Tysiąć róż, Magdalena Rem

Kocham. Tak wiele znaczy to słowo. Tak wiele możemy przekazać gdy je wypowiadamy. Wyraża miłość, szacunek, potrzebę bycia z kimś kogo obdarzyliśmy uczuciem. Pamiętacie pierwsze chwile, tygodnie zakochania? Motyli w brzuchu, tęsknota, która nie pozwalała skupić się na niczym? Ja pamiętam. Z czasem uczucie się zmienia, jeżeli zauroczenie przerodzi się w miłość. Uczucie ewoluuje, dojrzewa, zmienia się. A my wraz z nim. Niestety, czasami przeradza się w nienawiść. Zamiast przyzwyczaić się do wad naszej drugiej połówki, rozmawiać, starać się zmieniać na tyle, aby pozwolić miłości kwitnąć, to niektórzy zaczynają nienawidzić. Nie mogą oni patrzeć na tę kobietę/mężczyznę, denerwuje ich każdy najmniejszy gest. Ludzie decydują się na separacje lub rozwody. Niektórzy decydują się na zabójstwo.

Mam przed oczami okładkę – tajemnicza kobieta, której rysy twarzy są rozmyte, nie widać ust, oczu, nosa. Nie wiadomo kim jest, zdaje się być tylko tłem, ukrytym pod powierzchnią wody, która rozmywa obraz jej twarzy. Patrząc na nią odczuć można niepokój. Nie wiadomo co się stało, czy żyję, czy ma się dobrze, czy może jej dusza odeszła już do innego świata. Sam tytuł – Tysiąc róż. Te piękne kwiaty kojarzą się z miłością, romantycznymi chwilami, pełnymi szczęścia, uśmiechu i uczuć. Zestawienie tego tytułu wraz z obrazem kobiety ukazuje klimat powieści Magdaleny Rem. Tysiąc róż  jest książką przerażającą, wstrząsającą, trzymającą w napięciu do samego końca. Jest książką, którą czyta się wraz z lękiem w sercu, ale nie sposób się od niej oderwać, ani wyrzucić jej z myśli.

O czym właściwie jest Tysiąc róż?

Michał i Ela spędzają wakacje w domu swoich przyjaciół, Ginterów, którzy kupili posiadłość mając w planach wielki remont. Jak to często bywa na planach poprzestali i gdy wypoczywali na wakacjach gdzieś w ciepłym kraju, postanowili poprosić Ele i Michała o to, aby to oni przedstawili kupującym ofertę, a zarazem spędzili kilka letnich dni z dala od zgiełku wielkiego miasta. Para ma swoje nawyki – rano piją kawę, rozmawiają z sąsiadem, gotują, odbierają listy... Do czasu. Bo pewnego dnia dzieje się coś strasznego. Od tej pory nic już nie będzie tak jak dawniej. Rozpoczyna się wielka gra, w której żadna kolejna scena, żaden akt nie są pewne, ani do końca zaplanowane. W każdym momencie może zdarzyć się coś nieprzewidzianego, coś, co zniszczy idealnie upozorowaną iluzję.

Lubicie thrillery? Ja tak. I oglądać i czytać, chociaż za rzadko sięgam po takie książki. Najlepiej poznawać je  w nocy, kiedy wszyscy domownicy śpią, ale dobrze jest mieć jeszcze kogoś obok siebie, nawet jeśli przebywa w ramionach Orfeusza i nie wie że my właśnie drgamy na każdy, nawet najmniejszy odgłos. Takie książki mają coś w sobie – strasznego, mrocznego. Zwłaszcza, jeżeli autorzy zaglądali w głąb ludzkiej duszy, tak jak to zrobiła Magdalena Rem. Ukazała ona demony targające uczuciami bohatera. Przedstawiła jego prawdziwą twarz i wywołała u czytelnika całą gamę emocji – od niedowierzenia, przez pogardę do zrozumienia. Nie spodziewałam się że zrozumiem, a przynajmniej spojrzę przychylniejszym okiem na Michała, a gdy odłożyłam książkę musiałam sobie uświadomić że mu współczuje. I żal mi go.

Małżeństwo Eli i Michała było z pozoru idealne – ona poczytna pisarka, on projektant okładek. Piękni, inteligentni, zakochani. Czego chcieć więcej. Jak się później okazuje wszystko, ta cała otoczka jest złudna i naciągana. Nie ma sytuacji bez wyjścia, ale czy ta, w której znaleźli się bohaterowie Tysiąca róż też taka była?

Tysiąc róż  to książka, z jaką się jeszcze nie spotkałam, ale taki gatunek najbardziej przypada mi do gustu. Autorka wybrała ciekawy sposób, aby przedstawić kilka dni z życia Eli i Michała. Retrospekcje, powroty do przeszłości... Tak samo jak  w przypadku Wszystko czego wam nie powiedziałam tak i tutaj wiemy już od samego początku co się stało, ale dopiero z czasem, strona po stronie odkrywamy prawdę. I przekonujemy się że wina zawsze leży po środku. Nigdy nie można obarczyć jednego człowieka za niepowodzenia, kłótnie czy zwady. Należy najpierw spojrzeć na siebie, na swoje czyny i dopiero potem zabierać się o osądów.

Jeżeli szukacie książki od której nie będziecie mogli się oderwać, wstrząsającej, naładowanej emocjami to polecam Wam Tysiąc Róż Magdaleny Rem. Jest to świetnie napisany thriller psychologiczny, który zagwarantuje Wam bezsenną noc. 


Za książkę dziękuje Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Zdarza mi się sięgnąć po książki z tego gatunku, ale ta mnie jakoś nie przekonuje.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nie chodziło Ci o Orfeusza, ale Morfeusza :D Ze snem ten pierwszy miał niewiele wspólnego, co najwyżej mógł spróbować uśpić swym pięknym śpiewem.a thrillerów nie czytam, zdecydowanie wolę je oglądać, chociaż po Twojej recenzji muszę przyznać, że się zastanawiam, czy nie sięgnąć po tę książkę. Lubię, gdy bohaterowie lądują w sytuacjach trudnych, a ta w Tysiącu róż taka właśnie się wydaje, cóż, zobaczę :D Ciekawe czy i ja współczułabym Michałowi.

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie nietypowe lektury. "Tysiąc róż" już od dawna mnie kusi, więc pewnie prędzej czy później i tak ją przeczytam ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzieś mi kiedyś mignęła ta okładka, ale nie przypuszczałam, że może kryć tak ciekawą treść. Dam szansę tej książce. I fakt, też lubię czytać thrillery głównie nocą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszy mnie nieszablonowość lektury, o której wspominasz i myślę, że odnajdę się w tej historii. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś lubiłam thrillery, ale miałam pecha, bo rzadko trafiałam na naprawdę dobry. Ten, jak piszesz, jest wstrząsający, wywołujący mnóstwo emocji i ciekawy, więc może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdyby nie Twoja recenzja, przeszłabym zupełnie obojętnie obok tej książki. Szykuje się przerażająca uczta literacka. Już nie mogę się doczekać! (okonakulture.pl)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się całkiem interesująco, już sama okładka mnie przyciąga!

    OdpowiedzUsuń