Co oglądają bloggerzy książkowi #2


Dzisiaj na blogu ponownie mam gości. Kolejne bloggerki opiszą jakie są ich ulubione filmy. Kolejna porcja uzasadnionych propozycji i wydłużająca się lista filmów do obejrzenia. Czytajcie i się inspirujcie. A może już coś widzieliście? Jakie są wasze odczucia na temat tego filmu?


Agata Kądziołka z bloga Naczytane

Pierwszy film, który uwielbiam nad życie i wracam do niego średnio co dwa miesiące (przy ogromnej rozpaczy mego narzeczonego, który tego filmu nie cierpi) jest Ja Wam pokażę, czyli kontynuacja Nigdy w życiu. W sumie uwielbiam oba te filmy, jednak w części drugiej jest jedna scena, która wyciska ze mnie łzy momentalnie i jest to ten moment, gdy Niebieski zabiera swoją wiertarkę, a Judyta stoi w oknie i patrzy, jak miłość jej życia odchodzi. A drugą fenomenalną sceną z tego filmu jest ta, podczas której gośćmi weselnymi są … koty. I te ich miseczki ustawione w równym rządku, żeby mogli biesiadować razem z ludźmi. I ten góralski ksiądz z kapeluszem! I góry i mały drewniany kościołek! Wybaczcie, idę oglądać, bo zatęskniłam za tym filmem.

Było kobieco, to teraz będzie dość męsko. Drugim z moich ulubionych filmów jest… Deadpool. Lubię go za to, że jest niesztampowy, nieprzewidywalny a główny bohater jest całkiem inny niż typowi główni bohaterowie. I wcale nie ma znaczenia, że główną rolę gra tam seksowny Ryan Reynolds, no co wy!
Jestem miłośniczką Marvela i obejrzałam każdy już film z tej serii. A DC nie cierpię i mówię to z dumą!


Irena z bloga Zapatrzona w książki

Bez mojej zgody (2009). Ten film obejrzałam dzięki temu, że najpierw przeczytałam książkę Jodi Picoult i trafiłam na informację o jej zekranizowaniu. Bałam się zobaczyć adaptację, mało kiedy są one na tyle dobre, by dorównać książce, ale Bez mojej zgody jest rewelacyjnym filmem. Mogę śmiało powiedzieć, że tak jak książka porusza najgłębsze zakamarki duszy, wzrusza, bawi i skłania do przemyśleń. Picoult słynie z tego, że nie ocenia swoich bohaterów i aktorom też się to udaje – pozwalają odbiorcom wyrobić sobie swoje własne opinie.

Nie jesteś sobą (2014) porusza temat choroby, miłości oraz próbie pogodzenia się z tym, co ma nadejść. Wiem, że to brzmi schematycznie, trochę nawet takie jest, ale ginie w mocy przekazu i wspaniałej grze aktorskiej. Szczególnie mocno trafiło do mnie w jaki rzetelny i obrazowy sposób Hilary Swank jako Kate ukazała jak trudno jest przyjmować pomoc w czynnościach intymnych (mycie, podcieranie, ubieranie, karmienie), jakie to straszne, zwłaszcza dla kogoś kto jeszcze niedawno był całkowicie sprawny i samodzielny. Ktoś kto kocha uważa pomoc za coś naturalnego, ale naprawdę trudno jest zrozumieć pod tym względem uczucia osoby potrzebującej. Jej bezsilności, złości na swoje ograniczenia i poczucia wstydu. Nie jesteś sobą mnie poruszyło i uderzyło w najgłębsze zakamarki serca, z pewnością długo o nim nie zapomnę i jeszcze nie raz będę do niego wracać i gorąco polecam. To obowiązkowy film.

Bajkowe Boże Narodzenie (2011, TV). Co prawda film jest całkowicie w klimacie świątecznym, ale muszę przyznać, że oglądam go za każdym razem kiedy mam na prawdę zły dzień. Jego magiczna, świąteczna otoczka sprawia, że się odprężam, poprawia mi się humor i czuję jakby otaczała mnie pierzynka ciepła, radości, miłości oraz dobroci. Pokazuje, że czasem wystarczy odrobina dobrego serca, by dotrzeć do innych serc. Do tego film jest też zabawny!



Ciężko mi wybrać ulubione filmy, bo do tego miana pretenduje zbyt wiele produkcji, żebym mogła wyliczyć 2-3 i nie mieć wyrzutów sumienia, że zignorowałam świetne filmy. Dlatego na mojej skromnej liście znajdą się trzy filmy widziane stosunkowo niedawno. Całą trójkę ogromnie polecam.

Pierwszy to Mustang, dramat pięciu tureckich sióstr, dla których dzieciństwo kończy się zbyt szybko i brutalnie. Swawolne, wesołe, niełatwe do opanowania i coraz chętniej spędzające czas z chłopcami, przynoszą rodzinie wstyd. Zapada więc decyzja. Należy jak najszybciej wydać dziewczynki za mąż, choćby i wbrew ich woli. Ten film boli, porusza, szokuje. I zwraca uwagę na problem dotykający wiele kobiet, sprzedawanych wbrew własnej woli w imię przestarzałej tradycji.

Oscarowy Spotlight, jak mało który film, wywołał u mnie w domu burzliwą dyskusję. Ta prawdziwa historia dotyczy dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego w Bostonie kilkanaście lat temu. Sprawa była bulwersująca i rozstrzygnęła się w sposób, z którym trudno się pogodzić, a dotyczy tematu ogromnie bolesnego. Księży-pedofilii. Przeraża fakt, że duchowni, którzy mają być oparciem i łącznikiem z Bogiem, krzywdzą tych, których powinni chronić przede wszystkim – ufne, bezbronne dzieci. Ten film burzy krew i trudno po nim ochłonąć.

To najstarszy film z tego zestawienia, ale odkryłam go niedawno szukając niebanalnych, nieamerykańskich thrillerów. Brytyjsko-filipiński film Metro Manila z  konwencji dramatycznej przechodzi w thriller i trzyma w napięciu od samego początku. Uboga rodzina filipińska rodzina opuszcza przedmieścia i szuka szczęścia w stolicy. Manila jest jednak pełna pułapek i oszustów. Już po pierwszym dniu bohaterowie zostają z niczym, co sprawia, że podejmują desperackie kroki. Mocny, prawdziwy, bolesny film z Filipinami w tle i świetnym zakończeniem.


Kasia z bloga Kasiek Myśli

Jestem bardzo mało skomplikowaną kobietą. Filmy, które oglądam najchętniej to romansidła. Uwielbiam płakać na filmach i kocham ten moment, gdy obraz się rozmywa, przez to, że mam oczy pełne łez. Polecając trzy filmy, które chcę i muszę polecić, zawahałam się tylko przez chwilę, jeden odrzuciłam, bo jako ekranizacja, niestety troszkę zaniżyłby poziom. Chociaż jest genialny i obsypany Oskarami. A więc:

Malowany welon to ekranizacja, którą zawsze wymieniam, jako przykład filmu lepszego od książki. W filmie dużo zmieniono, właściwie zmieniono wszystko co z książki zrobiło marniznę, a dodatkowo film ma wielki atut w postaci Edwarda Nortona, który jest po prostu cudowny. Film opowiada historię młodziutkiej i ślicznej Kitty, która wychodzi za mąż za zakochanego w niej po uszy bakteriologa praktykującego w Chinach. Wychodzi za niego bez śladu uczucia, byle tylko uciec od narzekającej matki. Po przyjeździe do Chin kobieta prędko wikła się w romans z żonatym i dziwkarskim mężczyzną. Jej mąż – Walter, to odkrywa i postanawia zabrać niewierną żonę do wioski ogarniętej epidemią cholery. Kitty na początku protestuje, ale w końcu sytuacja zmusza ją do wyjazdu. Na miejscu dostrzega w mężu wiele pozytywnych cech, jednak on zraniony i zawiedziony ma dosyć jej kaprysów i tego jaką jest pustą lalunią. Wszystko to jest okraszone przejmującą muzyką, osadzone wśród niezwykłych krajobrazów. Naprawdę gorąco Wam ten film polecam. Nawet moja Mama, która nie przepada za filmami z napisami, oglądała przejęta do końca.

Jak już jesteśmy przy mojej Mamie, to muszę napisać o Love story podobno moi Rodzice ongi poszli na ten film do kina, ale moja Mama tak płakała, że Tata zapowiedział, że to ostatni raz, gdy zabrał Ją do kina. Film jest klasyką melodramatu, opowiada historię pochodzącego z bogatej rodziny, niemalże dynastii – Olivera i biednej dziewczyny Jenny. Jenny studiuje muzykę, wychowano ją w prostym domu, pracuje w bibliotece, prędko zakochuje się w przystojnym, chociaż nieco snobistycznym Oliverze. Rodzina chłopaka nie ma zamiaru akceptować synowej z nizin, dlatego chłopak staje przed dylematem, albo miłość albo finansowe wsparcie. Wybiera miłość, ale okrutny los zmusi go do zmiany zdania. Boże, jak ja łkam na tym filmie, regularnie. Tak jak i na Szkole uczuć.

Trzeci film to świąteczny constans a więc To właśnie miłość cudownie klimatyczny film, który za jakieś dwa miesiące będzie gościł na ekranach w większości domów, gdzie mieszkają co wrażliwsze kobiety. Zbiór opowieści, o różnych ludziach. Ten film to popis genialnego aktorstwa i wzór idealnych proporcji, jest smutek, śmiech, radość, łzy i nadzieja. A w święta ta nadzieja, jest najważniejsza. Ja w tym roku, jak od wielu, wielu lat znowu włączę ten film i będę miała nadzieję, że kilka wątków potoczy się inaczej. Rok temu robiłam pierniki oglądając ten film :P


Agnieszka z bloga Niekończące się marzenia

Uśmiech Mony Lisy. Dosyć stary film, bo ma już swoje trzynaście lat, ale mam wrażenie, że nie zyskał zbyt wielkiej popularności. A szkoda, ponieważ historia którą ukazuje zasługuje na uwagę i zatrzymanie się, zerknięcie na czasy, które jeszcze nie są tak odległe, a jak bardzo płytko traktowano kobiety. Jest rok 1952 – nauczycielka Katherine Watson  ( w tej roli Julia Roberts) otrzymuje posadę w szkole dla dziewcząt, które są przyuczane do tego jak  być doskonałą żoną i panią domu. Ich życie to najpierw nauka, znalezienie najlepszego kandydata, a później... dogadzanie mu by był szczęśliwy i zadowolony z posłusznej żony. A one same? Czy naprawdę to jest ich spełnieniem marzeń? Dla większości tak, od dziecka miały wbijane do głowy, że porządna panna się nie wychyla, zna się na etykiecie, przepysznie gotuje i co najważniejsze – jest ZAWSZE uśmiechnięta. Nawet kiedy ma ochotę się rozpłakać. Nie zadaje niepotrzebnych pytań mężowi. Ma dom. I tym powinna się zajmować.Nowa nauczycielka robi rewolucje, próbując wytłumaczyć dziewczętom, że świat nie zamyka się tylko do roli żony i matki. Kobiety mogą być kimś więcej, a nie tym do czego ich zmusza rodzina i twarde zasady szkoły.  Co oczywiście spotyka się ze sprzeciwem i wieloma kontrowersjami, niektóre z wychowanek będą oburzenie, dla innych zacznie kiełkować zwątpienie, czy aby na pewno musi tak być jak im zawsze wmawiano? Film porusza również wtedy dosyć drażliwy temat. Antykoncepcji. Która była zabroniona i wręcz karana. Watson próbuje jak najwięcej przekazać swoim wychowankom, pokazać życie z innej strony, ale każdy wie, że rewolucjoniści nigdy nie byli mile widziani, zwłaszcza w tak delikatnej materii... Szczerze polecam obejrzeć film, genialna obsada oraz ukazanie minionej epoki,  mimo jego wieku wywołuje wiele emocji, zwraca uwagę na tematy, które niby odległe, ale dalej są nam bliskie. Naprawdę warto.

Projektantka. Ochh cóż to jest za film. Kiedy siadałam do oglądania nie miałam pojęcia, że ten tytuł aż tak mnie podbije, że wywrze tak mocne wrażenie. Zacznę jednak od początku. Tilly Dunnage (Kate Winslet)  powraca do swojego rodzinnego miasteczka, jako dojrzała kobieta, która dokładnie wie czego chce. Ma przy sobie skromny bagaż oraz coś bardzo ważnego. Maszynę do szycia. Przybywa z misją, która nie ma na celu zmianę garderoby mieszkańców na bardziej gustowną, to jest tylko taka zasłona przed prawdziwymi pobudkami. Ospała osada, znajdująca się gdzieś na szarym końcu Australii, wygląda zwyczajnie wręcz nudno, ale właśnie tam w niemalże każdym tomu skrywana jest tajemnica. Tajemnica, która nie powinna ujrzeć światła dziennego. Mała społeczność, mnóstwo intryg. Skrzywdzona w dzieciństwie Tilly próbuje dowiedzieć się prawdy o sobie samej, co stało się kiedy była małą dziewczynką. Dlaczego musiała wyjechać, jakie sekrety ukrywa jej własna matka? Film w doskonałej obsadzie oraz grze aktorów. Nawet postaci epizodyczne miały ogromne znaczenie.  Nawet przez jedną myśl nie przyjdzie do głowy co przyniesie kolejna scena. Dramat i komedia. W jednym momencie śmiejemy się do rozpuku, by po chwili wylewać łzy smutku i niedowierzania.  Coś niesamowitego jak zostały ukazane mroczne strony ludzkiego charakteru. A wszystko ukryte pod fasadą obłudnej uprzejmości i życzliwości. Genialna gra Kate oraz Judy Davis ( rola matki Tilly) mroczna, chwilami wręcz przerażająca opowieść. Tego tytułu nie można pominąć, myślę, że nikt się będzie się czuł rozczarowany. Świetna kreacja autorów, oprawa muzyczna niesamowita. Oddaje każde uczucia dotyczące danej sceny. Wielki, a raczej ogromny plus za soundtrack. Obejrzałam wiele razy i za każdym kolejnym towarzyszyły te same emocje.  Genialny film. Aż dziwne, że nigdzie o nim nie słychać. Smutne.

Mój przyjaciel orzeł. Na początku muszę zacząć, że niesamowicie denerwują mnie recenzje pseudo znawców do tego tytułu. Widać komercha w dzisiejszych czasach jest tak mocno wbita w ramy, że jak już nie ma efektów specjalnych dzięki komputerom, ani wciśniętej debilne historyjki to już nie można zrobić dobrego filmu, a chyba twórcom chodziło właśnie o ukazanie czegoś innego... Mój przyjaciel orzeł – opowiada o chłopcu, który pewnego dnia przez przypadek znajduje wyrośnięte pisklę orła. Sam chłopiec mieszka w góra wraz z ojcem. Nie wiemy jakie to czasy, dlaczego nie ma wzmianki o nauce, czy ona odgrywa jakiekolwiek znaczenie w jego życiu. Ta dwójka żyje odgrodzona od życia zewnętrznego. Jakby ojciec postanowił odgrodzić siebie i syna od tego co jest tam dalej w wielkiej w społeczności. Dziwi mnie aż tak ogromna niechęć do tego. Ponieważ to nie pierwsza historia opowiadająca o podobnych przypadkach. Wracając do chłopca. Jakiś czas temu jego matka zginęła w pożarze domu, od tamtej pory relacja między nim i ojcem ochłodziła się, oddali się od siebie i nie potrafili nawiązać kontaktu. Prawdopodobnie wstrząs po ukochanej żonie oraz matce wywoła taki właśnie skutek. Jednak nie to jest głównym wątkiem filmu, chociaż odgrywa równie ważną rolę. Lukas postanawia zająć się młodym orłem, zanosi go do zgliszczy dawnego domu, opiekuje i karmi. Robi wszystko to, co powinna matka. Między chłopcem a ptakiem zaczyna nawiązywać się nić przywiązania. W doglądaniu orła pomaga Lukasowi mężczyzna zajmujący dzikimi zwierzętami – leśniczy, posiada ogromną wiedzę, którą postanawia podzielić się z młodym opiekunem. Film jest magiczny, nie ma zbyt wiele dialogów, za to przepiękne ujęcia przyrody pobudzają zmysły, w dodatku przepiękna skomponowana muzyka uzupełnia i dodaje niepowtarzalnego uroku. To nie jest film w którym będzie akcja, to opowieść o przyrodzie o tym jak człowiek może poczuć więź z dzikim stworzeniem, z wzajemnością. I o wolności. Która daje poczucie, że życie należy do nas samych. Nie wiem jak to się stało, ale ta produkcja wywołała we mnie wiele łez. Kolejny tytuł, który powinien być zauważony, a niestety nie jest. Same durnoty na tapecie. Przykro. Tutaj nie ma efektów specjalnych, są za to żywe stworzenia, przyroda jak najbardziej prawdziwa, chwilami przerażająca ale i tak piękna w swym majestacie. Bardzo bym chciała by Mój przyjaciel orzeł został doceniony przez widzów. Cóż znam niestety realia... 


Matylda z bloga Leon Zabookowiec

Mój filmowy gust jest bardzo zróżnicowany, ale jest kilka wyjątkowych filmów, o których mogłabym mówić godzinami i które zawsze polecam.

Na pierwszy ogień idzie Władca Pierścieni, który oglądam kilka razy do roku — akcja, miłość, wielkie cele i honor niczym u średniowiecznych rycerzy plus fantastyczne (wciąż niezestarzałe) kadry, które cieszą oczy… No i ta historia! Klasyka nad klasykami, a jednocześnie wciąż zachwycająca i nienudna, polecam bardzo serdecznie wszystkim fanom fantastyki, ale również każdemu, kto lubi dreszczyk emocji, bo filmowa trylogia niesie wiele ciekawych przesłań i nie można z nią się nudzić (jeśli nie ma scen Froda :>)
.
Wielką miłością darzę serię Ghost in the shell, więc w tym miejscu pragnę polecić film autorstwa Mamoru Oshii z 1995 roku, niezwykle dający do myślenia, uważam, że każdy powinien po niego sięgnąć ze względu na szereg pytań jakie zadaje: gdzie kończy się człowiek? Co może przynieść nam przyszłość? Istnieje tylko dobro i zło? Wszystko w ładnym opakowaniu z akcją i kryminałem w tle, fanom anime z pewnością się spodoba.

Ostatnim filmem będzie Ex Machina, która chociaż odrobinę dotyka kwestii, o których uczę się na studiach: sztucznej inteligencji, testu Turinga, psychologii poznawczej — myślę, że ten film nadaje się dla każdego pasjonata tej dziedziny, chociaż zawiera kilka błędów, ale jako kino mające cieszyć oko, a jednocześnie niepokoić umysł nadaje się świetnie.

CONVERSATION

15 komentarze:

  1. "Spotlight"! Aniu przybij piątkę - dla mnie ten film był swojego rodzaju objawieniem. Pokazał, że Amerykanie potrafią zrobić przejmujący film bez łzawych sztuczek. "Mustanga" muszę z kolei zobaczyć, bo jestem strasznie ciekawa tego filmu. Z wymienionych bardzo podobała mi się także "Ex Machina", która w ciekawy sposób ukazuje kompleks boga i inteligentnie porusza kwestie moralne, nie przynudzajac przy tym ani trochę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybiegłam przybić piątkę! :)
      "Mustanga" koniecznie obejrzyj. Nie znam nikogo, kto żałowałby seansu. :)

      Usuń
  2. Jak to w ogóle możliwe wybrać tylko 3 filmy? :P "Spotlight" to bardzo dobry film, "To właśnie miłość" uwielbiam. "Bez mojej zgody" - dobry i mocny, zakończenie mnie zaskoczyło. "Ja Wam pokażę" mi się z kolei nie podobało, ale "Nigdy w życiu" bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie podoba się "Ja wam pokażę". Mało który film oceniłam na 1 na Filmwebie, a ten taką właśnie ocenę dostał. Za to "Nigdy w życiu!" uwielbiam. :)

      Usuń
    2. Oh no, nie rozumiecie jakie to bolesne, kiedy wasza wiertarka odchodzi z waszym ukochanym! :D

      Usuń
    3. @Agata - fakt. :D
      A poza tym, Wolszczak w porównaniu ze Stenką wypada blado. ;)

      Usuń
  3. Z wymienionych lubię jeden: "To właśnie miłość". Niby głupiutki, ale ma coś w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tych wszystkich filmów oglądałam tylko Ja Wam pokażę i pamiętam tę scenę z wiertarką! W ogóle jakoś miło wspominam obie części i przyjemnie mi się je oglądało. Wiele zabawnych momentów (rodzice byli świetni!), jak i wzruszenia, chociaż właśnie bardziej za ten humor lubię tę historię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam wyłącznie Bez mojej zgody, ale uważam że książka jest bez porównania lepsza od filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilka propozycji nawet należy do moich ulubionych :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Trudno by mi było wybrać jakieś filmy, które są moimi ulubionymi ;) Ale "Bez mojej zgody" miałoby szansę się znaleźć na tej liście ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo różnorodnie, kilka tytułów zapisałam, np. ''Malowany welon''. Tyle o nim dobrego słyszałam, jednak nie miałam okazji obejrzeć - teraz szybko to nadrobię. Fajnie jest poznać gust filmowy innych książkoholików :)

    OdpowiedzUsuń
  9. DEADPOOL <3 ja pewnie też bym go wcisnęła w to zestawienie :D Ja oglądam za wiele filmów by móc wybrać jeden, ale trzy dałabym radę, bardzo fajny pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj dużo tych filmów. Trochę z nich oglądałam. Na przykład wolę Nigdy w życiu bardziej, w Ja wam pokażę coś mi nie styka, chyba brak Stenki. Spotlight też oglądałam i jakoś do tej pory jestem w szoku, że to naprawdę się gdzieś wydarzyło, i że tak jak ten ksiądz jeden tam powiedział, to przecież nic złego. Załamać ręce to mało :( a To właśnie miłość wprost uwielbiam, chyba dlatego że oglądam go raz do roku i to już zwiastuje święta :)
    pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kilka wymienionych filmów kojarzę, ale ja lubię komedie romantyczne i bajki, które są teraz bardziej dla dorosłych niż dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń