Rudnicka "Natalii 5"

Z powodu samobójstwa ojca wszystkiego jego córki spotykają się u adwokata. Nie wiedziały one o swoim istnieniu. Gdy widzą się po raz pierwszy, patrzą na siebie podejrzliwe. Gdy dowiadują się o co chodzi, są zszokowane. Dziedziczą po ojcu dom, do którego wszystkie się wprowadzają. Jednak jest mały problem: wszystkie nazywają się Natalia. Gdy dochodzą do porozumienia i zaczynają używać swoich drugich imion, albo zdrobnień w domu zaczyna dziać się coś dziwnego. Jakiś nieznajomy wciąż krąży po ich domu i czegoś szuka. Siostry postanawiają temu przewidziałaś i zaczynają szukać tajemnic, ukrytych przez ojca. Czy im się to uda?

O książce nasłuchałam się dużo : i od znajomych i od bloggerów, którzy wprost nie szczędzili pochwał nad powieścią pani Rudnickiej.  Gdy w końcu w bibliotece trafiłam na „Natalii” 5 postanowiłam że przyszła kosa na kamień i trzeba przeczytać. Panią Rudnicką znałam już z „Zacisza 13”, które wywarło na mnie optymistyczne wrażenie.  Jednak książka długo leżała nieruszona na półce. Nie przerażała mnie jej objętość, bo już nie takie tomiszcza się pochłaniało w życiu. Gdy tak siedzę i pisze zastanawiam się co we mnie siedziało, że lekturę odkładałam  czasie. Teraz stwierdziłam że bałam się, iż książka nie sprosta moim oczekiwaniom. Nie raz i nie dwa o powieści nasłuchałam się sporo jaka ona jest wspaniała, nietuzinkowa, jak idealnie wręcz spędza się z nią czas. No i ja, naczytana pochlebnych opinii przystępowałam do czytania. I co? I klapa. Wielka klapa. Książka mnie nudziła, wręcz czułam do niej mały wstręt. Jednak przemogłam się i przystąpiłam do czytania „Natalii 5”.

Z początku nie potrafiłam się odnaleźć. Nie w akcji- bo ta od samego początku dostarczyła mi wrażeń. I zagadek, na których rozwiązanie musiałam długo czekać. I nie bohaterowie bo Ci wykreowani byli w sposób wręcz idealny, każdy z charakterem dopracowanym w każdym szczególe. Myliły mnie córki pana Sucharskiego- Natalie. Dopiero, gdy nadano im pseudonimy, zaczęłam rozumieć co i jak, ale nie raz jeszcze przerywałam czytanie, aby przemyśleć sobie która, jak i dlaczego. Jednakże nie uważam tego za mankament, ani jakiś znaczny minus. Trochę utrudniało to czytanie, fakt, jednak w stopniu znośnym. Chyba, że ktoś nie lubi bardzo Myślec podczas czytania- wtedy taki zabieg musi być sporym, mogę napisać że ogromnym utrudnieniem.

Przy powieści strasznie się ubawiłam. Książka dostarczyła mi ogromu rozrywki i poprawiła humor na wszystkie wieczory, jakie spędziłam z dziełem Rudnickiej. Charaktery sióstr tak inne, ale zarazem tak podobne i ich perypetie sprawiły że nie potrafiłam oderwać się od powieści. Książka miała w sobie to „coś”. W dodatku kryminał z czarnym humorem jest jednym z moich ulubionych gatunków literackich, a pani Rudnicka spisuje się wprost idealnie.

Z początku wspomniałam że akcja od początku dostarcza nam zagadek, na których rozwiązanie trzeba będzie długo czekać. I z każdą stroną autorka buduje napięcie, które rośnie i rośnie.  Jednak momentami to całe czekanie… nudzi. Przynajmniej nie. Wiem iż „Natalii 5” zbiera wśród blogerów książkowych pozytywne recenzje i nie ma według nich prawie żadnych wad. Według mnie, ma. I gdyby nie ten minus, książka na pewno bardziej mi się spodobało.

Bohaterki jak dla mnie były dla mnie skonstruowane idealnie, jak w każdej książce pani Rudnickiej. Każda z nich była inna, miały wiele nakreślonych wad, ale posiadały jednocześnie coś wspólnego co sprawiło że osobno nie potrafiłam ich sobie wyobrazić.  Gdy już raz się spotkały, nie potrafiły bez siebie żyć nawet jeśli nie były tego świadome.

Wątek kryminalny to główna oś powieści. O ile całe napięcie i przygotowania do finału były dopracowane idealnie to sam finał lekko mnie rozczarował. Fakt, nie spodziewałam się iż osobą która tak ingeruje w życie sióstr, zakrada się do ich domów i zostawia prawie niewidoczne ślady była najmniej podejrzana. Ba, znajdowała się daleko, daleko poza okręgiem podejrzeń, a nawet nie wiedziano o jej istnieniu. Pani Rudnicka idealnie przygotowała grunt pod scenę finałową. Jednak nie była ona bardzo spektakularna, spodziewałam się czegoś o wiele lepszego.

Bałam się tej recenzji. Pomimo iż książka jest gruba to nie wiedziałam czy dam radę coś sensownego o niej napisać. A tu proszę, jaka niespodzianka. Powieść polecam- nie nudzi (poza kilkoma momentami) i potrafi rozbawić.

Wyzwania : Polacy nie gęsi, Czytamy powieści obyczajowe

CONVERSATION

24 komentarze:

  1. Ooo!
    Chętnie bym przeczytała! :D
    Smutne, że dopiero teraz spotkałam się z nazwiskiem Rudnicka. Bo tak widzę, że napisała już całkiem sporo książek - a co najlepsze z dobrymi opiniami !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, chyba tylko to mi przychodzi do głowy, ja ani przez chwilę się nie nudziłam, nie myliłam sióstr;) Jednak każdy odbiera inaczej i to najfajniejsze;) aż mi dziwnie czytać o tych minusach, które dla mnie były na plus :D
    Ale to dobrze, w końcu ileż może być pochwał no nie? :) W końcu ktoś ma odmienne zdanie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Ty tą lubisz, a ja wolę "Cichego wielbiciela", który Tobie do gustu nie przypadł :-)

      Usuń
  3. Dla mnie to chyba najlepsza z powieści Olgi Rudnickiej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ochotę dać jeszcze jedną szansę dla tej autorki, może w końcu znajdę jakąś jej książkę w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może dam jej szansę - na razie trafi na listę "Chcę przeczytać", a potem się zobaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo mile wspominam Natalie i już ostrzę sobie żąbki na ich kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ktoś tu chyba lubił to imię skoro wszystkie córki tak ponazywał:) A z kryminałów, które namiętnie czytam już się nauczyłam, że winny jest zawsze ten kelner/barman/sprzątaczka (niepotrzebne skreślić), co to go nikt nie podejrzewa:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twórczość Rudnickiej jeszcze czeka na moje odkrycie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie spotkałam się z twórczością tej autorki ale chętnie sięgnę po tą książkę . Wydaję się bardzo fajna :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://zjednoczona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm kryminał polskiego autorstwa, chętnie bym ją przeczytała.. pięć córek spotyka się u adwokata- zapowiada się ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli znajdę tę książkę w bibliotece, na pewno ją przeczytam ; D

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie sobie poradziłaś z recenzją:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyznam, że powieść mnie zainteresowała. Pomysł ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. po bardzo dobrym Cichym wielbicielu mam wszystkie pozostałe książki tej autorki w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam tylko jedną powieść tej autorki, ale mam w planach kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiele dobrego naczytałam się o powieściach Rudnickiej, dlatego muszę przekonać się na własnej skórze, czy przypadną mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię powieści Olgi Rudnickiej, ale tej akurat nie czytałam...chociaż przy najbliższej okazji postaram się to zmienić;) Cieszę się, że Ci się podobało;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, ale jeśli faktycznie ta książka nie nudzi (aż tak) i można się przy niej ubawić... Może warto spróbować. Niepokoi mnie tylko, że jak wspomniałaś - na początku wszystkie dziewczyny są Nataliami, więc ciężko jest się połapać. Mam nadzieję, że podołam zadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Brzmi bardzo ciekawie, a wcześniej o niej nie słyszałam. Będę o niej pamiętać na przyszłość. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam i świetna książka, choć muszę powiedzieć że druga część "Drugi przekręt Natalii" jest jeszcze lepsza :) Polecam również inne książki pani Olgi, mnie osobiście bardzo przypadły do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Już zama fabuła brzmi zachęcająco. Parę momentów nudy moge znieieść :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Na razie czytałam tylko "Cichego wielbiciela" tej autorki, ale książka była tak świetna, że muszę zapoznać się z twórczością Rudnickiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzisiaj na innym blogu czytałam recenzję "Cichego wielbiciela" U Ciebie zagłębiłam się w treść recenzji "Natalii 5". Obie książki są mi obce, ale obie mam zamiar poznać. Widziałam bardzo dużo pozytywnych opinii na temat twórczości pani Rudnickiej, a dodatkowo Twoja recenzja i recenzja innej bloggerki podsyciły mój apetyt na te lektury:)

    OdpowiedzUsuń