się swoim towarzystwem. Ten człowiek odnalazł w psie prawdziwego przyjaciela, który otworzył mu oczy na świat. Wojtek poznaje prawdziwą miłość i jak się można domyślić jest ona szczęśliwa. A wszystko dzięki temu małemu stworzeniu.

Pointa nie jest to jedyne zwierzę w powieści, które odgrywa znacząca rolę. Dzięki pani weterynarz bohater  zaczął uwielbiać konie, które stały się dla niego równie ważne jak pies. Te wspaniałe i szlachetne zwierzęta również bardzo odmieniły życie bohatera. Poczuł, co to znaczy kochać życie.
W powieści nie brakuje smutnych chwil, w którym łezka zakręci się w oku nawet najgorszemu podlecowi. W tym momencie bardzo współczułam bohaterowi, bo starta kogoś bliskiego boli bardzo, bardzo mocno i długo nie można się z niej otrząsnąć.
 Powieść jest króciutka, jednak w tych kilkuset stronach, kryją się prawdziwe prawdy o świecie, o człowieku, jego prawdziwych pragnieniach oraz marzeniach. Autor pokazuje jak życie może odmienić się pod wpływem chwili, jednego gestu, czy też jednej decyzji. Bo chociaż wydaje się ona niewinna, pociąga za sobą zdarzenia, które potrafią poprzestawiać człowiekowi świat. Powinniśmy wszyscy kierować się sercem, bo to ona pokarze nam która droga jest właściwa, a którą lepiej omijać z daleka.

„Zdumiewające, jak łatwo zgubić samego siebie. Co gorsza, coraz trudniej w tym cywilizacyjnym gąszczu, wśród wszystkich cudów techniki, siebie odnaleźć. Winę za to wszystko ponosi poczekalnia. Ale nie taka zwykła, szara dworcowa. Ta nasza jest poczekalnią szczęścia, poczekalnią marzeń. Zamiast żyć pełną piersią, czekamy w niej na nasz wymarzony pociąg szczęścia. Łudzimy się i mamimy, że któregoś dnia, ten pociąg nadjedzie, ale on nie nadjeżdża, bo przecież takiego pociągu nie ma nawet w boskim rozkładzie jazdy. Szczęścia nie da się kupić, tak samo jak nie może ono nadjechać żadnym ekspresem. O to szczęście trzeba powalczyć samemu.
I ja właśnie przez całe lata żyłem w takiej poczekalni. Oczywiście jak każdy rozsądny człowiek próbowałem sobie to czekanie jakoś uprzyjemnić. Jeśli tylko mogłem, sprawiałem sobie prezenty. A to wychodziłem na zakupy, a to fundowałem sobie drogie wakacje wreszcie kupowałem coraz lepsze i droższe samochody. Niestety, wystarczyło na krótko i już po kilku dniach znudzony najnowższymi gadżetami wracałem do poprzedniego stanu ducha”

Książka przeczytana w ramach wyzwania : Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę. 

CONVERSATION

4 komentarze:

  1. Ciekawa ksiazka, szczególnie ze wzgedu na to, ze jest pouczajaca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obserwujemy?
    Daj znac na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. jeśli tak jak pisze wydawca jest to książka o "znalezieniu wartości w najprostszych, codziennych sprawach" to zdecydowanie jest to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń