Fatum. Cudze grzechy, Danielle Stel

Czy chciałabyś całe swoje życie pokutować za błędy innych? Przez całe życie nieść za sobą piętno, które ktoś inny na Tobie pozostawił? Czy wyobrażasz sobie żyć normalnie gdy wszyscy w koło mają Cię za nic?

Właśnie w takiej sytuacji znalazła się Annabelle.



Annabelle ma życie jak z bajki –wspaniały dom, kochająca rodzina, wspaniałe suknie i szczęście. Jedna los lubi płatać figle. Niestety, nie jest jej dane życie  w splendorze. Jej ojciec i brat giną w katastrofie „Titanica”, zostawiając pogrążone kobiety w żałobie. Annabelle i jej matka Consuela nie widzą powodów do radości . Ból po stracie bliskich jest zbyt wielki. Dodatkowo z powodu żałoby Annabelle nie może zostać wprowadzona w towarzystwo, więc jej szanse na znalezienie męża nikną, ale pewnego dnia pojawia się pewien mężczyzna, który oświadcza się dziewczynie. Ma on jednak tajemnice, która po raz kolejny zniszczy życie dziewczynie. Samotna i zrozpaczona Annabelle wyrusza na front, aby pomóc rannym żołnierzom. Czy odnajdzie szczęście?

Lubię czasami sięgnąć po typowy romans – oderwać się od świata codziennego i czytać o miłość. Danielle Stell w tym gatunku podobno nie ma w sobie równych, a że ciocia ma pokaźną kolejce jej książek pożyczyłam od niej Cudze grzechy. Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał – głównej bohaterki nie szczędził los, straciła wszystko. Jednak że nie jest to książka najwyższych lotów ma kilka wad, na które podczas czytania zwróciłam uwagę. Może gdybym nastawiła się na lekturę bardziej przyjemną odebrałabym ją lepiej. 

Bardzo podoba mi się czas, w jakim autorka osadziła akcje. Ameryka, XX wiek. Państwo podnosi się z kryzysu, wszyscy przeżywają katastrofę Titanica, zmienia się również arystokracja – młodsze pokolenie przyjmuje trochę nowoczesności. Jednocześnie widać wyraźne przywiązanie do tradycji- kobiety nie mogły pozwolić sobie na skandal, a wyskoki mężczyzn tolerowana, a nawet mówiono że płeć przeciwna musi gdzieś wyskoczyć.

Ta książka nie ma w sobie żadnej głębi – czyta się ją szybko, przez kolejne strony niemal się płynie. Nie przywiązuje się wagi do bohaterów czy wydarzeń bo te przemijają. Skończyłam tę książkę niecały tydzień temu i nie pamiętam jej już prawie całej – tylko ogólny zarys fabuły. Co za tym idzie – jest to romans idealny na odstresowanie się i wiem po jakie książki będę sięgać w czasie sesji. 

Co do głównej bohaterki mam mieszane uczucia. I to bardzo. Jak można się domyśleć, jak w typowym harlequinie Annabelle jest piękna, olśniewająco piękna, inteligentna, mądra, ma wyższe cele niż przebieranie coraz to nowych fatałaszków. Chcę pomagać bliskim. I chcę być szczęśliwa, ale niestety – jej mąż okazuje się być kimś innym.  Dziewczyna zostaje skazana na pośmiewisko wszyscy, bez  wyjątku zaczynają wierzyć w plotki. Gdy dziewczyna postanawia wyruszyć na front jej przybiera cierpiętniczą minę, ludzie albo ją kochają, albo ją krzywdzą… Nie mogłam uwierzyć w to wszystko. Dobór tych wszystkich wspaniałych cech, wydarzeń wydawał mi się tak nierealny że nie raz łapałam się za głowę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć że Annabelle działała mi na nerwy. Tak naprawdę nikt nie wierzył w jej wersje wydarzeń, wszyscy górują oceniali i nie chciał wysłuchać jej wyjaśnień. 

Reasumując, Cudze grzechy to typowy harlequin codo którego nie można mieć żadnych oczekiwań. Podejść do niego należy jako forma odstresowania się, zapomnienia i oderwana od rzeczywistości. Jeżeli z takim nastawieniem zacznie się czytać tę książkę to czas z nią spędzony może być miły i przyjemny. 

CONVERSATION

7 komentarze:

  1. Nie przepadam za harlquinami dlatego podziękuję... :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba również nie dam się namówić, zdecydowanie nie dla mnie ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miałam 15 lat, czytywałam książki autorki. Tej nie poznałam. Chętnie do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat lubię takie typowe harlequiny, więc chętnie poznam w wolnej chwili powyższą pozycję.
    ps. zabrakło ci spacji w ostatnim akapicie w słowie ''codo''.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię Danielle Stel, ale moja mama ją uwielbia, a tej książki jeszcze nie ma, pewnie jej sprawię na święta, ech, ja harlequinów nie czytam :D Nie moje kredki.

    "codo którego" mały błąd się wkradł :)

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Steel, z ciekawości chciałabym sięgnąć po któreś z jej dzieł :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nigdy nie czytałam harlequinów. Z czystej ciekawości mogę to zrobić :)

    OdpowiedzUsuń