kwietnia 2014 - Biblioteka pod Marcepanem

środa, 30 kwietnia 2014

"Aż gniew Twój przeminie" Åsa Larsson


Kryminały norweskie porywają coraz więcej osób, a pisarze zyskują coraz większą sławę. Co jest w nich takiego, że ludzie czytają po nocach powieści Åsy Larrson, Jo Nesbø? Sama postanowiłam sprawdzić ten fenomen. Na pierwszy ogień poszła powieść słynnej pisarki „Aż gniew Twój przeminie”. Jak wypadła?

Åssa Larsson jest urodziła się w Kirunie, gdzie osadziła akcje swojej powieści „Aż gnie Twój przeminie”. Zanim swoje życie związała z pisarstwem była prawniczką zajmującą się podatkami tak sami jak bohaterka jej powieści- Rebecka Martinsson. Na podstawie jednej z jej książek „Burza z kranców ziemi” powstał w 2007 film z Izabellą Scorupco. 

Wilma i Simon są dwójką zwyczajnych nastolatków. Przed nimi całe życie które chcieliby spędzić razem. Są nawzajem dla siebie swoją pierwszą miłością. Oboje zainteresowali się historią samolotu, którego wrak spoczywa gdzieś na dnie pobliskiego jeziora. Niestety, niektórzy nie chcą aby na światło dzienne wyszedł sekret skrywany przez wiele długich lat pod taflą wody. Podczas gdy Wilma i Simon nurkują w poszukiwaniu statku ktoś uniemożliwia im wyjście na powierzchnie. Śledztwo prowadzą komisarz Anna Maria Mella i Sven Erik Stanlacke. Dołącza do nich Rebeka Martinson, której rozpoczyna prace w Kirunie jako prokurator.

Wielkim plusem książki jest sposób, w jaki autorka wykorzystała postać Wilmy, która po śmierci chcę pomóc w rozwikłaniu zagadki. Zastanawiacie się jak to możliwe? Nie mogę tego zdradzić, bo mnie chyba najbardziej zainteresowała wzmianka o Wilmie na okładce powieści. I mam nadzieję że ten wątek zwróci także waszą uwagę.

Autorka w swojej powieści skupia się nie tylko na głównym wątku, jakim jest morderstwo. Wraca ona do przeszłości do czasów II wojny światowej (co dla mnie było ogromnym plusem, bo kocham książki w których wraca się do tamtych lat), zahaczając o postacie które tylko częściowo zamieszane były w wydarzenia.  Pozwoliła mi każdego z bohaterów poznać dokładnie- jego psychikę, zachowania, mentalność. Przed oczami widziałam Annę Marię Mellę, którą wyobrażałam sobie jaką osobę niską, ale pełną temperamentu. Jednak pod tym wszystkim skrywa ona swoje wszystkie lęki obawy. Niezmiernie polubiłam bohaterkę i bardzo pociesza mnie fakt że jej postać mogę spotkać w innych powieściach Larsson. 

Podczas czytania mogłam się nawet wzruszyć. Autorka przedstawia świat takim jaki jest- nie ma idealnego świata. Każdy z bohaterów ma swój prywatny bagaż doświadczeń który dźwiga. Nie ma ludzi bezgranicznie szczęśliwych, co Larsson uświadamia swoim czytelnikom. Już młodzi ludzie mają problemy, które sprawiają że nie patrzę na życie przez różowe okulary. Z wiekiem problemy się napietrzają. I chociaż niektórzy mogą przejść przez życie obronną ręką, ale nigdy nie jest to bezbolesne.

Za książkę dziękuje Wydawnictwu Literackiemu. 

Książka przeczytana w ramach wyzwań : Czytamy kryminały, Books Lovers

piątek, 25 kwietnia 2014

"Milion Słońc" Beth Rivers




Po obaleniu rządów Najstarszego i wyeliminowaniu fidusa ludzie na statku są wolni. Nie są omamiani i zaczynają widzieć co się z nimi dzieje. Dochodzi do zamieszek, buntów, a Starszy powoli przestaje sobie ze wszystkim radzić. Fala dodatkowych morderstw powoli podkopuje autorytet przywódcy statku. Dodatkowo dowiedział się jednej rzeczy, którą Starszy trzymał przed nim w sekrecie wiele lat- tak naprawdę silnik Błogosławionego nie pracuje. Od wielu, wielu lat statek stoi w miejscu.

środa, 23 kwietnia 2014

"Położna. 3550 cudów narodzin " Jeannette Kalyta



Położna to wspaniały zawód- przyjmuje ona na świat nowe życie, jest pierwsza osobą która wita nowo narodzone dziecko jeszcze przed samymi rodzicami. Przypisuje się jej wiele cech takich jak mądrość, życzliwość, inteligencja, dobroć. Niestety należy pamiętać że jest to również praca bardzo odpowiedzialna. W rekach położnej są dwa życia- dziecka i matki. W każdej chwili może się coś stać- wystarczy jedna chwila aby poród potoczył się inaczej-niewłaściwy gest może prowadzić do strasznych komplikacji. I pomimo wszystko nie żałuje wybranej przeze mnie decyzji. I pomimo tego że jestem dopiero na I roku położnictwa czuje, że jest to to  co chcę robić w życiu. 

Wstyd się przyznać ale o Jeanette Kalyta usłyszałam po raz pierwszy kiedy przeczytałam krótką notkę biograficzną na okładce książki. I chociaż wiele osób kojarzy ją z jakiejś reklamy która prawdopodobnie była puszczana aż do oparu to ta kobieta w ciągu jednego dnia zmieniła mój światopogląd. Otworzyła mi oczy na wiele rzeczy których do tej nie dostrzegałam. Podziwiam ją za jej upór-przyszło jej pracować w innych warunkach niż teraz panują w szpitalu. Kiedyś nie było mowy o porodach rodzinnych, o pozycjach wertykalnych, o kontakcie matki z dzieckiem, czy o jakiejkolwiek życzliwości w stosunku do pacjentki. Położne były opryskliwe, niemiłe, a nawet gburowate. Nie zwracały uwagi na stan emocjonalny kobiety, na jej uczucia,kiedy widziała swoje dziecko tylko przez chwilę zanim je zabrano. Dobrze że te czasy to przeszłość, jednak nie wolno o nich zapominać, aby nie wrócić do tamtych polskich standardów. 

Jeanette Kalyta już pierwszego dnia w szpitalu postanowiła zaryzykować. Jeszcze 20 lat temu dziecko po porodzie ord razu matce zabierano. Teraz- od razu kładzie się go na brzuchu rodzicielki. Taki zabieg ma na celu umocnienie więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Niby nic, a taka prosta czynność może zrobić wiele. Jest to piękny widok kiedy kobieta po raz pierwszy widzi dziecko które do tej pory przez 9 miesięcy nosiła pod sercem. Wszystko co przeżyła w trakcie trwającego nawet dwie doby porodu odchodzi w zapomnienie. Liczy się tylko ta mała istotka która od tej pory będzie nadawać sens życiu rodziców. 

Jeżeli zastanawiacie się nad zawodem położnej to ta książka jest takim przygotowaniem. Żałuje że nie dane mi było ją przeczytać zanim ja podjęłam decyzje. Otwiera ona oczy na pewne sprawy. I przygotowuje. Jak wspomniałam odbieranie porodów to nie jest tylko radość. A jeżeli kobieta ma urodzić martw dziecko? Co wtedy czuje kobieta, która dowiedziała się że jej maleństwo nie żyje? A co położna? Autorka opisuje w swojej książce porody które wpłynęły na jej życie. Spośród tych 3350 cudów narodzin szczególnie w pamięć wryło jej się te kilka- i każdy z nich był niezwykły. Niektóre były przepełnione bólem i rozpaczą. Emocje jakie odtwarzała autorka czułam i ja. Nie raz i nie dwa się popłakałam, a pomimo to czytałam dalej.
Gdy czytałam jedną z opinii jej autorka stwierdziła ze nigdy w życiu nie urodzi. Ból przeraża większość kobiet. Mnie też. Boje się swojego własnego porodu- tego co będę czuła. Ale wiem że warto. Nie można się zrażać. Każdy poród to cud narodzin. Jest inny niż wszystkie. I to należy zapamiętać.

sobota, 19 kwietnia 2014

"Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk


AZAZEL ZOSTAJE ARCHANIOŁEM!!!


[źródło]
Wiktoria Biańkowska wróciła na ziemię.  Ma swojego Piotrusia  i jest szczęśliwa. Nie pamięta tego kim była- diablicą, która na sumieniu miała wywołanie III wojny światowej. Cały czas spędzony w Niższej Arkadii i wszystkie wspomnienia zostały jej odebrane. Tak samo jak moce  które dostała po zjedzeniu jabłka z biblijnego drzewa. Nie wie nic o istnieniu Bethel’a, Azazela czy Kleopatry, a  pierwszy z nich tęskni za Wiktorią najbardziej. Ma on cel- chcę, aby dziewczyna odzyskała pamięć i moce. Obserwuje Wiktorię i któregoś razu daje jej jabłko, które do zwykłych nie należy.
Drugi tom o przygodach Wiktorii, którą nie wiedzieć czemu wszyscy nazywali „Wiki” (nie przepadam za tym zdrobnieniem) nie zebrała pozytywnych opinii wśród bloggerów. „Ja Anielica” odstaje poziomem od „Ja Diablica”. I niestety, tego ukryć się nie da. Jednak podczas czytania czułam ze autorka ma pomysł już na trzeci, ostatni tom a wszystkie przedstawione wydarzenia są tylko ‘przejściowe’. 

Wiktoria, pomimo ze jest tutaj kluczową postacią szalenie mnie irytuje. Jest łatwowierna, porywcza, głupiutka( i czasami zastanawiałam się czy taka jest czy też udaje). Jej charakter potrafi szalenie zdenerwować czytelnika. Nie raz i nie dwa chciałam odłożyć książkę, ale zżerała mnie ciekawość. Jak Wiktoria zachowa się tym razem? Czy znowu popełni gafę? I chociaż postać stworzona przez autorkę wymaga dużo poprawek to… lubiłam ją. Nie wiedzieć czemu wcale nie chciałam wyjąć Wiktorii z książki, porządnie ją potrząsnąć, aby zaczęła w końcu myśleć racjonalnie i z powrotem wsadzić w środek akcji . Jeżeli bohaterka jest denerwująca to powoduje to efekt domino- Czytelnikowi trudno się dopatrzeć pozytywnych stron powieści, bo przesłania je główna postać. Jednocześnie na wierzch wychodzą te złe aspekty i stają się bardziej widoczne przez zachowanie bohaterki. Jednak najbardziej pozytywną stronę „Ja, anielica” jak i całej trylogii Miszczuk jest nie kto inny ale Bethel!

Bethel- już teraz sam dźwięk tego imienia przyprawia mnie o ciarki i dreszcze. Kto nie lubi takich niegrzecznych chłopców, którzy pod płaszczem ignorancji skrywają osobę wrażliwą, czułą i opiekuńczą? Dodatkowo taki typ ma to do siebie że jest jeszcze szalenie przystojny. Dodając do tego to ze jest on diabłem i ma ten niesamowity magnetyzm to… Ah. Gdybym mogła chętnie zamieniłabym się z Wiktorią. Przystojny diabeł jest jednocześnie przeciwieństwem Azazel’a który o ile  w pierwszej części mnie bawił to w drugiej niezmiernie drażnił. Zachowywał się jak rozpieszczony dzieciak który aby zdobyć upragnioną zabawkę jest zdolny posunąć się do wszystkiego.

Na brak akcji narzekać nie można- już od pierwszej strony wydarzenia „pędzą”, „biegną” czy też „mkną”. Autorka nie pozwala na chwilę nudy, chociaż mała przerwa w niektórych momentach byłaby wskazana. A wróć. Takie przerwy są. Można przy nich odsapnąć, ochłonął aby ponownie wrócić do przygód bohaterów. A jak wiadomo- bardzo lubią pakować się w kłopoty. Albo to kłopoty lubią ich i nie zamierzają odstąpić ich na krok. 

Cała powieść utrzymana jest w dość humorystycznej całości przez co czyta się ją szybko (o ile nie zirytuje was Wiktoria, albo Azazel), bezboleśnie. A emocje są- zarówno pozytywne i negatywne. Zależy od poziomu oczekiwań. Ja pomimo tego że oczekiwałam wiele (chociaż mniej niż w przypadku tomu pierwszego gdzie mogłam poznać charakter Wiktorii) i dostałam irytującą bohaterkę i Azazela, na którego widok wywróciłabym oczami to „Ja, Anielica” nie jest jak dla mnie powieścią złą. Dobrze się przy niej bawiłam, emocje nawet na krok się ode mnie nie odsunęły. Bo lepiej czuć złość niż znudzenie, prawda? :-)

wtorek, 15 kwietnia 2014

"Jajko z niespodzianka" Agnieszka Krakowiak-Kondracka

źródło : wydawnictwoliterackie.pl
Ostatnimi czasy coraz bardziej ciągnie mnie do literatury kobiecej a to znaczy lekkie, przyjemne, nie wymagające, wciągające, ze szczęśliwym zakończeniem. Pozwalają się zresetować, zapomnieć. Z powodu natłoku zajęć i stresu zagłębiam się głównie w takie pozycje które mogą mnie odstresować. Nie ja jedna miewam w życiu takie okresy. Ale takie powieści nadają się również na leniwie południe czy też wieczory, kiedy z lampką winą, kubkiem gorącej herbaty czy też innego ciepłego napoju można się odprężyć. Z wielką inicjatywą wychodzi do kobiet Wydawnictwo Literackie wydając serie książek dla kobiet o kobietach.

sobota, 5 kwietnia 2014

Przez żołądek do...? "Smaczne życie Charlotte Laving" Nathalie Roy


„Przez żołądek do serca”- powiedzenie które w  naszej kulturze funkcjonuje od bardzo dawna. Tak powtarzała mi moja babcia, mama, ciocia… W dodatku gotowanie ostatnio zrobiło się modne. Ta czynność nie jest już przepisywana kurom domowym. Coraz więcej kobiet po pracy nakłada fartuch, kapcie, wchodzi do kuchni i zaczyna tworzyć. Taka właśnie jest Charlotte Laving.

@templatesyard