"Na Pragę nie wrócę" Elżbieta Wichrowska



[źródło]

Zawsze mówi się „nie oceniaj książki po okładce”. Ale czy jest to takie proste jak się wszystkim wydaje, chociaż nie raz wiele z nas przekonało się że nieestetyczna oprawa skrywa treść o wiele ciekawsze, niż ta, która błyszczy, jest wielokolorowa, i ma tłoczone litery. Albo ma ciekawe zdjęcie. Niestety, coraz częściej się mylę i biorę do ręki książki, które mnie nie interesują, są skierowane do innego grona odbiorców. Na Pragę nie wrócę było właśnie taką powieścią, którą czytałam dość długi okres czasu, przerywając, aby zagłębić się w historię ciekawsze. Jednak musicie przyznać, okładka jest przepiękna- przyciąga wzrok, jest troszeczkę nostalgiczna intrygująca.

Magdalena jest warszawianką z krwi i kości. Mieszka razem z córką, Anulą, ale powoli dojrzała do decyzji że pora odciąć pępowinę. Kobieta wychowała się na Pradze i to tam swój wzrok kieruje w poszukiwaniu nowego lokum dla siebie. Oczywiście, pomagają jej w tym przyjaciółki. Magda zabiera czytelnika w świat warszawskich kamienic, ulic, miejsc, których historię ożywia. I to jest wielki atut powieści.


Wielką ‘fanką’ Warszawy nie jestem. Chciałabym zobaczyć ją taką przedwojenną, bo jak dla mnie to ona miała swój urok. Niestety, dane mi to nigdy nie będzie, więc trzeba cieszyć się z tej odbudowanej stolicy. Pomimo że historię Krakowa znam o wiele lepiej, interesują mnie losy kamienic, miejsc, w których przed rokiem 1944 coś się znajdowało; gdzie żyli ludzie, bawili się, śmiali, płakali. I swojej powieści pani Wichrowska przedstawia mi, i innym czytelnikom, historię Warszawy. A ta jest warta uwagi.


Niestety, na tym walory powieści jak dla mnie się kończą. Czytając, strasznie się nudziłam, nie potrafiłam zainteresować się książką na dłużej niż godzinę. Gdy już odkładałam powieść, sięgałam po coś bardziej interesującego. Czułam się wyprana z emocji, bez „rozerwania się” nie potrafiłam zająć się czymś innym, bo byłam strasznie flegmatyczna. Nie przepadam za takimi powieściami, chociaż wiem, że mają grono odbiorców, którzy bardzo je lubią.

Język i styl autorki nie potrafił mnie porwać i zainteresować- co więcej strasznie mnie usypiał, a dodatkowo musiałam skupiać wiele uwagi, aby zrozumieć fabułę i przekaz książki. Zazwyczaj książkę czytałam w łóżku, bo leżała ona przez cały czas na półeczce i może stąd moje „uśpione” nastawienie co do książki. Nie wiem. Może i tak.

Książka nie przypadła mi do gustu, chociaż obyczajówki lubię, ale to nie znaczy, ze może nie spodobać się wam. Jeżeli chcecie –sięgnijcie. 

Za książkę dziękuje Wydawnictwu MG

CONVERSATION

15 komentarze:

  1. Ani okładka, ani treść mnie nie zachęciły. Poza tym jak piszesz że nudna, to wolę się nawet za nią nie zabierać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka mnie przyciągnęła, ale treść już sama nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja miałam na nią taką ochotę, bo sama z Pragi jestem

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to specyficzna książka. Mnie też w niektórych aspektach rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam raczej nieprzychylne opinie, dlatego się na nią nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem, jeszcze mam czas żeby się zastanowić ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie dla mnie, nie znoszę nudnych ksiażek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam kiedyś możliwość przeczytania tej książki, ale coś mi w niej nie grało... Takie jakieś dziwne odczucie, może po prostu nie dla mnie ;)
    recenzjeami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie jest to książka dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że ta książka nie porywa i nudzi :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam już kiedyś o tej książce, ale już wtedy nie ciągnęło mnie do niej. A okładka, no cóż. Wcale nie jest taka piękna. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro ty nie jesteś usatysfakcjonowana tą książką, to i ja nie będę jej czytać, bo nie mam czasu na nudne obyczajówki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Okładka rzeczywiście ładna, ale obyczajówki nie należą do mojego ulubionego gatunku. Raczej sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam ładne okładki, chociaż mam często wrażenie, że te z brzydszymi są lepsze, jeśli chodzi o wnętrze. Chyba że to dlatego, że żywię co do nich mniejsze nadzieje.
    Twoja recenzja niezachęcająca, także myślę, że nie ma po co się za tę książkę brać, chociaż okładka rzeczywiście kusząca.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdyby miała jakiś niesamowity, przyciągający klimat to pewnie bym się na nią skusiła. Wygląda jednak na to, że nie wciąga czytelnika i nie zatrzymuje na dłużej uwagi, więc raczej ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń