maja 2014 - Biblioteka pod Marcepanem

sobota, 31 maja 2014

Bohaterowie mojegodzieciństwa, czyli coczytały jak dorastały.




Kiedy byłam jeszcze małym brzdącem sama czytałam kupowane przez mamę bajki, wiersze, baśnie i opowiadania(Brzechwę to znałam niemal na pamięć, a jak!). Książki otaczały mnie z każdej strony, a wszystko za sprawą mojej mamy, która miłość do książek przekazała mi w genach. I mojej chrzestnej, która wspaniała biblioteczka mnie niesamowicie oczarowała.  Odkąd pamiętam powtarzałam wszystkim ze będą miała taką samą. I koniec kropka. Powoli moje marzenie się spełnia, czytam lektury coraz poważniejsze, jednak nadal czuje wielki sentyment do bajek i książek z dzieciństwa. Łezka się w oku kręci gdy patrzę na opowieści, na których się uczyłam czytać. Podczas gdy moje rówieśniczki czytały cienkie książeczki (albo i nic nie czytały) ja zagłębiałam się w świat Ani Shirley, Harrego Pottera. Poznawałam świat baśni Andersena, Braci Grimm, Disney’a. Zaczytywałam się w wierszach Tuwina, Brzechwy, który notabene są najpopularniejszymi pisarzami których twórczość do tej pory czytana jest dzieciom. Takie książki ma każdy z nas. Mniej czy bardziej popularne, nowsze czy starsze. Niektórzy pamiętają treść, a inni emocje.
Z okazji Dnia Dziecka i za sugestią Wydwnictwa Repilka dodaje post gdzie głównie mam zamiar wspominać. Światy, które odwiedziłam i dzięki którym rozwinęła się moja wyobraźnia i miłość do książek.

Na samym początku wspomniałam o Brzechwie i Tuwimie. I chyba ognich zacznę moją sentymentalną podróż. Wiersze zna chyba każdy, a ja dzięki mamie je poznałam. A potem sama pogłębiałam. Po kilkakrotnym przeczytaniu znałam na pamięć. Jednak gdy teraz zapytałam moich ośmioletnich kuzynek  jak im się podoba Brzechwa powiedziały że ‘Jest nudny. One wolę Violette i Monster High”. Szczękę musiałam zbierać z podłogi. No cóż, jednak czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają priorytety się zmieniają. Już nie Brzechwa i Tuwim. Bi kiedy oni żyli? To wszystko jest już dawno nieaktualne  i po co do nich wracać? Jednak moje dzieci wychowają się na tych bajkach.

Baśnie braci Grimm, Anersena czy bajki Dinsey’a również dażę miłością. Kto z nas nie lubił „Śpiącej Królewny”, „Królowej Sniegu”, „Małej Syrenki”. W każdej z tych książek znajdowała się inna wersja i to mi się najbardziej podobało. Gdy Gosiarella dodawała swoje True Story nie byłam zaskoczona oryginalnymi wersjami. Chociaż płakałam gdy Mała Syrenka zmieniała się w morską piane i gdy przychodzeniu odczuwała ogromny ból (a dzieckiem byłam bardzo płaczliwy) to bardzo te wersje lubiłam i do tej pory lubię. Nadal na mojej półce stoją dzieła Andersena i braci Grimm.
Serię o Ani poznałam już w czwartej klasie podstawówki. Moje koleżanki nie wiedziały czym ja się zachwycam. Bo to nudne, smętne, co w tym ciekawego a ta cała Ania jest dziwna. Ja chyba  w tej dziwności widziałam coś niezwykłego. Każdy tom traktowałam poważnie i czytałam po kilka razy. Moim aktualnym marzeniem jest zebrać całą serię-mieć ją na półce wracać co niej kiedykolwiek tylko zechcę. Do tej pory pamiętam jak z książką zaszywałam się gdzieś na korytarzu. Chociaż przeczytać jeszcze kilka stron, dowiedzieć się co było dalej.


Nie mogłabym w tym zestawieniu zabraknąć Harrego Pottera, a dokładnie dwóch pierwszych tomów, które to przeczytałam najwcześniej i najbardziej kojarzą mi się z dzieciństwem. Przygody Robinsona Cruzoe, a było to w cwartej klase podstawówki). I tak było w przypadku każdej kolejnej książki. I chociaż robiłam się coraz starsza z wypiekami na twarzy zaczytywałam się w powieściach Rowling. I tak jest do tej pory. 
młodego czarodzieja tak mnie pochłonęły, że do dnia obecnego jestem wielką fanką Pottera. Gdy tylko mama sprezentowała mi pierwszą część, na bok poszły inne obowiązki i lektury ( męczyłam wtedy

Pollyanna i Polyanna dorasta to książki, które wspominam ciepło. Czytałam je kilka razy, bo Polly oczarowała mnie całkowicie. Pomimo że jest to klasyka mnie to nie odstraszyło i pierwszy raz z Pollyanną w pierwszej klasie podstawówki. Oczywiście- dużo z niej nie zrozumiałam, ale już następnym razem było o wiele lepiej.


Kubusia Puchatka uwielbiałam w wersji animowanej i czytanej. A.A Milne ma u mnie wielkiego plusa za stworzenia Misia o Małym Rozumku. Jednak jest to chyba jedyna książka, po której przeczytaniu (samodzielnie i za pomocą mamy) prawie się popłakałam bo w bajce królik nie miał krewnych i znajomych. Moje egzemplarze Przygód Kubusia Puchatka rozpadają się z powodu „zaczytania”. Ale to jest piękne w książkach że widać po nich że nie spędziły całego swojego czasu na półce, tylko wciąż na nowo były czytane.
W moim zestawieniu nie może zabraknąć takich książek jak „Tajemniczy ogród”, „Lord Jim” , „Pierścien i Róża” oraz „Mała księżniczka”. Każdą z nich czytałam po kilka razy i do tej pory potrafię opowiedzieć o czym jest każda z nich. I od czasu do czasu odświeżam sobie te powieści, aby nie zapomnieć. Bo o takich książkach trzeba pamiętać. I przekazywać je dalej.

wtorek, 13 maja 2014

Mąż do wynajęcia czyli Piotr w akcji. Joanna M. Chmielewksa "Mąż zastepczy".



Ile razy my, kobiety zdane byłyśmy aby samemu wykonać jakieś typowe męskie prace w domu? Ile razy miałyśmy ochotę rzucić narzędzia w kąt i zadzwonić po fachowca?  Z ręką na serce- kto rozróżnia rodzaje kluczy, śrubek, nakrętek? Chociaż próbowałam to zrozumieć i pojąć, dzielnie zapamiętywałam nazwy to, niestety moja nauka poszła w las. 

Od Piotra właśnie odeszła żona. On sam uważa się za nieudacznika. Podczas gdy szef(którego Piotr obdarzył bardzo ciepłym zdrobnieniem „Wypłosz”) wysyłał go na budowy zagranicę on sam zauroczył w sobie Karolinę. Mężczyzna czuje w sercu pustkę, jest rozbity i nie widzi sensu życia- bo jak to tak, bez ukochanej kobiety? I chociaż jej obecność docenił dopiero po tym jak ona odeszła-to boli… Piotr zostaje bez pracy, z której zwolnił się sam bo nie ma on ochoty widzieć Wypłosza. Gdy pewnego dnia słyszy w radiu reklamę o mężczyznach, którzy oferują swoją pomoc kobietom w pracach domowych kobietom wpada na genialny pomysł.  Dlaczego on nie miałby spróbować? Pracowłaby na własny rachunek, sam byłby sobie szefem i robiłby to co lubił i w czym czuł się dobrze.  I tak „Mąż zastępczy”  rozpoczął swoją działalność.

Jak wszystkie książki Joanny M. Chmielewskiej i tą czytało mi się miło i przyjemnie. Ciekawy pomysł, zaskakujące wydarzenia oraz styl pisania autorki sprawiły, że czas spędzony  z książką minął mi zdecydowanie za szybko. Chciałam jeszcze więcej! W mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań co do dalszych losów Piotra- czy odnajdzie on swoją prawdziwą miłość? Jak potoczy się dalej jego życie, kiedy to działalność odniosła sukces. Chciałabym książki w stylu „Maż zastępczy. Powrót”, albo „Mąż zastępczy 2” (tytuły nie są oryginalne, ale cóż ode mnie wymagać), bylby tylko móc dowiedzieć się co dalej się wydarzy.

Jestem zdania że chociaż nie wiadomo jak autorka by się starała nie wykreuje głównego bohatera mężczyzny tak jak by on wyglądał w rzeczywistości. I no odwrót: mężczyzna nie dokona tego samego z postacią kobiety. Gdy główny bohater jest płci męskiej, a autorką powieści jest kobieta to postać przez nie wykreowana ma w sobie ‘ciupkę’ czegoś zniewieściałego. Nie jest taki, jak prawdziwy facet. I chociaż pani Chmielewska dużo pracy włożyła w wykreowanie postaci Piotra (co widać), to momentami nie mogłam uwierzyć ze tak zachowa się prawdziwy mężczyzna.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu MG!



@templatesyard