marca 2013 - Biblioteka pod Marcepanem

piątek, 29 marca 2013

HIGH FIVE
HIGH FIVE! to nowa akcja, w związku z którą na blogu pojawiać się będą rankingi ulubionych, najlepszych, najbardziej interesujących, bądź najgorszych książek, filmów, gier, postaci, itp...

Dzięki temu zarówno czytelnicy mogą poznać bliżej blogerów, jak i blogerzy czytelników, jeśli ci będą chętni na podzielenie się swoimi przemyśleniami i opiniami. 



Moi ulubieni głowni bohaterowie książek :


Na pierwszym miejscu nie kto inny, jak mój ulubiony czarodziej, czyli Harry Potter. Oto z nim spędziłam prawie całe dzieciństwo. Ba! Ja z nim dorastałam. Pamiętam do tej pory jak mama przyniosła mi pierwszą część. Byłam tak zachwycona, ze przeczytałam ją w ciągu jednego dnia. I od razu pokochałam Pottera :)












Na drugim miejscu umieszczam Helenę, z powieści "Spętani przez  bogów". Chociaż poznałam ją stosunkowo nie dawno bo w lutym, bardzo mi się spodobała. Rzadko spotyka się tak dopracowane postaci w powieściach "paranormal romance". Helena w niczym nie przypomina tandetnych, zadufanych w sobie innych bohaterek. 











Oczywiście w rankingu nie mogłoby zabraknąć Anii. W podstawówce niemal na pamięć znałam jej przygody i to nie tylko z jednego tomu. Według mnie jej postać jest ponadczasowa, dla wszystkich pokoleń. Ci, którzy Anii nie znają, radzę, aby szybko na nowo ją przeczytali. Większość na pewno zraziło to, iż powieść jest lekturą. Jednak co kolejny tom, akcja jest coraz bardziej ciekawa. Wraz z Anią dorastało wiele pokoleń dziewczynek, w tym i moja mama, której to zawdzięczam miłość do przygód sierotki z Zielonego Wzgórza.








Z powieści Henryka Sienkiewicza najbardziej spodobał mi się... Neron ! Tak, może to i dziwne, jednak to ta postać była najbardziej interesująca i zadziwiająca. Zdrowy an umyśle to on nie był, jednak pomimo wszystkiego to własnie on podbił moje serce !












 Na ostatnim miejscu wylądowała Saxony, z powieści Jonathana Carrolla "Kraina Chichów". Autor bardzo się postarał, tworząc dziewczynę. Bardzo polubiłam bohaterkę i dlatego nie mogę wybaczyć autorowi zakończenia.\















Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych chciałabym życzyć wam wszystkim zdrowych, pogodnych, szczęśliwych, spędzonych w gronie rodziny świąt. Aby Chrystus, który Zmartwychwstał, dał wam wiarę i siłę. No i oczywiście- mokrego dyngusa :) Chociaż w tym roku, to bardziej "nacieranego" :)

środa, 27 marca 2013

Błękitnokrwiści

Autor : Mellisa De La Cruz
Liczba stron : 320
Wydawnictwo : Jaguar

Wampiry to dosyć popularny motyw w powieściach dla młodzieży. Tak jest i w przypadku książki autorstwa Pani Cruz. Pewnie wiele osób o niej słyszało, czytało, jednak ja dopiero teraz sięgnęłam po tą lekturę.

Najważniejszą postacią jest Schulyer. Uczęszcza ona do ekskluzywnego liceum w Nowym Jorku – Duchense, tak jak wiele innych młodych osób. Wszystkich ich jedno – są nieprzyzwoicie bogaci. Jednak część uczniów skrywa tajemnice – są wampirami. Jednak nie takimi zwykłymi. Gdy młodzi ludzie osiągną wiek 15-16 lat zaczynają przemieniać się z czerwonokrwistych w błekitnokriwstych. Dowiadują się prawdy o sobie, o swoim życiu. Tak naprawdę żyją oni wiecznie i pamiętają czasy stworzenia świata. Jednak aby się tego dowiedzieć, muszą poświecić na to ogrom czasu.

piątek, 22 marca 2013

Paranormalność

Autor : Kristen White
Wydawnictwo : Amber
Liczba stron : 308

Może zabrzmi to dziwnie, ale kiedy przeczytałam notę o autorce, od razu ją polubiłam . Dlaczego? W sposób bardzo humorystyczny i przyjazny dla młodego czytelnika przedstawiono jej sylwetkę. Otóż autorka pomimo swoich 27 lat uważa że nie dorosła. Pomimo tego iż ma rodzinę nadal żyję w świeci magii i interesuje ją wszystko co jest nie z tego świata. Dlatego postanowiła napisać powieść „Paranormalność”.  

wtorek, 19 marca 2013

Pół życia

Autor : Jodi Picoult
Liczba stron: 459
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Chyba każdy słyszał o Jodi Picoult. Jest ona autorką wielu światowych bestsellerów, w których zaczytują się ludzie w różnym wieku. Ja też do nich należałam. Kiedyś uwielbiałam jej powieści, jednak od dłuższego czasu nie przepadam za twórczością pani Picoult. Nie potrafię sobie przypomnieć fabuły ani jednej powieści, oprócz „Bez mojej zgody”, ale tylko dlatego, ze bardzo spodobał mi się film. Jednak po wielu pozytywnych recenzjach postanowiłam zapoznać się z najnowszym dziełem „Jeden dzień”

O czym jest cała historia? Najbardziej główną postacią jest Edward Warren, syn Luka Warrena, który zasłynął tym, ze żył z wilkami 2 lata w lesie. I przeżył. I od tego momentu rozpoczęła się jego wielka kariera telewizyjna, a życie medianę zaczęło kwitnąć. Jednak Luke dla swojej pasji poświęcił wszystko, a dokładniej rodzinę. Żona go zostawiła, a jego ukochany syn wyjechał do Tajlandii, nie dając żadnego znaku życia. Została przy nim tylko Cara, ukochana córka Luka. Wszystkim żyje się dobrze. Do czasu wypadku, po którym pan Warren ładuje w szpitalu w śpiączce. Szanse na przeżycie są małe, o czym lekarze od początku informują rodzinę. Jednak Cara za wszelką cenę chciałaby utrzymać ojca przy życiu, na co nie zgadza się Edward, który niczym syn marnotrawny powraca do domu. Rodzeństwo nie potrafi się dogadać, ale każde z nich kieruję się miłością do ojca. Co zrobią? 

Jodi Picoult nie potrafi mnie już zbytnio zainteresować swoimi powieściami. „Jeden dzień” czytała długo, a czas poświęcony na tą lekturę niemiłosiernie mi się dłużył. Jak zwykle autorka przedstwawia problemy które mogą spotkać każdego z nas. W tym przypadku jest to decyzja o losach drugiego człowieka, bardzo bliskiego, w końcu ojca. Każde z rodzeństwa kocha go na swój sposób. Cara która to przy Luku dorastała, chciałaby go mieć przy sobie. Edward, który notabene odwrócił się od ojca, chcę zrobić to, czego on sam by sobie życzył. I powstaje konflikt, w który zamieszany jest nawet nowy mąż matki Edwarda i Cary. Jednak po przeczytaniu powieści ze autorka chyba straciła zapał. Książka , jak wspomniałam, niemiłosiernie mi się dłużyła, niektóre momenty po prostu omijałam. Najbardziej interesujące były wilki, szczególnie to co sam Luke Warren o nich „opowiadał”. Wiem, ze może to zabrzmieć dziwnie, bo jak ktoś, kto jest w śpiączce, może cokolwiek opowiadać. Kto choć raz przeczytał dzieło Picoult, wie że każdy z jej bohaterów ma „prawo” głosu. I wszystko jasne.

Pomimo tego, ze sama fabuła wydaje się interesująca, niektóre momentu wcale nie pasują do książki, albo wydają się mało prawdopodobne. Ale to w końcu Stany, tam nawet wilka można wprowadzić do szpitala i wszystkim wmówić ze jest psem przewodnikiem. Mi bardzo spodobał się wątek historii Luka i jego syna, Edwarda. Autorka w bardzo uderzający sposób przedstawiła miłość dzieci do swoich rodziców i na odwrót. Czytając, możemy zobaczyć jak dziecko cierpi, gdy nie może poczuć że jego guru nie potrafi go zrozumieć. Działa to w drugą stronę. Rodziców także boli brak zafascynowania, nawet najmniejszego zainteresowania pracą, jaką wykonują. To wszystko się piętnuje i zazwyczaj kończy się nieszczęśliwie.

Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Pomimo wszystkich pozorów i spekulacji, nie było wielkiego, tragicznego końca. Nie płakałam, a nawet się uśmiechnęłam.
Jeżeli jesteście fanami Picoult śmiało czytajcie. Jednak jeśli nie jesteście przekonani do autorki, serdecznie polecam powieść, która wspomniałam na początku „Bez mojej zgody”, a dopiero później „Jeden dzień”, ale sobie zbytnio nie „obrzydzić” jej twórczości. 

piątek, 15 marca 2013

Krwawa Zemsta

Autor : Joanna Chmielewska
Ilość stron : 487
Wydawnictwo : KLIN 

Bardzo lubię powieści Chmielewskiej, a samą autorkę bardzo cenię. Jej książki są fantastyczne, pełne swojego uroku i bardzo wciągające. I chociaż odnalazłam jej twórczość już całkiem nie dawno, powoli zapoznaje się z jej powieściami, a każda wywiera na mnie ogromne wrażenie. „Krwawa Zemsta” pojawiła się na rynku dosyć niedawno i od początku miałam ochotę ja przeczytać, jednak dopiero ze 3 miesiące po premierze pojawiła się w mojej bibliotece. A zanim ja ją znalazłam, minęło jeszcze ze dwa, bo nie jestem jedyną fanką Chmielewskiej. Potem musiałam czekać aż mama skończy delektować się lekturą, bo okazało się że jest to jej ulubiona pisarka z lat młodości. Kiedy zaczęłam czytanie… odpłynęłam.

O czym jest cała historia? Główną bohaterką jest Majka. Dobra matka i żona, otrzymująca rodzinę, ponieważ jej mąż, Dominik pracował dla pasji, nie dla pieniędzy. Dlatego kobieta długie godziny spędza  przed swoim miejscem pracy projektując przeróżnego rodzaju wnętrza. I jest szczęśliwa. Ma kochającą rodzinę, dobrze płatną prace, a wszystko układa się po jej myśli. Do czasu aż w pobliżu jej kochanego Dominika pojawia się tak zwana Kręcidupcia, Dulcynea, lub Emilka jak kto woli. Wcześniej wymieniona nie może pochwalić się inteligencją, jednak ma w sobie coś, co przyciąga innych mężczyzn z daleka. I tym wszystkim jest tylna część ciała Emilki. Na swój cel obrała sobie właśnie męża Majki, Dominika. Główna bohaterka jest bardzo zaskoczona, gdy mąż przychodzi do domu i oznajmia jej ze chcę separacji od stołu i łoża. Majka, jako rozsądna i zakochana kobieta, nie chcę się na to zgodzić. I tutaj rozpoczyna się cała historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, bardzo zabawnych scen, przy których nie sposób uronić łzy śmiechu. Zwłaszcza, czytając o intrygach Majki i jej koleżanki Bożenki, które wszystko planują nad butelką czegoś mocniejszego. Okazuje się ze ta tytułowa zemsta jest bardzo krwawa, ale zamiast krzywić się z niesmaku, uśmiałam się przy niej do łez.

Powieść nie wszystkim się spodobała i czytałam wiele negatywnych opinii. Jednak ja się z nimi nie zgadzam. Może dlatego ze jest to 6 książka Chmielewskiej którą czytam i nie mam większego porównania. Styl pisarki mnie wprost oczarował. Opowiada ona wszystko z właściwą sobie szczyptą humoru, ironii. I chociaż jej książki są to kryminały, czyta się je przyjemnie, szybko. Nawet chwile grozy, które powinny przerażać, rozśmieszają. W pewnych momentach jest to jednak śmiech ambiwalentny.

Żeby zrozumieć o co tak naprawdę chodziło w powieści i zrozumieć moje wywody, trzeba ją przeczytać. „Krwawa zemsta” jest lekturą godną uwagi oraz poświęcenia czasu. Obiecuje, że nie będziecie się przy niej nudzić. Chociaż trzeba ją czytać „na raty”, żeby się nie pogubić w całej akcji, nie jest to jedna z tych nudnych powieści, gdzie autorka czy też autor stara się wszystko na siłę przedstawić w sposób humorystyczny.
Wspomnę jeszcze o okładce. Gdy pierwszy raz na nią spojrzałam, nie mogłam pojąć jej sensu. Chyba każdy widzi wiatraczek wetknięty w pewne miejsce i pewnie większość z was może zadać sobie pytanie o co w tym wszystkim chodzi. Sens okładki dotrze do nas podczas czytania książki. I powiem że jest bardzo zabawny.

czwartek, 14 marca 2013

Księżniczka Wampirów

Autor : Alexandra Harvey
Liczba stron : 254
Wydawnictwo : Akapit Pres

Do przeczytania zachęcił mnie sam tytuł „Księżniczka”. Coś mi zostało z dzieciństwa, kiedy to chciałam być wspaniałą księżniczką, wróżką, elfem i wszystkimi pięknymi istotami naraz. W sumie to chciałam być i czarnym charakterem, córką piratów, zaklętą dziewczyną… Przez te moje dziecinne marzenia mam ogromny sentyment do powieści nawiązujących do magicznych  oraz niezwykłych postaci. A już sam tytuł z tym magicznym dla mnie niegdyś słowem… Nie mogłam się powstrzymać. Jednak przez pewien czas powieść czekała na przeczytanie. Dlaczego? Powodem był brak czasu, ogrom materiału, który chcąc, nie chcąc musze ogarnąć. No i cos mnie odpychało. A co dokładnie? Wampiry. Po euforii „Zmierzchu” sceptycznie podchodziłam do każdej książki tego rodzaju. No ale w końcu powiedziałam sonie : co ma być to będzie.

Solange należy do starego rodu nieśmiertelnych. Jest ukochaną siostrzyczką swoich braci. Jednak w jej rodzinie bycie wampirem jest uwarunkowane genetycznie. W wieku 16 lat, człowiek umiera, aby na nowo narodzić się wampirem. Taki los czeka dziewczynę. Czas przemiany nadchodzi wielkimi krokami. Trzeba powiedzieć ze jest pierwszą osobą płci żeńskiej, urodzoną w swojej rodzinie od setek lat. W dodatku Solange wcale nie czeka z utęsknieniem na swoje urodziny, brzydzi ją sama myśl że miałaby wypić krew. Nie przepada za imprezami, woli siedzieć w swojej szopie, przy kole garncarskim.
 Lucy  Hamilton natomiast jest zwykłą śmiertelniczką, tak jak jej rodzice. Od dzieciństwa zna tajemnice Drake’ów, a Solange to jej najlepsza przyjaciółka. Ma rodziców, którzy nie lubią „śmieciowego jedzenia” i wciskają w dziewczynę tofu. Jest ona odważna, wyszczekana, gadatliwa. Przypomina odrobinę bohaterkę w stylu „co to nie ja”, jednak w tym przypadku wybaczam, ponieważ taki ma charakter. Jest wybuchowa, zabawna i energiczna. Nadaje całej powieści pewną nutę humoru.

Ród Drake’ów a bardzo fascynująca historię, oraz związana jest z nimi przepowiednia, która ma odmienić „życie” wszystkich nieumarłych. Jest związana właśnie z Solange, czego dziewczyna nie może znieść. Wraz z przepowiednią spada na nią ogrom wielbicieli, którzy albo pragną jej ręki, albo śmierci. I wszyscy są okropni. No bo która dziewczyna chciała by dostać w prezencie od chłopaka bijące serce sarny? Aż na samą myśl mam dreszcze obrzydzenia. Tak jak Solange. W dodatku przeraża ją fakt samej przemiany, bo co jeżeli się nie obudzi. No tak, umrze. Nie byłaby to historia miłosna bez zakochanych. I tutaj autorka dała nam aż dwie pary. Pierwsza z nich, która wydaje mi się mniej interesująca, pomimo tego że i Lucy i Solange przypadły mi do gustu, jest związek tej pierwszej z bratem przyszłej wampirzycy, Nickiem. Para na początku się nie lubi, a wszystko zmienia się w chwili pocałunku, który miał uratować życie Lucy. I od tego się zaczęło. Chyba każdy potrafi domyślić się dalszej części.

Kolejną parą jest Solange i Kieran, który początkowo chciał zabić dziewczynę. Należy od do tajnej organizacji „Helios Ra”, która ma za zadanie ‘zniszczy’ wampiry. Nienawidzi ich, bo podobno zabili mu ojca. Jednak gdy nadchodzi czas, pomaga Solange. I to co razem przeżywają bardzo ich do siebie zbliża. Historia tej pary wydaje mi się o wiele bardziej romantyczna niż  w przypadku Lucy i Nicholasa. Jednak znam osobę która związek panny Drake uważała za nudny i flegmatyczny.

Książka napisana jest w dosyć dziwny, a zarazem fascynujący  sposób. Jeden rozdział jest opowiadany z perspektywy Lucy, następny z Solange. Podobało mi się to, jednak wolę jak autorka skupia się na jednej postaci. Jednak w tym przypadku wyszło to zadziwiająco dobrze. Pani Harvey zadbała o to, aby każda z bohaterek opowiadała o kolejnych wydarzeniach, czyli nie powtarzała tego co zdarzyło się we wcześniejszym rozdziale. Było to ogromnym plusem, ale jednocześnie mnie strasznie nudziło. Nie było elementu zaskoczenia, bo wiedziałam co dzieje się i z Solange i z Lucy. Autorka nie zapewniła tej nuty tajemniczości, która powinna cechować powieści tego typu. Sprawiło to ze nie raz odkładałam powieść na bok, bo byłam świadoma tego, że po przeczytaniu tych kilku stron, dowiem się co dzieje się z każda bohaterką. O ile bardziej ekscytujące by było, gdyby czytelnik mógł śledzić losy jednej z głównych postaci, a domyślać się, co się stało z drugą. Wtedy obecny byłby i element zaskoczenia i ta nutka tajemniczości i odrobina grozy.
„Księżniczka wampirów” to typowa powieść dla nastolatek, jednak ja pomimo moich 18 lat, nadal czuje się młodo. I czytam. W sumie czytam wszystko co wpadnie mi w ręce, bo jest to moje ulubione zajęcie. Wracając do powieści, rozpoczyna ona serie pt. ‘Kroniki Rodu Drake’ów”. Zamierzam po nie sięgnąć. Czeka już na mnie druga i trzecia część. Czy polecam? Tak, można przeczytać, jednak nie oczekujmy fanfar. Pomysł był dobry, wykonanie po części też. Sposób ukazania akcji z perspektywy dwóch postaci był dobrym pomysłem, jednak nie przemyślanym. Mam nadzieję że w przyszłych częściach będzie już tylko lepiej :)


środa, 13 marca 2013

Niosąca radość
źródło: lubimyczytac.pl

Autor : Krzysztof Czarnota
Ilość stron : 220
Wydawnictwo : Olivia Dobre Książki

Nota od wydawcy : Bohater powieści przypomina ślepca, który nie potrafi zobaczyć tego, co najważniejsze w życiu, choć znajduje się to w zasięgu reki. Wciągnięty w tryb robienia kariery zatraca z wolna siebie. Dopiero nazbyt dramatyczne, ale znaczące zdarzenie, uruchamia lawinę, która przywraca bohaterowi wzrok. Zaczyna on dostrzegać barwy życia i znajdować szczęście w najzwyklejszych rzeczach. To książka o przebudzeniu i znalezieniu wartości w najprostszych, codziennych sprawach.

Po powieść sięgnęłam bo wielu osobom znajomym bardzo się podobała. Zachwalali ją i powtarzali że powieść przekazuje uniwersalne wartości w sposób lekki i przyjemny dla duszy, tak że nawet człowiek z ubogą duszą zrozumiałby. Jednak pomimo tych wszystkich zachęt „Niosąca radość” długo czekała na swoją kolej. Ale w końcu powiedziałam sobie iż tak nie może być. Muszę to przeczytać. I tak spędzałam kilka godzin, z tą magiczną, jak się później okazało powieścią?
Kim jest główny bohater? Nazywa się Wojtek i pracuje w telewizji. Idzie przez życie, jak mu się wydaje, leciutko i bez stresów. Szybkie samochody, lekkie romanse, ekskluzywne wakacje i znajomi z show – biznesu. Czego więc chcieć więcej? Nic, tak przynajmniej wydaje się Wojtkowi do czasu, aż wracając do Warszawy potrąca psa. Niby nic, zwykłe zwierzę, pałętało się pod kołami. Jego wina. Bohater odjeżdża. Ale coś w nim drgnęło, poruszyło bardzo zatwardziałą skorupę na sercu. Po chwili namysłu i spierania się z samym sobą, wrócił po psa, jak się później okazało, była to suczka. Zawiózł ją do lecznicy. I postanowił o tym zapomnieć. Czy szło mu dobrze? Raczej nie. Bo w końcu, ku uciesze swojej i pani weterynarz bierze suczkę do siebie i nadaje jej imię Pointa. Pies odmienia jego życie. To dzięki niej poznaje uroki życia o jakich zapomniał. Miasto zaczyna go męczyć, tęskni za lasem, gdzie razem z Pointą odpoczywają, biegają i cieszą się swoim towarzystwem. Ten człowiek odnalazł w psie prawdziwego przyjaciela, który otworzył mu oczy na świat. Wojtek poznaje prawdziwą miłość i jak się można domyślić jest ona szczęśliwa. A wszystko dzięki temu małemu stworzeniu.

Pointa nie jest to jedyne zwierzę w powieści, które odgrywa znacząca rolę. Dzięki pani weterynarz bohater  zaczął uwielbiać konie, które stały się dla niego równie ważne jak pies. Te wspaniałe i szlachetne zwierzęta również bardzo odmieniły życie bohatera. Poczuł, co to znaczy kochać życie.
W powieści nie brakuje smutnych chwil, w którym łezka zakręci się w oku nawet najgorszemu podlecowi. W tym momencie bardzo współczułam bohaterowi, bo starta kogoś bliskiego boli bardzo, bardzo mocno i długo nie można się z niej otrząsnąć.
 Powieść jest króciutka, jednak w tych kilkuset stronach, kryją się prawdziwe prawdy o świecie, o człowieku, jego prawdziwych pragnieniach oraz marzeniach. Autor pokazuje jak życie może odmienić się pod wpływem chwili, jednego gestu, czy też jednej decyzji. Bo chociaż wydaje się ona niewinna, pociąga za sobą zdarzenia, które potrafią poprzestawiać człowiekowi świat. Powinniśmy wszyscy kierować się sercem, bo to ona pokarze nam która droga jest właściwa, a którą lepiej omijać z daleka.

„Zdumiewające, jak łatwo zgubić samego siebie. Co gorsza, coraz trudniej w tym cywilizacyjnym gąszczu, wśród wszystkich cudów techniki, siebie odnaleźć. Winę za to wszystko ponosi poczekalnia. Ale nie taka zwykła, szara dworcowa. Ta nasza jest poczekalnią szczęścia, poczekalnią marzeń. Zamiast żyć pełną piersią, czekamy w niej na nasz wymarzony pociąg szczęścia. Łudzimy się i mamimy, że któregoś dnia, ten pociąg nadjedzie, ale on nie nadjeżdża, bo przecież takiego pociągu nie ma nawet w boskim rozkładzie jazdy. Szczęścia nie da się kupić, tak samo jak nie może ono nadjechać żadnym ekspresem. O to szczęście trzeba powalczyć samemu.
I ja właśnie przez całe lata żyłem w takiej poczekalni. Oczywiście jak każdy rozsądny człowiek próbowałem sobie to czekanie jakoś uprzyjemnić. Jeśli tylko mogłem, sprawiałem sobie prezenty. A to wychodziłem na zakupy, a to fundowałem sobie drogie wakacje wreszcie kupowałem coraz lepsze i droższe samochody. Niestety, wystarczyło na krótko i już po kilku dniach znudzony najnowższymi gadżetami wracałem do poprzedniego stanu ducha”

Książka przeczytana w ramach wyzwania : Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę. 

wtorek, 12 marca 2013

Blask Księżyca

Autor : Rachel Hawthorne
Liczba stron : 271
Wydawnictwo : Amber

Sama nie wiem dlaczego sięgnęłam po tę powieść. Stała sobie na półce w bibliotece, cienka, z ciekawym tytułem,  okładką i interesującym opisem. Pomyślałam sobie „czemu nie”, coś lekkiego, aby oderwać się na chwilę od literatury II wojny światowej. Jednak ta powieść nie była najlepszym wyjściem. Wynudziłam się przy niej okropnie, jednak czytać nie przestałam mając nadzieję że w końcu coś się zacznie dziać. Nadzieja matką głupich, jak to mówią.

Zacznę od początku : bohaterką jest nastoletnia Kayla. Kiedy była mała, leśnicy zastrzelili jej rodziców, biorąc ich za wilki. Dziewczyna trafiła do rodziny zastępczej. Za radą psychologa przyjechała do tego tragicznego miejsca, aby uporać się ze swoimi problemami. Rok później wróciła, aby przystąpić do grupy przewodników. Poznaje tam tajemniczego Lucasa. Razem z kilkoma innymi wyszkolonymi do tego przewodnikami , muszą zaprowadzić grupę profesora Keane’a, w miejsce, gdzie spokojnie będą mogli przeprowadzać swoje badania. Podczas tej wędrówki, Kayla dowiaduje się prawdy o sobie.  Jak to wszystko zniesie? Okazuje się, ze jest jedną z wilkołaków, a dokładniej Strażników Nocy. Jednak to nie koniec niespodzianek. Gdy bohaterka dowie się jednej tajemnicy, uaktywni lawinę. Co chwila będzie spadać na nią jakaś „nowość”, która będzie dla dziewczyny mniej lub bardziej korzystna.

Po przeczytaniu opisu z okładki, który był trochę inny niż ten mój, stwierdziłam ze może być to ciekawa lektura. Jednak się bardzo zawiodłam. Dlaczego? Po pierwsze : bohaterowie. Kayla na początku wydawała się skromną dziewczyną, typową, zagubioną nastolatką po przejściach. Nie wywyższała się, nie zadzierała nosa. . Idealna bohaterka gatunku paranormal romance. Jednak to wrażenie nie zostało u mnie długo. Po kilkunastu stronach okazało się w jakim byłam błędzie. .Dziewczyna uważała się za bardzo poszkodowaną przez los, biedną i nieszczęśliwą. Potem, gdy dowiedziała się ze jest wilkołakiem, zrobiła się jeszcze bardziej nieznośna. Sztuczna duma, wywołana przekonanien jest wspaniała, wielka i pod pewnym względem wybrana. Nie znoszę tego typu postaci. Są sztuczne i według mnie utrudniają tylko czytanie powieści.

Motyw miłości. Opis znajdujący się na okładce, zapowiadał że dziewczyna będzie musiała wybrać między dwoma mężczyznami. I będzie musiał zdecydować, kto jest jej bratnią duszą. Jednak nic takiego w całej powieści miejsca nie miało. Rozumiem ze jest to pierwsza część serii, jednak gdyby nie ten opis, czytelnik nie wiedziałby nic o trudnym wyborze bohaterki.  Brata Lucasa, poznaliśmy ze złej strony i autorka nie poświęciła zbytniej uwagi jego postaci. Nie potrafiła przedstawić bohatera, który był podobno jedną z kluczowych postaci powieści. Bohaterka wcale nie musiała wybierać. Lucas był przy niej cały czas, nocowali oboje w lesie, spędzali razem czas kąpiąc się w rzece czy jeziorze, aż do czasu jej przemiany. Ale ani w tym nic romantycznego, ani  ekscytującego. Możliwe że książka była adresowana do dwunasto- i trzynastolatków.  Przyznam, ze kilka kartek przerzuciłam nawet ich nie czytając. Nic nie straciłam, ponieważ nie wnosiły one nic do całej historii. Okazało się, ze doskonale wiem co się dzieje, bez przymusu wracania do opuszczonych stron. Powieść nie dała mi więc opisu wielkiej, romantycznej miłości, na którą tak czekałam. Według mnie, ten wątek został rozwinięty dosyć szybko, biorąc pod uwagę długość historii oraz to, ze „Blask Księżyca” rozpoczyna serie. Domyśleć się można że w następnych częściach bohaterów napotkają wielkie komplikacje miłosne, rozstania i powroty co wcale nie jest takie ekscytujące, a już przynajmniej nie dla mnie przynajmniej dla mnie.

Bohaterowie drugoplanowi  nie są zbyt dobrze przedstawieni. Autorka skupiła uwagę na dwóch głównych postaciach : Kayli i Lucasa.  Inni, pomimo obecności czołowej pary, dosyć dużo wnoszą do powieści. Bez nich, akcja nie byłaby chociaż w minimalnym stopniu ekscytująca. Autorka zbytnio nie dopracowała swojego pomysłu. Może jest i dobra dla niezbyt wymagających czytelników, ale nie dla osób , które od lektury oczekują ‘tego czegoś’. Nie mam nic przeciwko ‘paranormal romance’, lubię czytać powieści tego typu, jednak coraz trudniej można spotkać dobre historie. Coraz więcej z nich, to sieczka, gdzie główni bohaterowie są najważniejsi, a inne wątki prawie się nie liczą.
Po kontynuacje na pewno nie sięgnę. Uważam, że czytanie kolejnych pozycji z tej serii, byłoby stratą czasu. Wolę poświęcić czas, na bardziej produktywną lekturę. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania : Paranormal Romance 

sobota, 9 marca 2013

Kraina Chichów

Autor : Jonathan Carroll
Liczba stron : 267
Wydawnictwo : Rebis

Najpierw chciałam podziękować Ksi za ta książkę. Nie spodziewałam się ze wciągnie mnie aż tak, że przeczytam ją w ciągu jednego wieczora. Jeżeli już zaczniecie czytać, nie oderwiecie się. Przynajmniej ja tak miałam. Książka okazała się wspaniałym oderwaniem od rzeczywistości, codziennych problemów. Żałuje, ze wcześnie nie spotkałam się z twórczością pana Carolla. Aż wstyd się przyznać, ale było to moje pierwsze spotkanie z jego powieścią. No i nie ostatnie. Zamierzam poznać więcej dzieł tego wspaniałego autora. Zapraszam też do przeczytania recenzji Kasi również o „Krainie Chichów”. Znajdziecie ją tutaj.

Uwielbienie często może doprowadzić do nieszczęścia, o czym przekonuje się bohater „Krainy Chichów” Tomasz Abbey. Jest on skromnym nauczycielem angielskiego, synem sławnego aktora i wielbicielem twórczości Marshalla France'a. Tomasz postanawia coś zmienić w swoim życiu. Bierze półroczny urlop i postanawia napisać biografię swojego ulubionego autora. Pomaga mu Saxony urocza lalkarka, którą poznał w antykwariacie. Również tak jak główny bohater, uwielbia Marshalla France’a. Po pewnym czasie wywiązuje się między nimi romans. Oboje postanawiają wyjechać do rodzinnego miasta pisarza, aby tam stworzyć jego biografię, Spotykają tam córkę Marshalla – Annę, oraz wiele innych mieszkańców Gallen. Saxony i Tomasz nawet nie spodziewają się, co ich tam spotka. I pomimo pozorów, nie będzie to wcale miłe.

Fabuła powieści była dla mnie bardzo wciągająca, chociaż początkowe rozdziały mnie osobiście nudziły. Jednak w momencie wyjazdy bohaterów do Gallen, akcja zaczyna się rozkręcać. I to powieść zaczęła mnie mocno „trzymać”. I nie pozwoliła mi iść spać dopóki nie przeczytam ostatniego zdania.  Powieść jest bardzo tajemnicza. Niekiedy mieszkańcy powiedzą jedno zdanie, słowo za dużo, co sprawia że czytelnik zaczyna dociekać o co w tym wszystkim chodzi. I czyta dalej, szukając wyjaśnienia zagadki. Z czasem wszystko się komplikuje i miesza, nie wiadomo o co chodzi gallenczykom. Bo czy można cieszyć się z śmierci małego chłopca? Albo wiedzieć czy na pewno umrze? Saxony i Tomaszowi wydaje się to bardzo podejrzanie, jednak nadal zajmują się pisaniem biografii Marshalla. Prawda spada na czytelnika jak grom z jasnego nieba. Nagle dowiaduje się wszystkiego, wie co mieli na myśli mieszkańcy, oraz dlaczego Anna tak nalega, aby jej ojciec przedstawiony był w sposób bardzo realistyczny. Jednak to nie zmniejsza chęci do czytania, a wręcz sprawia, ze coraz bardziej chcemy poznać zakończenie historii. Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Narratorem powieści jest Tomasz Abbey, co bardzo mi się spodobało. Taka narracja pozwala bliżej poznać bohatera, zrozumieć motywy jego działania, wejść w jego skórę i z nim przeżyć wszystkie przygody. Jednak pomimo tego, w pewnym momencie nie mogłam zrozumieć postępowania bohatera. W jednym momencie mówi że kocha dziewczynę, a chwilę potem zdradza ją, podczas jej nieobecności. Przez prawie cały czas jego pobytu w Gallen zdradzą tą, którą tak bardzo kocha. Możliwe, ze jego zachowanie bardzo mnie zraziło dlatego że dla mnie w związku zaufanie, szczerość i wierność są najważniejsza. Nie powinno się ingerować w uczucie innych, tak jak zrobiła to Anna, oraz pozwalać aby ktoś wszedł w związek z butami i wszystko popsuł. Jednak bohater później zrehabilitował się w moich oczach, ale zawsze czułam do niego nić sympatii, nawet podczas jego notorycznych zmian. I zdradziłam fragment fabuły, jednak zrobiłam to, aby zachęcić wszystkich jeszcze bardziej do przeczytania „Krainy Chichów”.

Moją ulubioną bohaterką była Saxony. I może z powodu jej imienia, po przeczytaniu kilka pierwszych kartek, wyobraziłam sobie ze cała akcja dzieje się na początku XX-o wieku. Długo zajęło mi przestawienie się na to, iż wydarzenia rozgrywają się w czasach nam współczesnych. Możliwe ze zmyliło mnie też imię i nazwisko autora, które dla mnie brzmi staro angielsko. Jednak wracając do bohaterki – od początku zawładnęła ona moim sercem. Współczułam jej bardzo, gdy Tomasz ją zdradzał i to z jej powodu nie jestem mogę odżałować zakończenia. Saxony była wsparciem dla Abbey’a, towarzyszyła mu i pomagała, chociaż nie potrafił tego z początku docenić. Sam Tomasz budził sympatię, chociaż na początku wyglądał na ofermę i ofiarę losu. Dopiero potem pokazał swoje prawdziwe oblicze. Nie przestraszył się prawdy, był bardzo inteligentny. I to nie sercu zaufał, co sprawiło, ze książka skończyła się dla mnie zaskakująco oraz niesprawiedliwie. Jednak ten spektakularny koniec właśnie zachęcił mnie do kolejnych powieści Caroll’a.  Anna, córka Marshall’a France’a nie wzbudziła mojej sympatii. Mogę nawet powiedzieć, że była czarnym charakterem. Już od samego początku nie przypadła mi do gustu, jednak po tym, co zrobiła, zniechęciła mnie do siebie całkowicie i nic nie mogło tego naprawić. Potrafiła doprowadzić do tego, aby jej racja była najważniejsza, miała dominujący charakter co sprawiało, ze wszyscy się jej słuchali. Pomimo wszystkiego, gdyby nie była sobą, powieść nie byłaby sobą. Anna nadała „Krainie Chichów” właśnie tej nuty tajemniczości.

Powieść Caroll’a to powieść idealna. Jest to w pewnym sensie i kryminał i romans. I niech was nie zrazi to, iż z początku akcja rozwija się powoli. Warto przemęczyć się te kilka początkowych rozdziałów, aby potem rozkoszować się resztą ,tą najbardziej fascynującą, tajmeniczą, ekscytującą i wstrząsającą. Po tej lekturze miałam tzw. „kaca książkowego”. Nie mogłam zacząć czytać niczego innego, a jak już sięgnęłam po inną książkę, nie mogłam się na niej skupić, ponieważ według moich odczuć nie dorównywała ani trochę „Krainie Chichów”.

Reasumując, gorąco wam polecam powieści Jonathann’a Caroll’a. Spędzicie bardzo miłe chwile, a cała historia na długo zostanie w waszej głowie. I mam nadzieję, ze tak jak ja, będziecie ją miło wspominać. jest to idealna pozycja dla wielbicieli grozy, humoru oraz absurdu.


Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem. A jeżeli książka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okna i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca.

czwartek, 7 marca 2013

Cały czas świata

Autor : Liz Nickles
Liczba stron : 174
Wydawnictwo : Libros

„Umieranie odbywa się tak szybko, kiedy już się zacznie. Przypomina powódź, woda zaczyna od strużki, a potem pędzi w kierunku tamy, która może ją powstrzymać tylko do pewnego czasu. Na początku powstają maleńkie przecieki, później tama pada. I nie ma znaczenia, gdzie jesteś, ani kim jesteś”

Książka pani Liz jest trochę inna wersją popularnej powieści Nicholas’a Sparks’a „Jesienna Miłość”. Jednak tutaj miłość kwitnie na statku opływającego wspaniałe greckie wyspy. Kim jest główna bohaterka i jak się tam znalazła? Otóż główna bohaterka nazywa się Nicole „Nicki” McBain. Właśnie ukończyła college, dostała się na staż w prestiżowej kancelarii prawniczej, planuje iść na Uniwersytet, ma wspaniałego chłopaka Tima oraz cudownych przyjaciół Erica i Emily. Jak sama powiedziała jej najlepsza przyjaciółka „Nicki była pierwsza ze wszystkim”. Bohaterka była bardzo szczęśliwa. Ale los zawsze śle nam kłody pod nogi. W dniu rozdania dyplomów w collegu mdleje. W szpitalu dowiaduje się że ma raka mózgu. Cały jej świat staje na głowie. Ale Nicki nie chcę umierać w szpitalu, walczyć o każda kolejną godzinę życia. Chce czerpać z życia jak najwięcej podczas ostatnich swoich dni. Razem z przyjaciółmi postanawiają wyruszyć w rejs po wspaniałych, uroczych, tajemniczych wyspach greckich. I tam całe życie jej się odmienia. Poznaje Michaela Schustera. Na początku chłopak ją denerwuje, ale Nicki nie zdąży się obejrzeć, gdy zakochuje się w fotografie. Jednak choroba postępuje. Czy prawdziwa miłość wygra? Skoro jest to romans, odpowiedź jest oczywista. Jednak szczegółów Wam nie zdradzę.

Na początku książka bardzo mnie wciągnęła. Przez pierwsze kilka rozdziałów nie mogłam się oderwać. Autorka w sposób bardzo przejmujący opisała przeżycia osoby chorej na raka. Jednak potem się to zmieniło. Kiedy bohaterowie wyruszyli w rejs, powieść zaczęła mi się dłużyć. Czytałam ją cały tydzień. Na końcu, miałam ochotę przeskoczyć te kilka stron, do tych decydujących, ostatnich. Jednak powiedziałam sobie nie! Zawsze czytam całą książkę, nawet jakby była najgorsza, staram się doczytać ją do ostatniej kartki. Jednak czasami się dziwie, kto wydał coś takiego. Nie ubliżając wydawcy i autorom, niektórzy naprawdę talentu do pisania nie posiadają. Jednak „Cały czas świata” nie należy do tych powieści, bo pomimo wszystkiego jest w niej coś magicznego. Każda dziewczyna, która przeżyła prawdziwą, głęboką miłość to zrozumie.

Jednak nic co pięknie nie trwa wiecznie. Nicki umiera, jednak nie zostawia swoich bliskich samych. W ostatnim rozdziale, to ona nadal jest narratorem, przedstawia  dalsze życie swojej rodziny, przyjaciół i Micheala. Mnie osobiście oczarowało ostatni akapit .

„Więc widzisz, stąd wiem o miłości, śmierci i o ważnych rzeczach w zyciu. Kiedyś zastanawiałam się, jak to wszystko się ułoży i kiedy ja i Michale znów będziemy razem, ale już się nie zastanawiam. Mamy dla siebie cały czas świata”.

Wspaniale byłoby przeżyć  z osobą którą się kocha, ten cały czas świata. Tak samo uważa Nicki, która tam w niebie, czeka na swojego Micheala.
Wszystko w powieści ma swoje plusy i minusy. Charaktery bohaterów są bardzo wyraźnie zarysowane na tle powieści.  Jednak akcja rozwija się bardzo powoli, w pewnym momencie bardzo nudzi. Jednak na ostatnich stronach można uronić kropelkę łzy. Bo razem z Nicki przeżyliśmy ostatnie chwile jej życia. 

środa, 6 marca 2013

High Five - moje ulubione filmy
HIGH FIVE! to nowa akcja, w związku z którą na blogu pojawiać się będą rankingi ulubionych, najlepszych, najbardziej interesujących, bądź najgorszych książek, filmów, gier, postaci, itp...

Dzięki temu zarówno czytelnicy mogą poznać bliżej blogerów, jak i blogerzy czytelników, jeśli ci będą chętni na podzielenie się swoimi przemyśleniami i opiniami. 

wtorek, 5 marca 2013

Jasne błękitne okna
źródło : lubimyczytac.pl

Autor : Edyta Czepiel
Liczba stron 366
Wydawnictwo : Amber


Tą powieść czytałam bardzo długo. Jednak nie dlatego ze była nudna, flegmatyczna czy też potocznie mówiąc : głupia. Książka wymaga dogłębnego przemyślenia, zadamawia się w naszej pamięci i coś czuje że w mojej zostanie na długo. Nie będzie to długa recenzja, ponieważ nie da się ocenić powieści pani Czepiel. Jest ona sama w sobie arcydziełem, dziełem sztuki. Jednak nie wszyscy to odkryją. Jest to powieść dla osób wrażliwych, mających jakiekolwiek pojęcie o życiu. Są osoby, którzy na wszystko potocznie mówiąc mają „wyjebane”. Wiem, ze przerwą czytanie po pierwszych 20 stronach i stwierdzą ze książka jest nudna, nie wiadomo o co autorowi chodziło. Bo oni chłoną tylko zwykłą sieczkę, serwowaną nam przez gazety typu „Bravo”.

@templatesyard