Każdy ma swoje miejsce na ziemi


Wyłaniam się za stosu notatek, które pomimo nauki i ciągłego czytania nadal mnie przerażają, a najbliższy egzamin już w czwartek. Wieczorami staram się odstresować zmniejszając stosik książek, który zajmuje dość sporo miejsca przy moim łóżku. I ostatnio sięgnęłam po niewielką objętościową powieść pani Kamizelskiej-Langpap Mieć swoje miejsce na ziemi. Jakie są moje wrażenia?


Wyspa to miejsce, które omijane jest przez wszystkich szerokim łukiem. Po zmroku jest miejscem spotkań przeróżnych nielegalnych organizacji. Miasto chcąc uczynić Wyspę bardziej bezpieczną, organizuje konkurs, który wygrywa słynna pani inżynier Alicja Polańska. Kobieta nie zdaje sobie sprawy jak sama Wyspa wpłynie na życie jej i najbliższych.

Najpierw książka rzuciła mi się w oczy na kilku blogach - że ciekawa, że oryginalna, ale słabo dopracowana. Rzeczywiście, fabuła przyciąga uwagę jeżeli ktoś lubi książki o mrocznych miejscach, problemach rodzinnych, buntujących się nastolatkach i tajemniczych organizacjach. Spodziewałam się książki grubszej, bardziej okazalszej więc moje zdziwienie małe nie było gdy po otworzeniu paczki zobaczyłam że powieść ma zaledwie 159 stron. Teraz oceniam to na plus, nie musiałam aż tak długo z książką się męczyć.

Czytając książkę miałam wrażenie że czytam zarys jakiejś historii, spisany pobieżnie, bez zwracania uwagi na szczegóły i na charakter bohaterów, jakby wszystko miało być dopracowane w trakcie skupienia się na treści. Niestety, tak nie było i aż trudno mi było w to uwierzyć. Główna bohaterka, Alicja, z początku wydała mi się kobietą twardo stąpającą na ziemi, taką, która nie boi się wyzwań. W efekcie podczas czytania odkryłam że Alicja jest postacią bezbarwną, nieciekawą. W przypadku jej córki spodziewałam się nastolatki bardziej wyrazistej, krnąbrnej... ale... właśnie ale. Zawsze jest jakieś ale, chociaż nie powinno się go używać.Wszystkie postacie okazały się nudne i bez charakteru, ale można w ich zarysach dostrzec spory potencjał, który niestety, nie został do końca wykorzystany.

Fabuła jest ciekawa. Gdyby autorka włożyłaby w nią więcej pracy stworzyła by wielowątkową powieść, kryminał, thiller i romans, którym mogliby zachwycić się miliony. Czytając dialogii miałam wrażenie że wypowiada je maszyna: za dużo wykrzykników, suche wymianby zdań. Rozmowa matki z córką była pozbawiona emcjii, moment wybaczenia zdrady całkowicie pominięty, ledwie wspominamy. Zamknęłam książkę bardzo zawiedziona i znudzona. Szkoda, że zmarnował się potencjał. I to olbrzymi.


Za książkę dziękuje Wydawnictwu Novaeres!

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Zawsze zwracam uwagę na wykrzykniki, które mnie niesamowicie irytują w dużych ilościach. Prawdziwy koszmar przeżywałam przy "Pocałunku kier". Książka wydaje się ciekawa, ale ten niewykorzystany potencjał trochę odstrasza ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Może następne książki autorki okażą się lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że taki pomysł został zmarnowany przez wykonanie. Może autorka postara się przy kolejnym tytule :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jakoś mało czytałam o tej książce, mam jednak dosyć niedopracowanych utworów, więc raczej będę ją omijać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez moment pomyślałam, żeby sięgnąć po ten tytuł, po czym uznałam... lepiej nie.
    Dobrze zrobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba tym razem się nie skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że książka ma zmarnowany potencjał. Może następna pozycja autorki będzie o niebo lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielka szkoda, że książka niedopracowana ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam o tej powieści, ale jak widzę nic nie straciłam. Dzięki za ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tez przeczytalam te ksiazke i mysle podobnie - szkoda, ze dobrze zapowiadajaca sie historia wypadla tak marnie :-( Czasami mialam wrecz ochote wyrzucic ja przez okno, bo bywalo baaardzo nudno, niestety :-(

    OdpowiedzUsuń