lutego 2014 - Biblioteka pod Marcepanem

piątek, 28 lutego 2014

"Prawdziwe Morderstwa" Charlaine Harris
źródło : lubimyczytac.pl
Słyszeliście o klubie „Prawdziwe Morderstwa”. Nie? A szkoda. To grupa ludzi którzy spotykają się raz na jakiś czas, aby wspólnie omówić kryminalne sprawy z przeszłości. Jeden z wybranych członków przedstawia postać mordercy, słynną sprawę, a potem rozpoczyna się prawdziwa dyskusja. Czy winny naprawdę popełnił zbrodnię, a może był niesłusznie skazany? A może ta naprawdę  pod całą historią kryje się tzw. drugie dno? I dlaczego ktoś postanowił zabić niewinnych ludzi takich pytań jest wiele, a odpowiedzi owiane są tajemnicą. Czy naprawdę wiadomo co działo się w głowie pewnego psychopaty?

Aurora Teagarden – dla znajomych Rou- jest bibliotekarką. Imię ma niczym Śpiąca Królewna, ale nie przypomina nawet w najmniejszym stopniu. Pomimo małego wzrostu ma w sobie dużo energii. I nie zamierza przespać stu lat, aby mógł obudzić ją pocałunek księcia z bajki. Mieszka sama, utrzymuje się sama, ma hobby, przyjaciół, rodzinę i przyrodniego brata. Czuje się szczęśliwa. Do czas aż zaniepokojona nieobecnością jednej z członkiń grupy wyrusza na poszukiwania. Okazuje się że Mamie została zamordowana, a całe zdarzenie jest identyczne jak zbrodnia popełniona wiele lat temu. Jednak to nie koniec- Lawrenceton opanowała fala morderstw.

Postawmy się na miejscu Aurory, która zbrodnię widziała tylko na kartach książek i gazet. I pomimo że zna ich wiele „od podszewki” – a praca  w bibliotece i przynależność do klubu temu sprzyja – jest w wielkim szoku. A kto by nie był? W głowie od razu pojawia się tysiąc myśli, tworząc ogromny chaos, nad którym nie sposób zapanować. I gdy już emocje ostygną człowiek zadaje sobie pytania „co dalej?”. I gdy wydaje się że życie wróciło do względnej normalności to bach! I znowu pojawia się kolejna katastrofa. Jak poradzić sobie z taką sytuacją- wystarczy spojrzeć na Aurorę. Silna, dzielna i mądra kobieta.

Kryminałów czytam wiele (od klasyków po nowości) bo jest to gatunek który sprawia że każda strona staje się dla mnie wielką niewiadomą. W chwilach gdy zajmuje się czym innym, a powieść czeka aż od niej wrócę zastanawiam się kto, co, jak i dlaczego?- niestety, krytykiem dobrym nie jestem więc zazwyczaj błędnie rokuje, chyba że książka jest aż tak słaba, że już po kilku pierwszych kartach wiem jakie będzie zakończenie. Co czułam czytając „Prawdziwe Morderstwa?”. Pomysł na fabułę – wielki plus. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem. Wykonanie- tutaj zaczną się maleńkie schody- bo pomimo że autorka zgrabnie wszystko połączyła, zaciekawiła mnie zakończeniem i zainteresowała kolejną częścią to nie mogłam podczas czytania skupić się nad powieścią ponad godzinę. Po upływie tego czasu „Prawdziwe morderstwa” szły w kąt, a ja szukałam sobie innego zajęcia.


Wszystko się ładnie, pięknie komponuje, więc polecam książkę wszystkim, którzy chcą się zrelaksować, odprężyć bo „Prawdziwe Morderstwa” nie są zbyt wymagająca lekturą.

czwartek, 20 lutego 2014

Piekło idealne? Katarzyna Berenika Miszczuk "Ja, diablica"
Wydawnictwo W.A.B, 2010
źródło : lubimyczytac.pl
Co dzieje się z nami po śmierci? To pytanie zadawane jest od milionów lat. Grecy i Rzymianie wierzyli w Hades, Karinę umarłych gdzie trafiają wszystkie dusze- te dobre i te złe. Według Egipcjan. Według wierzeń starożytnych Egipcjan Ci, którzy na to zasłużyli trafiali do ‘Pola Jaru’- otoczonej wodą krainy z polami Ozyrysa. Chrześcijanie po śmierci trafiają do piekła albo do nieba. Jednak coś łączy te wszystkie krainy- nikt nie wie jak naprawdę wyglądają. Według ewangelii do piekła trafiają złe dusze, które smażą się tam po wsze czasy, a do nieba- ludzie dobrzy i sprawiedliwi.

Wiktoria umiera, a dokładniej zostaje zamordowana i trafia do piekła jako Diablica. Swoją nową posade zawdzięcza nikomu innemu tylko Azazelowi. Po podpisaniu dokumentów i rozmowie z przystojnym Bethelem trafia ona do Las Diablos- miasta umarłych, rządzonym przez Szatana- Lucyfera. Dostaje swój własny dom, urządzony z  wdziękiem i z klasą oraz moc, dzięki której może zrobić… hm, wszystko. Na czym będzie polegał jej nowy zawód? Ma namawiać dusze aby wybierały piekło- gdzie trwa wieczna impreza i nie ma zimy, bo w końcu świat podziemi znajduję się blisko jądra ziemi. Jednak Wiktoria nie rezygnuje z życia na ziemi- wraca tam, aby móc rozkochać w sobie Piotra kolegę ze studiów. Czy jej się to uda? I czy dowie się kto i dlaczego ją zamordował?

Wiele słyszałam o trylogii Kasi Miszczuk.  Szczególnie do jej przeczytania namawiała mnie koleżanka, która zachwycała się dwoma tomami. Z racji zdanej sesji i promocji na fabryka.pl postanowiłam zrobić sobie prezent i zamówiłam- całą trylogię. Jak można się domyśleć od razy przystąpiłam do czytania-bo przecież ta książka aż mnie wołała. I chociaż z początku nie potrafiłam się wciągnąć, to po skończeniu miałam „kaca książkowego” i pożałowałam że nie przywiozłam ze sobą do domu kolejnych części.

Czytając recenzje na lubimyczytac.pl natknęłam się na stwierdzenie że główna bohaterka jest niepoważna, zachowuje się jak nastolatka, jest nieodpowiedzialna, miota się… Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia- jak zawsze powtarzała moja mama. Ja powieść potraktowałam jako relaks, reset i odpoczynek. Chciałam podczas czytania tylko dobrze się bawić i chociaż zachowanie Wiktorii trochę mnie momentami irytowało to nie mam jej nic do zarzucenia. Jej styl bycia nie raz doprowadził mnie do uśmiechu, przez co wyglądałam naprawdę dziwnie w drodze powrotnej. Książkę potraktowałam jak całkowity reset po męczącej sesji- pierwszej w moim życiu. I pomogło- odprężyłam się, zapomniałam o troskach i zaczęłam patrzeć na świat mniej zmęczonymi oczami.

Wątek miłosny- bez tego ta książka nie byłaby .. sobą. Wiktoria stoi przed wyborem : śmiertelnik Piotr, czy zabójczo przystojny Bethel? Piotr doprowadzał mnie do białej gorączki- straszny flegmatyk, a takiego typu mężczyzn nie znoszę. Co innego przystojny obywatel Piekła- niegrzeczny chłopiec, sarmacki, elegancki który początkowo chcę tylko zaspokoić swoje rządze, co przeradza się w miłość? Tak bym tego jeszcze nie nazwała; prędzej uwielbienie i chęć posiadania. Jednak wszystko jest na dobre drodze do wielkie miłości i mam nadzieję że autorka rozwinie ten wątek w kolejnych częściach.

Jeżeli szukacie lektury na ponury luty, gdy chcecie się rozerwać- polecam. O ile nie będziecie oczekiwać od książki zbyt dużo będzie to dla was świetna lektura, przy której można się pośmiać i pomarzyć. Jeżeli nie- raczej odrzucicie ją w kąt po około połowie przeczytanych stron.


Książka przeczytana w ramach wzywania : Polacy nie gęsi, 52 ksiazki, Books Lovers

Ja, diablica | Ja, anielica | Ja, potępiona

niedziela, 16 lutego 2014

"Julio, gdzie jesteś?" Joy Felding

Codziennie na całym świecie tysiące osób uznaje się za zaginione. Cześć z nich wraca do domu ku radości najbliższych, jednak przerażającej większości nie udaje się odnaleźć. Czy stali się oni ofiarami mordercy lub handlarzy narządów? A może stracili pamięć w wypadku i znajdują się teraz na drugiej półkuli? Nawet nie sposób sobie wyobrazić jak czują się bliscy, którzy wciąż czekają. Każda minuta, sekunda jest dla nich prawdziwą torturą, a każdy dzwonek telefonu wybawieniem lub śmiercią. Puste miejsce przy stole, puste łóżko w pokoju, nieruszane ubrania tylko potęgują ból, który ściska całe serce i może towarzyszyć im aż do końca życia.

Cindy jest „kobietą po przejściach”. Osiem lat temu zostawił ją mąż i od tej pory utrzymują sporadyczne kontakty. Ma dwie dorosłe córki 21- letnią Julię, która ma aspirację zostać aktorką i 19-letnią Heatcher która dopiero rozpoczęła studia. Niestety, pomiędzy matką a najstarszą córką nie układa się dobrze. Julia dopiero niedawno wróciła do rodzinnego domu, bo nowa żona jej ojca Tom’a dała jej do zrozumienia że w ich nowym gniazdku nie ma dla niej miejsca. Gdy jeden dzień zaczyna się tak jak zwykle, awanturą, Cindy nie ma pojęcia że wieczorem nic już nie będzie takie samo. Julia zaginęła i pomimo paniki matki nikt nie chce zająć się odpowiednio tą sprawą- nawet Tom tylko udaje zainteresowanego. Podczas tych kilku dni życie kobiety odmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Postanawia dowiedzieć się na własną rękę co stało się z jej córką. W tym czasie w jej życiu pojawia się ktoś nowy- Neil, a relacje z młodsza córką ulegają znacznej poprawie. Czy Julia wróci do domu? I jak dalej potoczy się życie Cindy?

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Joy Fiedling. Książka pomimo tego że zakwalifikowano go do ‘thillerów’ do takich nie należy. Jak dla mnie jest to książka która skupia się na psychice kobiety, jej słabościach i wewnętrznej sile. Nie ma tutaj tak zwanego ‘dreszczyka emocji’ który towarzyszy nam przy czytaniu kryminałów. Po pewnym czasie Czytelnik przyzwyczaja się do tego nad czym skupia się autorka- nad Cindy. Gdy moim oczom ukazało się zakończenie nie dziwiłam się dlaczego kobieta postąpiła tak a nie inaczej. Rozumiałam ją, jej zachowanie, uczucia, myśli. Autorka spisała się na medal prezentując postać głównej bohaterki.

Jaka jest Cindy? Z początku zagubiona w świecie. Pomimo że samotnie wychowała córkę, zaakceptowała to że z Heatcher mieszka jej chłopak, czuje że świat i rzeczywistość ją przerasta. Jak każda z nas pragnie miłości. Gdy poznaje Neil’a ma szansę na tzw „nowy początek”. I pomimo że zaginięcie Julii przesłania jej świat stara się nie stracić okazji na to, aby móc  w końcu się zakochać. Bohaterka przechodzi psychiczną przemianę. Staje się kobietą silną, pewną siebie. Chcę w końcu kierować własnym życiem i skupić się na tym, co pominęło- na miłości, na Heatcher.

Książkę można nazwać także kryminałem, chociaż ten wątek zepchnięty jest trochę na drugi plan, bo autorka najbardziej skupiła się na psychice bohaterki. Nie ma w książce napięcia, emocji które zazwyczaj towarzyszą przy czytaniu kryminałów. Pomimo iż na początku byłam zawiedziona gdy nie odnalazłam „tego czegoś”, kto gdy zamknęłam książkę byłam zadowolona z lektury. Chociaż czytałam ją ratami, aby nie odebrać jej źle i smętnie to przyniosła mi wiele refleksji-do których nie zmusiłabym się po przeczytaniu nawet idealnego kryminału.

Książkę polecam wszystkim. Prawie- bo jeżeli ktoś lubi akcję, to ta książka go znudzi i nie dostrzeże jej prawdziwego sensu i przekazu.

Za egzemplarz dziękuje Grupie Wydawniczej Publicat!

Książka bierze udział w wzywaniach: 52 książki, Czytamy kryminały, Books Lover

piątek, 14 lutego 2014

Życie w Mieście Świateł. Isabelle Lafleche "Kocham Paryż"

Paryż. Zamykam oczy i widzę wieże  Eiffla, paryskie uliczki, Luwr… Czuje zapach świeżego pieczywa, francuskiej kawy i miłości. Ludzie się nie śpieszą- spacerują z psami, porannymi zakupami z uśmiechem na ustach pomimo wczesnej godziny. Wszyscy chodzą elegancko ubrani, a nawet dresach widać szyk i styl. Czy tylko ja mam takie wyobrażenie Paryża? Mam ogromną słabość do Miasta Światłe, które tak różni się od Nowego Jorku- jest cieplejsze, bardziej przyjazne. I bliższe.

środa, 12 lutego 2014

"Prowincja pełna marzeń" Katarzyna Enerlich
Polacy zachwycają się Grecją, Włochami, Hiszpanią czy nawet Turcją. Urok tamtejszych zabytków ich poraża, a legendy i historie znają niemal na pamięć. Słyszeliście kiedyś powiedzenie „cudze chwalicie swego nie znacie”? Pewnie tak. Nasz naród ma to do siebie że nie potrafi docenić swojej własnej historii i uroku, jakie kryją miejsca znajdujące się tuż obok nas. Mamy szczęście jeżeli nasze mała ojczyzna znajduje się w miejscu, gdzie na każdym kroku napotykamy niespodzianki- i to te miłe. Jednak nie o to chodzi, aby chwalić się u kogo jest pięknej. W tym jednym miejscu każdy powinien czuć się spokojnie, bezpiecznie i być szczęśliwy.

Bohaterka Prowincji – Ludmiła Gold mieszka w Mrągowie gdzie pracuje w lokalnej gazecie. Poznajemy ją wtedy gdy na miejsce starego redaktora przychodzi nowy- Artur, który już pierwszego dnia zaprowadza w redakcji radykalne zmiany. Niedługo na jego biurku wypowiedzenie kładzie Ewa- koleżanka Ludmiły. Jednak panna Gold kocha swoją pracę i trudno jej się z nią rozstać chociaż praca coraz mniej przypomina sielankę. Pewnego dnia pod swoją kamienicą Ludmiła dostrzega Niemca- Martina Ritowsky, którego ojciec jako dziecko mieszkał w Mrągowie. Powoli w nieskomplikowane życie bohaterki zaczynają wchodzić zmiany, które bardzo szybko odmieniają jej życie. Czy na stałe?

„Prowincja pełna marzeń” jest to książka, która nie wymaga wielkiego zaangażowania emocjonalnego- tak zwane lekkie czytadło, przez co pozwala się zrelaksować, odprężyć i pomarzyć. I gdybym wzięła ją do ręki tydzień później oceniłabym ją pewnie trochę lepiej, jednak stwierdziłam że trzeba w końcu poznać twórczość Enerlich, którą wiele osób się zachwyca.

Ludmiła jako główna bohaterka momentami wydawała mi się osobą niezrównoważoną psychicznie. Często wykrzykniki jakich użyła autorka sprawiły że nie wiedziałam czy odbierać to jako krzyk czy też ekscytacje(która pojawiała się w najmniej odpowiednich momentach). Na każdej prawie strona miotała się z miejsca na miejsce podejmując decyzje lekkomyślne, o które prędzej podejrzewałabym dziecko. SPOILER Kochała jednego, wybrała drugiego, ale nie chcąc ranić pana P. postanowiła jednak zaryzykować i zranić jego uczucia. KONIEC SPOILERA. Jednak do książki podeszłoby się odrobinę inaczej-to znaczy do idealnego czasoumilacza to zachowania Ludmiły mogłyby nawet wywołać śmiech. Co do ‘ukochanych’’ bohaterki- jakoś nie odczułam do żadnego z nich większej sympatii. Każdy z nich miał wady ale i zalety co czyniło ich ludzkimi. Nie byli typem idealnego faceta których często spotyka się w romansach- znacie wizerunek mężczyzny który stoi na tle morza/lasu/rezydencji, z męskim zarostem, rozpiętą koszulą pod która ukazuje się idealnie zarysowane mięśnie, ma czarne/blond włosy i spojrzenie które przebija na wylot? I tutaj powinnam widzieć uśmiech na twarzy każdego z was bo kto ich nie zna? U mnie na szafie leży pudło pełne harlequin’ów jeszcze po mojej cioci i nikt ich nie czyta. Jednak wracając do tematu- wizerunek mężczyzn jaki zaprezentowała w swojej powieści pani Enerlich był taki jak powinien być. 

Zdecydowanym plusem jest tło, na jakim rozgrywa się historia. Autorka idealnie oddała piękno Mazur. Kiedy czytałam o Mrągowie, wsiach go otaczających czy lokalnych zabytkach zapragnęłam się tam znaleźć i podziwiać piękno naszego kraju. Moim postanowieniem jest aby koniecznie odwiedzić Mazury i poznać je dokładnie- a najbardziej skupić się na maleńkich miejscowościach, które mają w sobie najwięcej uroku i tajemnic, a jednocześnie są miejscami tak ciepłymi, że pragnie się tam zostać na całe życie. Ludmiła kocha swoje Mrągowo i okolice. Uwielbia też Toruń, ale niestety tylko na chwilę, na moment. Gdy mieszka się lub pracuje w dużym mieście do którego czuje się nie mały sentyment po pewnym czasie przestaje się zauważać jego uroki, staje się ono tylko tłem dla codzienności. Te same szare bloki, dziurawe drogi, ponurzy ludzie. Co innego w małych miasteczkach gdzie wszyscy się znają i natura do której jest tylko krok może zaskoczyć nas w każdym momencie.

Jeżeli szukacie czegoś co pomoże wam się odprężyć po męczącym dniu to zachęcam. Ja sama mam zamiar zapoznać się z kolejnymi tomami, ale mieć trochę do nich inne podejście.

Książka przeczytana w ramach wyzwań : Books Lovers, 52 książki, Polacy nie gęsi, Czytamy powieści obyczajowe.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu MG!

wtorek, 11 lutego 2014

"Córka Czarownic" Dorota Terakowska
źródło: ryms.pl
Dziecko odkąd pamięta było pod opieką starej kobiety zwaną Czarownicą. W jej wspomnieniach występuje ucieczka- czasami były to ujścia powolne, gdy spokojnie razem z opiekunką przemierzały las. Jednak zdarzały się też ucieczki nagłe, kiedy ktoś wpadał do ich kryjówki w lesie i ostrzegał ich przez Najeźdźcami, którzy zaraz tu będą. Wtedy Czarownica i Dziecko biegiem przemierzały las. Dziecko nie znało ludzi, była wręcz przekonana że każdy z nich żyje w odosobnieniu, w samotności. Dziecko przechodziło pod opiekę kolejnych Czarownic, dojrzewając.

Wielkie Królestwo które opływało w bogactwa, jednak gdy król Luil XXIII nakazał zakopać bron zwróciły się na bogaty kraj oczy ludzie zamieszkujących stepy, którzy nie potrafili budować miast, wsi, uprawiać pól. Za panowania króla Luila XXIV napadli na wielkie królestwo a Ughr I zasiadł na tronie. Jednak poddani Wielkiego Królestwa nie zapomnieli o nim i z pokolenia na pokolenie przekazywali jego  historię wraz z pieśnią, która zawierała w sobie przepowiednie i obietnice wolności.

Twórczość Doroty Terakowskiej poznałam jeszcze w czasach gimnazjum, kiedy to całkowicie pochłonęła mnie jej powieść „Tam gdzie spadają anioły” i „Ono”. Z „Córką czarownic” styczność miałam dopiero teraz, ale najpierw książkę przechwyciła moja mama która przeczytała ją w ciągu dwóch nocy i z uśmiechem na ustach przekazała ją mi. I gdy zaczęłam czytać- odpadłam.

Podziwiam talent pani Terakowskiej- stworzyła od podstaw wspaniały świat, pełen grozy, niebezpieczeństwa i zła, ale także nadziei, która podbudowywała mieszkańców, którzy dzień w dzień żyli w strachu przed Najeźdźcami. I chociaż wiedzieli że to nie oni zastaną Królestwo wolne, to mieli nadzieję że to ich wnuki zobaczą odradzające się państwo.

Znacie to uczucie gdy przeczytacie świetną książkę która was oczarowała i gdy chcecie wychwalić ją pod niebiosa nie potraficie skleić nawet najmniejszego zdania? Ja tak mam. Odnoszę wrażenie ze wszystko na temat tej powieści zostało już napisane i opublikowane. Że moje wypociny nie wniosą do niej nic nowego- bo gdzie mi do wielkich krytyków literackich.

Wszystko jest przemyślane- żadne wydarzenia i bohaterowie nie pojawiają się przypadkowo. Razem tworzą logiczną i spójną całość. Książka Terakowskiej pokazuje że zawsze można mieć nadzieje i ze to ona sprawia że możemy przetrwać kolejne dni. Że wojna to nic dobrego, przynosi tylko zło i płacz- sierot i wdów. Nie oszczędza nikogo- wszyscy narażeni są na niebezpieczeństwo.


Gorąco polecam wszystkim. Warto sięgać po twórczość naszych rodzimych autorów. Wnoszą one dużo dobrego do naszego życia. 

Książka bierze udział w wzywaniu: Polacy nie gęsi, 52 książki
Za ksiązkę dziękuje Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Smak ciastka, smak dzieciństwa. Marcel Proust "W stronę Swanna"
źródło : news.o.pl

 „W stronę Swanna” to pierwszy tom quasi-biografii Prousta- jak głosi napis na tylnej stronie okładki. O tej książce słyszeli prawie wszyscy. Ostatnio natrafiłam w Internecie na zdjęcie słynnej ostatnio Małgorzaty Rozenek która ubrana w niebieską, elegancką sukienkę ściera kurz z komina, a wzrok ma zwrócony na trzymaną w ręku książkę „W poszukiwaniu straconego czasu”. Teraz zastanawiam się czy ta czynność tak jak Marcela Prousta smak magdalenki na języku przenosił gdzieś daleko we wspomnieniach .

Pierwszy tom przyniósł mi nie mało problemów. Chociaż jest to książka napisana pięknie to w odbiorze jest trudna. Co się dziwić- przez Proust był prekursorem powieści psychologicznej na którym wzorowała się m. innymi Zofia Nałkowska pisząc „Granicę”. Smak magdalenki na języki przenosi bohatera do Combray gdzie jako dziecko spędzał wakacje. Powracają również wspomnienia spacerów odbywanych wzdłuż posiadłości pana Swanna, gdzie mieszkała pewna tajemnicza kobieta, która stała się obiektem westchnień młodego pisarza. Należy dodać że Proust był bardzo rozpieszczony zarówno przez babkę jak i matkę.

Jest to powieść piękna, ale zarazem trudna i wymagająca. Trzeba jej poświęcić swój czas, jednak nie wiadomo kiedy zaczyna nas do niej coraz bardziej ciągnąć. Interesuje nas los bohatera, jego myśli; chcemy poznać bo bardziej, więcej aby z nim na nowo przeżywać wspomnienia. Musze przyznać że zainteresowały mnie kolejne tomy „W poszukiwaniu straconego czasu” i mam nadzieję że uda mi się je niedługo przeczytać.

Sylwetka autora nie była mi dobrze znana, ale wstęp napisany przez Tadeusza Boy’a Żeleńskiego przybliżyła mi jego postać. Dzieła Prousta były za jego życia niedoceniane. Jego kariera pisarska została przerwana przez wojnę, a później przez urwana przez śmierć. Jak wiadomo Prostu był chory, jednak do ostatnich swoich dni pracował udoskonalając swoje dzieło, dodając do niego coraz więcej i więcej.

Wytrwalszym czytelnikom polecam zapoznać się ze wszystkimi tomami biografii autora, a dla tych którzy boją się lub czują irracjonalny lęk polecam na próbę skupić się nad pierwszym tomem. Może nic wam to nie da, a może zachęci do dalszej lektury.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu MG!


sobota, 8 lutego 2014

Amrykański sen. "Panna Huragan. Dzienniki amerykańskie" Katarzyna Klimasińska
źródło: lubimyczytac.pl
Videograf, 2013
Każdy z nas posiada pewne wyobrażenie Ameryki. Jedno uważają że jest to kraj mlekiem i miodem płynący. Inni natomiast że jest tam jeszcze gorzej niż u nas. Pod pewnym względem tak, ale nie możemy porównywać małego kraju w Środkowej Europie do wielkiego państwa, zajmującego pół Ameryki Północnej. I choć mieszkańcy w większości regionów narażeni są na wszelakie niepowodzenia i trudności to żyje się tam trochę lepiej.

Katarzyna Klimasińska jest absolwentką warszawskiej szkoły Głównej Handlowej i od ponad siedmiu lat pracuje jako reporter ekonomiczny agencji informacyjnej Bloomberg. Z Polski, gdzie pracowała w Polskiej Agencji Prasowek o Radiu PiN przeniosła się do Houston w Teksasie i do Waszyngtonu gdzie mieszka do dziś. Jej artykuły ukazują się w Internecie i na płatnych terminalach należących do Bloomberga, a także w angielskiej i polskiej edycji magazynu „Bloomberg Businessweek”.

„Panna Huragan” to historia Kasi, która wyrusza w nieznane. Jej dziennik pokazuje nam Amerykę widzianą oczami Polski która dostrzega ją z perspektywy kobiety wolnej, wyzwolonej ale także jako reportera ekonomisty. Opisuje ona kraj tak bliski, a zarazem tak daleki. Bo życie trochę różni się od tego jakie my prowadzimy. Zacznę do tego że bohaterka jest kobietą bardzo aktywną- uczęszcza na różne zajęcia z tańca- od walca i tanga po tańce afrykańskie. Poznaje Amerykę- zapuszcza się w coraz bardziej odległe rejony i poznaje tak piękne zakątki że czytając bardzo jej zazdrościłam. Jest świadkiem katastrofy na jednej z platform wiertnicznych w Zatoce Meksykańskiej. Jednocześnie rozwija się jej kariera, której pozazdrościć jej może niejedna amerykanka. Pani Kasiu, oby tak dalej.  Pokazała mi Pani ze warto się starać, mieć marzenia i dążyć do celu!

Autorka jest kobietą silną, zdecydowaną, ale jednocześnie posiadające przypadłości które zrozumieją tylko inne kobiety. Z początku w nieznanym sobie kraju jest zagubiona- jednak szybko się odnajduje, poznaje nowych przyjaciół z którymi spędza wiele czasu, rozwija się. Przytrafiają się jej przygody podczas których nie sposób się nie uśmiechnąć chociaż gdybym ja znajdowała się na miejscu autorki pewnie oszalałabym ze strachu- na przykład żmije, których ja sama bardzo się boję a bohaterka wyjechała do parku gdzie są one codziennością. Podziwiam ją za odwagę, jaką pokazała podczas swojej pracy.

Książkę polecam wszystkim. Napisana w formie pamiętnika jest idealnym sposobem na nudne popołudnie lub wieczór. Idealnie człowiek się przy niej relaksuje, zwłaszcza że podczas czytania uśmiech z twarzy nie schodzi.

Za książkę dziękuje Wydawnictwu Videgraf!
Książka bierze udział w wzywaniu: 52 książki, Polacynie gęsi,

piątek, 7 lutego 2014

Stosidło
Rzadko wrzucam tutaj zdjęcia moich 'zdobyczy', ale od czasu do czasu mam taką zachciankę. Książki których zdjęcia znajdują się poniżej częściowo są już przeczytane a recenzje czekają na zamieszczenie. Sporo dostałam jeszcze przed świętami, ale nie miałam okazji wcześniej ich poznać :-) Wybaczcie jakoś zdjęć.

Od góry "Panna Huragan" [recenzja] od Videograf. Dzienniki Amerykańskie przedstawiające życie Polski w USA. Poniżej "Prowncja pełna mrazeń" [recenzja]- przeczytane i napisane. Co myśle o książce? Już niedługo się przekonacie. Dalej pierwszy tom serii Magiczny Krąg "Mroczny sekret" od Wydawnictwa Dolnośląskiego. Niżej "Córka czarownic" [recenzja] Terakowskiej od Wydawnictwo Literackiego.




Na tym zdjęciu znajdują się książki które trzymam przy łóżku i aktualnie je czytam. Od góry od Literackiego "Tam gdzie spadają anioły". Poniżej zbiór opowiadań noblistki "Przyjaciółka z młodości". Jak wyżej. "Villette" Bronte od MG. Bardzo ciężka lektura. "Julio, gdzie jesteś"[recenzja]- kryminał Joy Fielding o której dużo słyszałam. Właśnie kończe czytać i bardzo ciekawi mnie kto jest sprawca zniknięcia tytułowej Julii. Od Książnicy













Od Literackiego "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Coś a'la poradnik? Zaczęłam czytac i na razie książka znajduje się na półce. "Siostrzyczka miłodzierdzia" to mój zakup własny. "Anastezja" i "Incognito" [recenzja] od Novaeres. Dalej dwie książki gregory "Wieczna księżniczka" o Katarzynie Aragońskiej i "Czarownica". "Rytuał ciemności" zapowiada się ciekawie. Również od Książnicy. Dalej "Milion Słońc"- druga część trylogii "W otchłanii"[recenzja]. Poniżej "Wichrowe Wzgórza" i "Shirley" od Wydawnictwa MG.











Na tym zdjęciu znajdują się moje własne zakupy. "Przez burze ognia" to efekt promocji w Znaku. "Ja diablica" [recenzja] tak samo jak cała trylogia to nagroda dla mnie od siebie za zaliczoną sesję. Za trzy książki zapłaciłam- 30 złotych, dzięki promocji na fabryka.pl. "Opętanie" Spindler jeszcze przede mną. "Amerykańskie smutki"- mama czytała i stwierdziła że wciąga. "W otchłani mroku" i "piąta fala" to również efekt promocji w Znaku. "Zdrajca"- promocja w Tesco, tak samo jak "Koamyk" Jodełki, na temat tej książki czytałam dużo dobrego. Załuje że około 10 książek znajduje się jeszcze w Lublinie, na stancji. Postaram się po powrocie zrobić zdjęcie i je tutaj umieścić :)

czwartek, 6 lutego 2014

Królewna Śnieżka i Łowca (2012)
źródło: weheartit.com




























O tym filmie było głośno- i to bardzo, a wszystko za sprawą romansu uroczej Stewart z reżyserem. Jak wiadomo dziewczyna Roba zagrała w filmie rolę tytułową, a w postać jej macochy wcieliła się żona Sandersa – Charlize Theron.  Sprawy sięgnęły tak daleko że zrozpaczony Pattinson postanowił zerwać z jeszcze bardziej załamaną Kristen. Koniec pięknego romansu, wielkiej miłości która rozpoczęła się na planie „Zmierzchu”. Jednak –jakiś plus w całej sytuacji jest. Film obejrzało bardzo wiele osób, które podejrzewam że nawet by na niego nie spojrzały. Ja również się do nich zaliczam.

środa, 5 lutego 2014

Podróż Wareńczyka. "Incognito" Katarzyna Kiepura
źródło: lubimyczytac.pl
Muzułmanie chcieli zapanować nad Europę już od kilkuset lat. Wszyscy słyszeliśmy o Bitwie pod Wiedniem, gdzie Jan Sobieski ocalił nasz kontynent przez inną religią. Jednak w 1444 r. również rozegrała się straszliwa walka, niestety przegrana. Na polu bitwy zginęło tysiąc chrześcijan w obronie Warny, gdzie swój atak przypuścili muzułmanie. Król Polski, syn Władysława Jagiełły, Władysław Wareńczyk zaginął. Jedni mówią że zbiegł z pola walki a inni że jego głowa zawisła na murze podbitego miasta. Nie wiadomo co jest prawdą. Wiele ludzi wierzyło że Władysław wróci do kraju, jednak jak wiadomo z kart historii nigdy to nie nastąpiło. Co więc stało się z następcą Jagiełły? Ludzie snuli różne przypuszczenia, ale czy były prawdą?

Katarzyna Kiepura jest absolwentką politologii stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego. Na chwilę obecną mieszka w Warszawie, gdzie zajmuje się problemem ryzyka finansowego . Historia jest jej hobby. Zainteresowanie dawnymi dziejami skłoniło jej do napisania „Incognito” historii o Władysławie Wareńczyku. Jest to jej debiutancka powieść.

Władysław zostaje „uprowadzony” z pola walki. Jan Hunyady za pomocą swego sługi brata Alberta podał władcy proszek nasenny, kiedy dostrzegł że nie ma szans na to aby chrześcijanie wygrali bitwę. Uratowanie władcy było tutaj sprawą priorytetową. Dwóm uciekinierom szczęście początkowo sprzyja- udaje im się początkowo zmylić pościg. Jednak Władysław jest zrozpaczony. Czuje się jak zdrajca; chciałby do końca być ze swoimi żołnierzami i zginąć śmiercią szlachetną, a nie jak tchórz z podkulonym ogonem uciekać. Zdaje sobie jednak sprawę ze jego śmierć nic by nie zdziałała. Podczas wędrówki przez węgierskie lasy natrafiają na chatkę, gdzie gościnnie przyjmuje  ich Lajos. Nie podają jednak prawdziwego imienia Władysława- dla swojego bezpieczeństwa udaje on Vlad’a, najemnika, który wraz z mnichem uciekł z pola bitwy. Noc jednak im nie służy. Podczas walki Vlad zostaje zraniony i grozi mu śmierć. Na pomoc przychodzi Iboyla, żona Lajosa, która wróciła z targu wraz z dwójką swoich dzieci-Gellert i Aliz. Pomaga ona wrócić do zdrowia królowi. Pomiędzy córką gospodarza a młodzieńcem nawiązuje się nić sympatii, która przeradza się w coś poważniejszego. Czy król dokona właściwych wyborów? Jak postąpi i czy przeżyje?

Z początku powieść mnie denerwowała bo o ile autorka nie zwracała uwagi na długie opisy przyrody czy miejsc wszystkie zachowania, gesty bohaterów były strasznie rozciągnięte w czasie. Większość z tych poczynań dużo wnosiła jednak niektóre z nich były zupełnie niepotrzebne, co bardzo mnie nudziło. Jednak nawet nie zauważyłam gdy wciągnęłam się w losy Vlad’a. Z niecierpliwością przewracałam kolejne kartki aby dowiedzieć się jak potoczyły się jego losy. Co spotka go za chwilę i czy przeżyje? Czytając, nawet nie zauważyłam jak z godziny osiemnastej zrobiła się druga w nocy, a mi do końca pozostało około 20 stron.


Odniosłam wrażenie że autorka miała obrany cel jednak nie wiedziała jak do niego dojść. Do końca drogim brakowało jej tylko tych kilku stron jednak nie mogła dobrze zawiązać akcji ostatnie wydarzenia( zwłaszcza te w domu Alizy) wydawały mi się trochę absurdalne. Jednak to nie zmienia wagi powieści. Nie spodziewałam się że można stworzyć tak trzymająca w napięciu historię o polskim władcy, o którym tak naprawdę nic nie wiadomo. Pani Kiepura pokazała że posiada wyobraźnie, którą potrafi przelać na papier. Mam nadzieję że to nie jest jej ostatnia powieść.  Bo chociaż opisane wydarzenia są fikcją odniosłam wrażenie że zdarzyły się w rzeczywistości.

Za powieść dziękuje wydawnictwu Novaeres!
Książka bierze udział w wyzwaniu: 52 książki, Books Lover, Polacy nie gęsi, Czytamy powieści obyczajowe.

wtorek, 4 lutego 2014

Zbiorowo #2


źródło: lubimyczytac.pl
Irenę Matuszkiewicz dane mi było poznać dzięki jej powieści- Modliszka, która bardzo mi się spodobała. „Dziewczyny do wynajęcia” upolowałam w bibliotece. Przeczytałam ją jeszcze przed świętami jednak nie mogłam się zabrać aby napisać o niej cokolwiek. Zuzanna posiada dyplom magistra filologii polskiej, chłopaka, kochających rodziców, siostrę Weronikę. Jednak nie zawsze układa się wszystko tak jakbyśmy chcieli. Najpierw traci ona pracę, potem chłopaka… Wyjeżdża do siostry, gdzie okazuje się ze dostaje jej mieszkanie na własność bo ta postanowiła wyemigrować- do  dalekiej Holandii. To nie jest koniec kłopotów- obok Zuzy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Czy dziewczyna nie wpakuje się w kłopoty?Odzyska miłość czy też odda swoje serce komuś innemu?

Irena Matuszkiewicz napisała lekką powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, który lepszy był niż ten w poprzedniej jej książce którą czytałam. Jednak „Dziewczynom” czegoś zabrakło. Chociaż zżyłam się z bohaterką, trzymałam za nią baaaardzo mocno kciuki, aby w końcu wyszła na prostą brakowało mi w niej czegoś. Na oklaski zasługuje zakończenie- niezwykle wzruszające i niespodziewane. Płakałam jak bóbr doczytując ostatnie strony, a ludzie przechodzący obok samochodu na parkingu dziwnie się na mnie patrzyli. I pomimo że powieść wycisnęła ze mnie morze łez to nie powiedziałabym ze dorównuje Modliszce.




Częstochowa jest to miejsce święte i zajmuje szczególne miejsce w sercu każdego chrześcijanina w
Polsce. Kto by mógł pomyśleć że w tym miejscu zdarzy się coś, co przyprawi o ciarki niejednego twardziela? Bo oto z jednej z wież świątyni spada człowiek, w czasie gdy na dole prowadzone są prace wykopaliskowe. Jednak to nie koniec niespodzianek. Ginie Bruno- odkryty przez archeologów. W sprawę zamieszane są 3 siostry, gdzie jedna z nich pracuje jako pielęgniarka syna szefa włoskiej mafii. Przyznam, ubawiłam się przy książce nieźle. Czytałam ją długo bo ponad miesiąc i może dlatego odebrałam ją właśnie tak a nie inaczej. Bo chociaż fabuła, styl autorki bohaterowie wykreowani były świetnie ze sobą współgrały tworząc bardzo dobrą całość nie potrafiłam związać się z postaciami; razem z nimi przeżywać wszystkich przygód. 





Opiekunka grobów
Swego czasu była bardzo popularną powieścią.  Zahacza ona o fantasty jednak jakoś nie potrafiłam jej odebrać tak, jak chciałaby tego autorka. Nie śledziłam poczynań bohaterów z przejęciem bo wcale mnie to nie interesowało. Było mi obojętne jak postąpią,  a książkę czytałam z kwestii obowiązku- aby dokończyć. Towarzyszyła mi tez nikła nadzieja, ze na końcu zdarzy się coś, co uratuje powieść w moich oczach. Niestety, nie. Nie powiem że było to największe moje dotychczasowe rozczarowanie, bo przy takich książkach powinnam odczuwać negatywne emocje. Przy lekturze tej nie czułam nic.

niedziela, 2 lutego 2014

"W otchłani" Beth Rivers
Muszę się wam przyznać- wpadłam po uszy. Odkryłam swoją nową miłość. I chociaż zarzekałam się kiedyś ze paranormal to moje ukochane gatunki, bo  można przy nich i odpocząć i się wzruszyć (byłam wtedy młoda i głupia) to teraz zaczytuje się w powieściach dystopijnych (jestem starsza i jeszcze bardziej głupsza), które „wysyp” rozpoczął się po ogromnym sukcesie Igrzysk śmierci. Do takich powieści należy „W otchłani” autorstwa Beth Rivers. Książka zbiera laury na całym świecie  a autorka ma rzeszę fanów, którzy czekają na trzecią część – przynajmniej w Polsce. Zapewni trzeci tom trylogii już od dawna krąży po rynku wydawniczym w Ameryce i w Anglii.

@templatesyard