Na szklanym ekranie #15 - Biblioteka pod Marcepanem

środa, 22 marca 2017

Na szklanym ekranie #15



Kolejna odsłona obejrzanych ostatnio filmów. Bardzo ciężko pisze m się takie notki, są pracochłonne, ale uwielbiam je dodawać i sama czytać podobne, co rusz dopisując do mojej listy jakieś perełki.

Sherlock Holmes. Gra cieni (Sherlock Holmes. A game of shadows), reż. Guy Ritche, 2011 r. 7/10

źródło 
Sherlock Holmes (Robert Doowney Junior) i jego oddany przyjaciel dr John Watson (Jude Law) prowadzą śledztwo, które okazuje się być najtrudniejsze w jego karierze bowiem wszystkie tropy prowadzą do profesora James’a Morriarty’ego. Dorównuje on Sherlockowi inteligencją, ale nie chcę służyć dobru. Ma on swoje własne, niecne cele.

O ile pierwsza część bardzo mi się spodobała (a działo się to na długo przed wciągnięciem się w serial), to do drugiej podchodziłam kilka razy. I zazwyczaj obejrzałam Sherlocka maksymalnie do połowy, po czym zasypiałam. Nie lubię zostawiać nic niedokończonego, więc któregoś wieczoru postanowiłam usiąść i nie zasnąć choćby nie wiem co. I o ile ta dobrze znana część mnie wynudziła, to druga bardzo mi się spodobała. Mam dużą słabość do Roberta Downey Juniora w roli Sherlocka co też wpłynęło na ocenę filmu. Mam wrażenie że fanom serialowej wersji może się nie spodobać, ale mi – bardzo!


Iluzja 2 (Now You See me 2), reż. Jon M. Chu, 2016 r. 6,5/10

źródło
Dobrze znana z poprzedniej części grupa magików wpada w poważne tarapaty. Ktoś bardzo chcę ich zdemaskować i utrudnić życie. Bohaterowie muszą zmierzyć się z wrogiem pomimo zwątpienia we własne siły i zmianach w szeregach.

Nie będę się bronić przed stwierdzeniem, że bardzo lubię kino rozrywkowe, a poprzednia część idealnie wpasowała się w mój gust i zaspokoiła apetyt. Na kontynuację czekałam z wielką niecierpliwością, oglądałam zwiastuny, zabookowałam bilety, ale los chciał inaczej i do kina się nie udaliśmy. Gdy pojawiła się okazja nadrobienia nie zwlekałam i pomimo zmiany głównej aktorki – podobało mi się.. Bohaterowie wpadają w coraz to nowe kłopoty, o które niemal sami się proszą, paradują przed kamerą w czarnych ubraniach, oszukują, a nad wszystkim czuwa tajemnicze OKO. Owszem, pierwsza część była o wiele lepsza, ale jeżeli chcemy rozrywki – to ją dostajemy!


Żona na niby (Just Go with It), reż. Dennis Dugan, 2011 r. 6/10
Danny Maccabee (Adam Sandler) chcę uwieść Palmer (Brooklyn Decker), która wydaje się być tą jedyną. Chcąc usprawiedliwić wypowiedziane kłamstwo, prosi swoją asystentkę Katherine (Jennifer Aniston) do tego, aby na wspólnych wakacjach udawała jego żonę (wkrótce już byłą). Czas spędzony na Hawajach będzie pełen wrażeń, a z wypoczynkiem będzie miał mało wspólnego.

Gdy mojego K. nie ma w domu nadrabiam komedie romantyczne – tak było i w przypadku Żony na niby. Jennifer Aniston lubię, a Sandlera, toleruje więc obawiałam się jak mogę całość odebrać. I chociaż Żona na niby jest trochę absurdalna, to idealna na wieczór, kiedy potrzebujemy jakiejś lekkiej, zabawnej, przewidywalnej i wzruszającej komedii.


Szczęściarz (The Lucky One), reż. Scott Hicks, 2012 r. 7/10

źródło
Logan Thibault (Zac Efron) podczas służby w Iraku znalazł zdjęcie tajemniczej dziewczyny. Żołnierz uważa że to dzięki fotografii udało mu się przeżyć i postanawia  odnaleźć tajemniczą kobietę. Beth Calyton (Taylor Schilling) okazuje się być w ciężkiej sytuacji życiowej i nie od razu przekonuje się do mężczyzny, który podejmuje prace w prowadzonym przez nią schronisku dla zwierząt, jednak po jakimś czasie między dwójką bohaterów rodzi się uczucie.

Nie czytałam pierwowzoru, a obejrzałam film w pierwszej kolejności na Zaca Efrona, który w końcu przestał być dla mnie Troy’em z High School Musical (ale mam wrażenie że jest coraz bardziej niedoceniany i gra głównie w komediach). Oglądało się miło, dostałam film który skutecznie dało się obejrzeć nawet z gorączką, nie zasnęłam, nie ziewałam, a nawet się wzruszyłam. I chociaż wszystkie filmy, które kręcone są na podstawie książek Sparksa są do siebie podobne, to ja to w nich lubię.


Drogówka, reż. Wojciech Smarzowski, 2013 r. 7/10
Siedmiu policjantów łączy nie tylko praca. Są przyjaciółmi, którzy wspólnie imprezują, zdradzają i żyją. Gdy jeden z nich zostaje zamordowany, Ryszard Król (Bartłomiej Tołpa) wpada w kłopoty, bo to on jest oskarżony o morderstwo.

Ten film miał mnie wprawić w osłupienie, zszokować, wciągnąć. Niestety, tak nie było. Trochę się nudziłam podczas oglądania i chociaż ciekawy sposób montażu Drogówki przyciąga wzrok, to ja nie potrafiłam się w tym wszystkim odnaleźć. Najbardziej podobało mi się zakończenie i cieszę się że dla niego obejrzałam całość.


Woda dla słoni (Wather for elephnats), reż. Francis Lawrence, 2011 r. 7/10
Po śmierci rodziców Jakub Jankowski (Robert Pattinson) musi przerwać studia na wydziale weterynarii i zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. Zatrudnia się w cyrku Augusta Rosenblutha (Christoper Waltz) jakie opiekun zwierząt. Poznaje tam także piękną żonę Augusta – Marlenę (Reese Witherspoon), która ujeżdża konię. Jakub niedługo potem zostaje  opiekunek słonicy – Rosie, a jego życie komplikuje się jeszcze bardzie, gdy uświadamia sobie, że zakochał w pani Rosenbluth.

Kolejny film z mojej listy produkcji, które od dawna chciałam obejrzeć. Przyjemny romans, melodramat, który może wzruszyć (ale nie musi). Jak dla mnie fenomenalny był Waltz, którego kocham coraz mocniej z każdym obejrzanym przeze mnie filmem.


Planeta singli, reż. Mitja Okoron, 2016r. 7/10
Skromna nauczycielka Ania (Agnieszka Więdłocha) boi się poznawać nowych ludzi, a żeby znaleźć miłość życia umawia się na randki przez Internet. Tomek Wilczyński (Maciej Stuhr) to znany prezenter telewizyjny, który w swoim programie ośmiesza zachowania Polaków. Gdy ta dwójka przez przypadek się spotyka, po pewnych komplikacjach, podejmują współpracę. Ania będzie chodzić na randki, z których relacje będzie zdawać Tomkowi, który wykorzysta to wszystko w swoim programie. I jak można się domyślić – nie obejdzie się bez kłopotów.
Jedna z lepszych polskich komedii romantycznych, bardzo przyjemnie się ją  oglądało. Idealnie dobrani aktorzy, a szczególnie Weronika Książkiewicz czyli Ola, najlepsza przyjaciółka Ani. Razem z Karolakiem, który zagrał jej męża stanowili istną komedię, a ich wspólna relacja niesamowicie rozśmieszała.


Uśmiech Mony Lisy (Mona Lisa Smile), reż. Mike Newell, 2003 r. 8,5/10
Rok 1959. Młoda nauczycielka, Katherine Watson (Julia Roberts), podejmuje pracę jako wykładowca na jednej z damskich uczelni. Kobieta sprzeciwia się obrazowi kobiety i roli, do jakiej jest przygotowywana – ślub, dom i dzieci, bez szans na dalszą edukację. Stara się przekazać swoim uczennicom że świat stoi przed nimi otworem, a małżeństwo to nie konieczność.


Zakochałam się w tym filmie. Oglądałam go z zachwytem w oczach i od razu po zakończeniu wpisałam go na listę moim ulubionych dzieł, tuż obok Służących. Obraz Mike Newella pokazuje jaką drogą musiały pokonać kobiety, abyśmy my mogły się realizować – studiować, pracować, wychodzić poza schemat. Ten film daje mnóstwo pozytywnej energii, jest swojego czasu motorem napędowym, skarbnicą pomysłów. Bardzo polecam. 

7 komentarzy:

  1. Szkoda, że "Drogówka" nie do końca Ci podeszła - ja bardzo cenię ten film Smarzowskiego. Choć znacznie wolę "Wesele" czy "Dom zły". Oglądałam też "Uśmiech Mona Lisy", który miło wspominam, i "Sherlocka Holmesa", który jest niezłym kinem rozrywkowym, ale szału nie zrobił (choć ja również mam słabość do pana Roberta ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio oglądałam Szczęściarza, ale właściwie nie porwała mnie fabuła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oprócz "Drogówki" i "Uśmiechu Mony Lisy" oglądałam każdy z tych filmów i całkiem dobrze je wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja żadnego z wymienionych przez Ciebie filmów nie oglądałam! Jestem strasznie zacofana jeśli chodzi o kino -,- Ale kilka pozycji mam nadzieję, że uda mi się w tym roku nadrobić.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nienienienienie, Sherlock tylko jeśli Benedict Cumberbatch :D Z wymienionych przez Ciebie filmów oglądałam jedynie Planetę Singli i również bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawe filmy. Planeta Singlii - śmieszna. Woda dla słoini - kocham. Za to Iluzję musze koniecznie obejrzeć.
    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do mnie na świeżą recenzję Miasta kości. :) http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/03/dary-anioa-miasto-kosci-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Żonę na niby, Planetę singli, Wodę dla słoni i Szczęściarza lubię :)

    OdpowiedzUsuń

@templatesyard