lipca 2014 - Biblioteka pod Marcepanem

środa, 30 lipca 2014

Rudnicka razy 2 (Lilth, Czy ten rudy kot to pies?)
Okultyzm jest dla nas sprawą aż tak oczywistą że na co dzień tego nie zauważamy. Jednak gdy coś zaczyna nam zagrażać czujemy niepokój i rozglądamy się dookoła w poszukiwaniu pomocy. Nie raz pewne budynki, miejscowości czy miejsca przyprawiają nas o ciarki. Nie czujemy się w nich dobrze, przerażają nas i mamy ochotę jak najszybciej stamtąd uciec.

Olgę Rudnicką poznałam dzięki jej czarnym komediom tj. „Zacisze 13” czy też „Natalii 5”i nie ukrywam- są to jedne z najlepszych książek, jakie udało mi się przeczytać w 2013 roku. Zachęcona dobrą passą skusiłam się na „Lilith”- kryminał za którym nie tylko stoją ludzie, a historia i magia.

Życie Lidki zaczęło się zmieniać kiedy jej mąż, architekt, Piotr Stanecki odziedziczył posiadłość po wujku, który zmarł tajemniczych okolicznościach. Nowy dom znajduje się  w okolicy Lipinowa, miasteczko które nosi miano najbardziej nawiedzonego miejsca w Polsce. To tutaj odbywały się sabaty czarownic, a więc przeprowadzone przez Kościół scesje których karano niewinne kobiety, które uważano za czarownice. Proces hrabiny  Anastazji  Lipinowskiej należał do najsłynniejszych , Oskarżył ją brat jej męża. Lidka, która oczekuje dziecka nie czuje się dobrze  w nowym domu, zwłaszcza że nie raz zastaje w nim sama podczas gdy Piotr zajęty jest remontem. Stanecki niestety zaczyna się zmieniać- staje się nerwowy, wyprowadza się z ich sypialni i przestaje zwracać uwagę na żonę. Na szczęście- Lidka poznaje Edytę, właścicielkę miejscowej księgarni która po śmierci matki wróciła do Lipinowa, aby rozwikłać tajemnicę któro miasteczko ukrywa od pokoleń. 

To spotkanie był inne. Nie wiedziałam tak naprawdę czego się spodziewać. W końcu Olgę Rudnicą znam z nieco innych powieści- kryminałów, podbarwionych ironią humorem. A tutaj proszę: powieść o okultyzmie, czarownicach, czarnej magii.. Jedyną „znaną” mi rzeczą był ten wątek tajemnicy, chociaż różnił się on od tych przedstawionych w innych powieściach autorki. Pomimo obaw „Lilith” okazała się tak zajmującą lekturą, że żałuje że nie mam w głowie przycisku „zapomnij” i nie mogę jej przeczytać jeszcze raz : z tymi wszystkimi znakami zapytania, z przyjemnym dreszczem niepokoju który pojawiał się niemal na każdej stronie. Ah, niestety (na szczęście autorka nie próżnuje i cały czas mogę zagłębiać się w jej kolejne  powieści).


Czy polecam? Z całego serca. Powieści pani Olgi są idealne na każdą porę roku: jesień, zimę, wiosnę lato.  Ale lojalnie ostrzegam. Nie czytajcie jej przed żadnym ważnym spotkaniem, wyjściem, imprezą, czy też przed pracą, bo przy tej książkę można się zapomnieć i „ocknąć” dopiero o rano, gdy już zamkniemy ostatnią stronę (przy której się popłakałam, pani Olgo, pan potrafi grać mi na uczuciach). 



Ulka- znacie? Nie znacie? Roztargniona przyjaciółka Beaty, bohaterki Martwego Jeziora . Jak ona jest? Dała się poznać jako kobieta szalona, lekkomyślna, poddająca się emocjom. Pani Rudnicka to głownie jej poświęciła książkę „Czy ten rudy kto to pies?”(musie przyznać że tytuł przyciąga uwagę, podejrzewam ze większość sięgnęła po książkę aby przekonać się co znaczy ten tytuł).
Ula nie należy do osób rozważnych. Można się posilić na stwierdzenie że najpierw robi, a potem myśli przezco wplątuje się w niesamowite kłopoty. I tak jest i tym razem. Pani adwokat ma romans z szefem. I nic by nie było w tym złego, gdyby nie zazdrosna żona pana mecenasa która ani myśli oddać małżonka jakiejś wypudrowanej lali (nie obrażając przy tym Uli). Aby ukryć się przed szefem który postanowił ją nękać postanawia wyjechać. Jej wybór pada na Irlandię, jednak noga kobiety nadetnie stanie poza granicami kraju. Trafia do małej wsi pod Wrocławiem gdzie początkowo brana jest za kryminalistkę, poszukiwaną listem gończym. Jak skończy się i ta przygoda Uli?
Rudnicka zawsze w swojej powieści musi umieścić bohaterkę która miesza tuż obok tej statycznej poukładanej. I chociaż z początku wolę tą drugą, po pewnym czasie moje zdanie się zmienia i darze obie postacie równym uczuciem. I każdą z nich cenię za coś innego. W przypadku Uli za tą lekkomyślność, w której bardzo przypomina mnie (chociaż staram się najpierw pomyśleć potem zrobić). I za pech, który prześladuje ją  przez prawie cały czas. I potrafi wpędzić ją w kłopoty. Ulka jest kobieta upartą i czasami staje się zołzą. Takie postacie są akcją napędową powieści. Miesza ona w życiu wszystkich napotkanych do drodze ludzi sprawiając że w książce nudy się nie uświadczy.
„Czy ten rudy kot to pies?” jest inną książką niż Martwe Jezioro. Głownie przez bohaterkę, która jak wspomniałam różni się od statecznej i opanowanej Beaty. Powieść czyta się szybko przez co stanowi wspaniałe oderwanie od dnia codziennego, przerywnik dla leniwej niedzieli/soboty/poniedziałku/wtorku. Można ją zabrać na plażę, w góry … Gdziekolwiek się wybierzecie. Jest to powieść nad którą warto spędzić czas. 


MARTWE JEZIORO | CZY TEN RUDY KOT TO PIES?

wtorek, 29 lipca 2014

Opowieści Niewiernej. Magdalena Witkiwewicz
Czasami  los sprawia że pomimo najszczerszych chęci szczęśliwi nie jesteśmy. Chociaż byśmy się trudzili, martwili, przejmowali, podejmowali wyzwania ponad nasze siły  to uśmiech nawet nie zajrzy przez nasze okno. Tak samo jak Ewa. Ewa nie czuje się szczęśliwa  z Maćkiem. Chociaż jest on podziwiany przez wszystkich, chwalony i wielbiony, a o wszystkie nieszczęścia rodzina oskarża ją , kobieta  czuje że długo nie wytrzyma. Potrzebuje adoracji, ciepła, poczucia bliskości. Bez tego więdnie, usycha. I odchodzi. Idąc śladem wielu innych kobiet Ewa postanawia poszukać szczęścia poza małżeństwem.

Opowieści niewiernej” kupiłam przez przypadek decydując się w końcu zapoznać z twórczością Witkiewicz, zwłaszcza że jest bardzo chwalona. I gdy tylko otworzyłam książkę- przepadłam. Nie mogłam się oderwać, każda strona była dla mnie ucztą, a każda następna stanowiła wielką zagadkę.  Narratorką w powieści jest sama Ewa, przez co można lepiej poznać bohaterkę. Już od pierwszych stron ją zrozumiałam. Wiedziałam co czuje; płakałam i śmiałam się razem z nią. Ewa, chociaż jest (z  małymi pauzami) kobietą sukcesu, z dobrze płatną pracą, sukcesami i z pozoru szczęśliwym małżeństwem (i wydawałoby się że ktoś taki jest z pozoru twardy ) to jest osobą kruchą i delikatną, która pomimo wszystko chcę być szczęśliwa. Pragnie, aby mąż ją kochał, rozmawiał, adorował. Ma własną wizje przyszłości: oni dwoje w pięknym, wspólnym domu, z dobrze płatną i lubianą przez siebie pracą i z dziećmi. Tak, maleństwa jest to największe marzenia Ewy, ale niestety nie Maćka. Jak na razie. Bo zawsze na to przyjdzie czas. Najpierw trzeba zbudować dom, dorobić się, dobrze ustatkować w

pracy. Dopiero potem… Może… Bo nie wiadomo jak wtedy będzie na rynku pracy. Bo bez pracy dzieci nie będzie.
autorka Magdalena Witkiewicz

Niewierna. Ewa wie że nią jest. Jednak czy kiedykolwiek szczęśliwa panna młoda , która stoi przy ołtarzu u boku ukochanego mężczyzny z wizją szczęśliwej przyszłości przed oczami jest w stanie pomyśleć o zdradzie? Czyjejkolwiek? A nawet jeśli to prędzej posądzi o to męża niż siebie. Sama Ewa jest sytuacją zaskoczona i zagubiona, ale coś ją pcha w ramiona innego. Nie potrafi znieść zimna, która emanuje do Maćka.

Magdalena Witkiwiecz stworzyła powieść niekonwencjonalną i wspaniałą. Jest to studium nad kobietą współczesną, której uczucia nie różnią się od tej która żyła w XIX wieku, ale jest ona zdolna uczynić więcej niż praprababka. Pomimo wyrzutów sumienia i ciągłym zastanawianiu się nad sensem podejmowanych kroków. Bo czy tak wyobrażała sobie siebie te kilka albo i nawet kilkanaście lat temu? W Ewie każda kobieta odnajdzie cząstkę siebie, swoje uczucia i pragnienia.
Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem że ”Opowieści niewiernej” można zakwalifikować jako erotyk, a ten gatunek staram się omijać szerokim łukiem (zwłaszcza po „Edukacji Kopciuszka”). Podeszłam więc do książki z lekką obawą, ale nie ma  w niej żadnego podobieństwa do Grey’’a. Ba. Wstyd nawet posilić się o takie porównanie. Bo chociaż te sprawy przewijają się niemal przez cały czasie to nie na tylnym  planie za ich opisanie autorka powinna dostać medal. Dlaczego tak uważam? Zazwyczaj w erotykach nie ma mowy o miłości, a jak już rodzi są ona później po wielu echem ekscesach. Kobieta nie szuka bliskości, tylko zaspokojenia. Przy czym każdy szczegół jest przedstawione dosyć … obrazowo. W Opowieściach niewiernej nie ma czegoś takiego. Wszystko opisane jest w taki sposób że aż chce się czytać. Pani Magdo, jeżeli wszystkie Pani książki są takie, to jeszcze dziś lecę do biblioteki/księgarni/koleżanki i wypożyczam/kupuje! Bo jestem spragniona Pani twórczości.

środa, 16 lipca 2014

Dziewczyna w żółtej sukience
Gwałt to rzecz, której nikt nie jest w sobie stanie nawet wyobrazić. Traumatyczne wydarzenia na zawsze pozostają w pamięci i budują mur, przez który ciężko się przebić.

Anna od lat mieszka na emigracji. Polskę opuściła z powodu wspomnień, które nie pozwoliły jej na normalne życie. Razem z córką –Julką- stara się wieść normalny byt starając się nie pamiętać o tym „co było”. Odgradza się od przeszłości, a co za tym idzie również od rodziny. Symbolem tamtych dni pozostaje tylko żółtka sukienka.


Gdy zostaje zatrudniona jako opiekunka niepełnosprawnego Paula jej życie powoli zaczyna się zmieniać. Miłość mężczyzny przebija mur który kobieta budowała wokół siebie przez kilkanaście lat. Jednak aby móc zacząć życie, na jakie zasługuje i o jakim marzy musi uporać się z przeszłością. Wraca zatem do Polski. Czy uda jej się uwolnić?

Pani Beata stworzyła książkę cudowną, a zarazem straszną. Gwałt jest to rzecz okropną i niewybaczalną- nie ważne czy dotka osobę młodą czy też starszą. Odbija się we wspomnieniach pozostawiając ślad. Anna, która nigdy nikomu nie powiedziała o zbrodni (ani kochającemu ojcu, ani apodyktycznej i rozwrzeszczanej matce) odgradza się od nich, ale nie potrafi zbudować sobie nowego życia. W mojej wyobraźni pojawiła się jako kobieta wiecznie smutna, ubrana w szare stroje, z niedbale związanymi włosami, wiecznie chodząca z głową spuszczoną w dół. Aby dać upust swoim uczuciom-pisze opowiadania przez które stara się pokazać co tak naprawdę ją boli.  Postać Anny, jako głównej bohaterki jest najbardziej, chociaż czasami jej zachowanie odrobinę mnie irytowało.  


Trudno mi pisać o tej książce. Opowiada historię która wbija w fotel, w krzesło, w kanapę w zależności od tego gdzie się ją czyta. W niektórych momentach styl autorki powinien być bardziej dopracowany, ale te kilka fragmentów nie odejmuje powieści nic a nic. Książkę  czyta się szybko i czytelnikowi tak jak i Annie zmieniają się nastroje. Od tak zwanego ‘doła’ do uśmiechu i ulgi już na samym końcu. Autorka gra na uczuciach Czytelnika. I robi to bardzo dobrze.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Autorce.

czwartek, 10 lipca 2014

J.K Johansson "Laura"

Co się dzieje gdy ginie młoda dziewczyna? Gdy z dnia na dzień znika bez śladu? Co czują znajomi, rodzice, przyjaciele? Jak odnajdują się w tej całej sytuacji, gdy na jaw wychodzą przedziwne tajemnice. I chociaż większość z nich to tylko spekulacje, potrafią zaboleć.

Miasteczko Palokaski to typowe fińskie miasteczko. Do czasu, aż podczas jednego z ostatnich dni wakacji ginie dziewczyna –Laura. W tym samym czasie w miejscowej szkole prace znajduje Miia. Pracowała w policji i zajmowała się demaskowaniem przestępstw internetowych. Co za tym idzie- ogrom czasu spędzała przed ekranem monitora co doprowadziło do uzależnienia od wirtualnego świata. Ma nadzieję ze nowa praca na stanowisku pedagoga szkolnego pozwoli jej się „wyleczyć”. Na szczęście w tej samej szkole, w gabinecie obok pracuje jej brat Nikke, który jest szkolnym psychologiem (zwanym przez uczniów- tfu, tfu, klientów bo tak powinno się teraz mówić na dzieci które potrzebują pomocy- Psycho). Miia angażuje się w sprawę zniknięcia Laury, zwłaszcza że przypomina jej pewną sprawę z przeszłości, która bardzo ją dotknęła. Dodatkowo jednym z głównych podejrzanych staje  się Nikke.
   
Po pierwsze: to pierwszy tom sagi zatytułowanej Miasteczko Palokaski  za co bardzo jestem wdzięczna autorom. Na okładce widnieje tylko jedno nazwisko pod którym ukrywają się fińscy autorzy an co dzień pisujący scenariusze filmowe i telewizyjne. Starałam się znaleźć w Internecie cokolwiek o tych osobach, jednak daremne mnie trudy- a szkoda, bo chętnie obejrzałabym film/serial do których oni stworzyli scenariusz. Może niedługo pojawi się więcej informacji, a tymczasem wracam do meritum.

Główna bohaterka, Miia, nie jest ideałem. Ma swoje uzależnienia, przez jej łóżko przewinęło się wielu facetów z czym sama się nie kryje (przynajmniej przed swoimi przyjaciółkami). Ukochany brat i jego żona Suski są dla niej pewną podporą. Kobieta stara się jak najlepiej wypaść w oczach dyrektorki angażując się w wykonywany przez siebie zawód. Je pizzę, popija colą, bawi się ze znajomymi- zwykła kobieta, która można spotkać na ulicy. I chyba to najbardziej mi się spodobało w Mii. Autorzy nie starali się na siłę stworzyć z niej ideału, który wszystko pojmuje w mig i rozwiązuje wszystkie zagadki w mgnieniu oka (a i takie postawienie raz umiejscowione są w kryminałach).

Chociaż akcja powieści skupia się głownie na zaginięciu Laury to istnieje kilka wątków pobocznych które powoli się rozwijają. I  pewnie dopiero w kolejnych częściach znajdą one swoje rozwiązanie, a może staną się akcją napędową całej powieści? Mnóstwo pytań, mało odpowiedzi- tak powinny wyglądać dobrze napisane kryminały.

I chociaż „Laura” zaliczana jest do kryminałów skandynawskich to cytując AAMUPOSTI można stwierdzić że powieść jest to : „thriller psychologiczny, który wciska w krzesło i intrygując odsłania skomplikowane relacje międzyludzkie”.  Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Każdy z bohaterów przedstawionych w książce jest inny. Ma inne upodobania, hobby, sposób myślenia, ideały, styl życia… Tak jak w prawdziwym życiu. Co za tym idzie- aby kogoś zrozumieć należy go dobrze poznać co nie należy już do rzeczy prostych. I dlatego niektórych ludzi lubimy, innych natomiast już nie. Relacje międzyludzkie bywają trudne, ale na co dzień są ukrywane. W „Laurze” odsłaniane są stopniowo, co jeszcze bardziej pobudza ciekawość czytelnika (wiem, ze tylko rozwinęłam wypowiedź którą przytoczyłam wcześniej, ale oprzeć się nie mogłam zwłaszcza, ze jestem świeżo po przeczytaniu powieści).

Ja sama po zakończeniu książki mam mnóstwo pytań, na które poznam odpowiedź dopiero za jakieś czas. Ah, do tego czasu zeżre mnie ciekawość.

Czy polecam? Z całego serca. Jeżeli lubicie kryminały inne niż wszystkie, ale jednocześnie do nich podobne nie zawiedziecie się.

W przygotowaniu kolejne tomy Nora i Venla.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Literackiemu.


LAURA| NORA | VENLA

sobota, 5 lipca 2014

Katarzyna Berenika Miszczuk "Ja, potępiona"
Wiktoria Biańkowska znowu zaskakuje. Tym razem trafia do Tartaru (tak, krainy do której trafiały dusze zmarłych w mitologii greckiej). Jakim sposobem tam się znalazła? Co nowego przeskrobała? I czy kiedykolwiek wróci? Bo przecież jak wiadomo z Tartaru ucieczki nie ma. Trafiają tam najgorsi z najgorszych: szumowiny, gwałciciele, najwięksi zbrodniarze ludzkości. Nic dziwnego ze dziewczyna spotyka tam takie rodzynki jak : Neron, Kuba Rozpruwacz czy też Adolf Hitler. Jak poradzi sobie Wiktoria w tym innym wymiarze?
Katarzyna Berenika Miszczuk "Ja, potępiona"
Wydawnictwo WAB.
Pytań pojawia się sporo, a odpowiedzi znajdują się w ostatnim już tomie trylogii Katarzyny Miszczuk o przygodach diablicy, anielicy i potępionej- i to w jednej osobie. Jak wspomniałam akcja głownie rozgrywa się w Tartarze, który przedstawiony jest nieco inaczej niż byśmy to sobie wyobrażali. I za tą koncepcje polubiłam potępioną. Dlaczego?  Autorka wykazała się niezwykłą wyobraźnią. Opisy, które przedstawiają krainę potępionych najbardziej mi się podobały. Czytałam je z zapartym tchem i z uśmiechem na twarzy- dlaczego? Nie spodziewałam się że można w tak alternatywny sposób przedstawić krainę znaną z mitologii greckiej. W dodatku-te postacie! Czekałam na coraz nowych przestępców, zbrodniarzy, a nawet herosów. Byli przedstawieni zupełnie inaczej niż bym to sobie wyobrażała. Nie tylko ja- ba, wiele innych ludzi miało w głowie inny obraz bohaterów.

Jednak główna bohaterka trochę bardziej irytowała mnie niż w poprzednich częściach. Popisała się lekkomyślnością, głupotą (ujmując rzecz kolokwialnie), nieodpowiedzialnością. Czasami miałam  wrażenie że uważa się ona za nie wiadomo kogo. Jak na osobę dorosłą zachowywała się zbyt dziecinnie. Jej pomysły były głupie.

Ale o dziwo- polubiłam ją jako postać pomimo tych wszystkich wad. Może dlatego ze traktowałam książkę jako odskocznie. Może dlatego że nie spodziewałam się po niej niczego więcej. A może dlatego że nie oczekiwałam po niej zbyt wiele? Podczas lektury innych powieści gdy główna bohaterka mnie irytuje/ denerwuje/ wnerwia mam ochotę rzucić książką o ścianę a heroinę wyrwać z powieści, przemówić do rozsądku (nawet brutalnie, jeżeli wymaga tego sytuacja) i wsadzić ją tam z powrotem z wielką nadzieją że zmądrzeje (tak, to właśnie czułam przy lekturze Poczekajki). W tym przypadku tak nie było.
Jest coś, co sprawia że do tej książki nigdy nie przekreślę.

BETHEL – wszystkie fanki mhhhhrocznego diabła mają oczy jak talerze i rozmarzone wyobrażają sobie przystojnego, męskiego, opiekuńczego, seksowengo i przede wszystkim mhhhrocznego bohatera. Ah, tak. Odpływam i ja. Nie wiem czy jest ktoś kto nadawałby się do tej roli, gdyby zechciano ją zekranizować (no może poza Ryanem Gosligniem, albo Tomem Feltonem, ale oni odpadają bo są blondynami i za dobrze w innym kolorze włosów by im nie było, szczególnie Tomowi) . Nikt nie spełniłby moich wymagań, bo moja wyobraźnia stworzyła obraz Bethela  i koniec kropka!

Pierwsze spotkanie z Bereniką Miszczuk oceniam dobrze. Mam już na oku najnowszą powieść autorki, która wydaje  trafiać prosto w mój gust. Polecam gorąco całą trylogię o przygodach Wiktorii diablicy/anielicy/potępionej.


Książka bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi, Books Lovers.


JA DIABLICA| JA ANIELICA| JA POTĘPIONA

@templatesyard