Pokolenie przełomu dziejów. Hanna Kowalewska "Julita i huśtawki"


Rodzinne to miasteczko jakich wiele – kiedyś miasto powiatowe, po zmianach zwykłe, codzienne, ze śladami starej świetności, która wciąż żyje w świadomości wielu mieszkańców. Młodzi z niego wyjeżdżają, bo nie ma w nim perspektyw, przyjeżdżają na weekendy, święta, albo i wcale, bo nie mają do czego wracać. Starsi mieszkańcy, którzy w Rodzinnym spędzili całe życie, nie mogą zrozumieć dlaczego młodzi uciekają, skoro oni tutaj odnaleźli swoje rodziny, szczęście, pracę.


Pokolenie Koli, Metki, Medyka i innych urodziło się na przełomie czasów. Kiedy w Polsce rządził komunizm dorastali się, nawiązywali pierwsze przyjaźnie, zakochiwali się, snuli plany. Nie znali nic innego, socjalizm był jedyną opcją, tak samo jak niekończące się kolejki, marsze pierwszomajowe, podział na partyjnych i tych, który przeciwstawiają się władzy rządzącej, przez co są odrzuceni. Gdy Żelazna Kurtyna opada, muszą nauczyć się żyć w nowym świecie, który jest dla nich całkowicie obcy.

Kola wraca do Rodzinnego, aby napisać książkę. Jest pisarzem, ale teraz chcę stworzyć dzieło o pokoleniu, do którego należy. Skupia się na nich wszystkich, od najmłodszych lat. Przedstawia ich rodziny, ich życie od najmłodszych lat. Odsłania ich tajemnice, sekrety ich rodzin, pragnienia, cele, a także wady. Nie idealizuje – opisuje wszystko takim, jakie jest.
Metka, Medyk, Anita, Ulka, Karolina, Bazyli, Bąk, Julita, Roża i Kola – to oni są bohaterami książki. To na ich życiu skupia całą swoją uwagę.

Wspomniałam o tym podczas pisania o Tam, gdzie nie sięga już cień, że pani Hanna Kowalewska ma niezwykły talent do pisania. Julita i huśtawki, to powieść otoczona pewnym urokiem, podczas lektury której można zatopić się całkowicie w ten inny, daleki, ale jednocześnie tak bliski świat. Ten urok nas otacza jak kokon i nie pozwala oderwać się chociaż na chwilę od książki. Jej bohaterowie niesamowicie intrygują, ale gdyby nie talent autorki, ta książka nie wywarła by na mnie aż takiego wrażenia. Z pewną nutą czegoś magicznego, nostalgicznego. Nie wychowałam się w tych czasach, kiedy bohaterowie Julity i huśtawek, ale poczułam dziwną nostalgię za latami dziecięcymi.

Nie raz słyszy się, że PRL to epoka bardzo szara i nudna. Szare blokowiska, puste pułki sklepowe, nudne mieszkania i domy – i autorka bardzo dokładnie to wszystko opisała, stworzyła idealne tło, które wtapia się w naszą wyobraźnię, ale pomiędzy te szarości wplotła bardzo dużo kolorów, całą gamę, a każdy przepisany do chwili, i do każdego z bohaterów. Te kolory można poczuć i zobaczyć na każdej stronie książki, a dodaje jej to jeszcze bardziej niepowtarzalnego uroku.

Każdy z bohaterów ma swoje rodziny, które się bardzo od siebie różnią. Autorka nic nie idealizowała – wszystkie relacje, to co się dzieje za zamkniętymi drzwiami, opisała bardzo realistycznie, a co najważniejsze – nadając każdej postaci tak indywidualne cechy (tak samo jak ich bliskich) że nie sposób ich ze sobą pomylić. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału wiedziałam kto jest kim. Autorka opisała ich życie od dziecka, od chwili narodzin, co dało bardzo dobry pogląd na całe ich życie. Czytelnik może obserwować jak zmienia się ich charakter, który formowany jest przez czas w którym żyją, relacje rodzinne, przemoc, chwile szczęścia, smutek, odtrącenie, szkoła. Gdy się rodzą mają przed sobą czystą kartę, którą sami zapełniają, ale wpływ otoczenia bardzo wyraźnie się na nich odciska.

Julita i huśtawki to piękna, ale i jednocześnie smutna powieść. Jesteśmy tylko jednostką, a los może szykować nam życie pełne wrażeń, przepełnione smutkiem, albo statyczne. Jeżeli chcecie poznać losy pokolenia, zagłębić się w ich świat to powieść pani Hanny Kowalewskiej będzie dla was idealnym wyborem.  


 Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Literackiemu!

CONVERSATION

5 komentarze:

  1. Czytałam tę książkę dawno temu i do tej pory jest jedną z moich naulubieńszych polskich powieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka jest niezwykła. Autorka pisze cudnie, nostalgicznie, potrafi czarować słowem. Masz rację, gdyby nie jej talent, ta historia nie zrobiłaby takiego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, nie miałam okazji, ale już jestem oczarowana.
    Pozdrawiam i zapraszam na rozdanie :)
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/05/konkurs-wygraj-evervile.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Choć chyba nie przepadam za takimi książkami, wydaje mi się, po Twoich słowach, że może "Pokolenie przełomu dziejów" przypadłoby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem z tego pokolenia, które nie wie co to PRL, ale jak tylko o nim słyszy, to ucieka gdzie pieprz rośnie. Więc to będzie chyba główny powód, dla którego podziękuję tej książce. Zresztą nie jestem jakąś wielką fankom polskich autorów. O Hannie Kowalewskiej pierwszy raz słyszę właśnie od Ciebie i chyba nie ma co liczyć, żebym się z nią bliżej poznała.

    Pozdrawiam, Oktawia
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń